GRYPSY Z PLATFOSTANU (550) – Jak znalazł

Tagi

, , , , , , , , , ,

Rok 2015 zweryfikuje być albo nie być suwerennej Polski. Jeżeli nic w tej sprawie spektakularnego się nie uczyni, to w połowie roku rządzący nami neokomunistyczni agenci za pomocą chwytów, z których te poniżej pasa będą najłagodniejsze, wykreują po raz drugi na stanowisko prezydenta chorego fizycznie, duchowo i moralnie „Jezus” Maria Karol Bronisława.

Na jesieni z kolei wyniki głosowania do parlamentu zostaną niechybnie poddane licznym obróbkom, w tym za pomocą specjalnego komputerowego algorytmu, co doprowadzi do znalezienia się w Sejmie i w Senacie osób, które w większości będą odpowiadać pozytywnie na zapotrzebowania polityczno-ekonomiczne Moskwy i Berlina. Taki odpowiednik odbytego z końcem XVIII w. Sejmu w Grodnie uchwali co trzeba i nawet nie zauważymy, że pewnego dnia znajdziemy się pod zgodnym protektoratem Rusosowietów i Niemiec.

Liczenie zatem na zmianę w polityce z antypolskiej na propolską za pomocą kartki wyborczej, będzie raczej na pewno niewystarczające. Jaki może być bowiem obrót spraw, można się było przekonać w związku z ostatnimi wyborami samorządowymi. Jeżeli jednak w parze z kartką wyborczą i głosem oddanym na ugrupowania patriotyczne będzie szła gotowość do poparcia tego wszystkiego potężną, dajmy na to milionową manifestacją, to wtedy co innego. Wymaga to jednak zorganizowania się.

Ponieważ w dalszym ciągu symbolem panoszenia się w Polsce obcych są pomniki pobudowane przez komunistów Sowietom i ich polskojęzycznym popłuczynom, zacznijmy od zaraz od organizowania się w całym kraju, w celu ustukrotnienia wysiłków Stowarzyszenia KoLiber. Chodzi o to, aby w możliwie najkrótszym czasie pozbyć się z przestrzeni publicznej materialnych świadectw naszego zniewolenia. Niech już rok 2015 stanie się końcem tej akcji, tak, abyśmy 2016 rok witali bez ani jednego świadectwa związanego z komunistycznym panowaniem. Ta konkretna robota pozwoli nam się policzyć i zorganizować do zadania głównego, jakim jest osiągnięcie stanu – by wreszcie Polska, Polską była. Likwidując pomniki zniewolenia Polski i Polaków, przekujemy tym samym naszą sromotę na zwielokrotnioną twórczą siłę. Stanie się tym samym coś zupełnie przeciwnego, niż zamierzyli to komuniści. Ostatnia godzina by tego dokonać wybiła. Do dzieła.

GRYPSY Z PLATFOSTANU (549) – Ratujmy się

Tagi

, , , , , , , , ,

Mamy zatem rok 2015. Suma cyfr tej rocznej daty to ‚8’, zatem jest ona jedyna, która ma charakter całkowicie zamknięty tak jak przysłowiowe zero. Można nawet powiedzieć, że cyfra ‚8’ jest w istocie skomponowana z dwóch zer. Skoro jednak w rocznej dacie znajduje się również pełne ‚0’, to owo potrójne zero, coś jednak chyba znaczy. Można mniemać zatem, iż to rok krytyczny, w którym zdecyduje się być albo nie być wolnej i suwerennej Polski. Jak będzie zobaczymy? Tym niemniej jeżeli po wyborach roku 2015 wyłoni się ponownie agenturalna dyktatura (P)otwora (O)krutnego, (P)urchawy (S)ukinsynów (L)ikwidacyjnych i wszelkich sił spod znaku zafajdywania dorobku Polaków i Polski, to będzie to ostatni rok dający nadzieję na suwerenną Rzeczpospolitą. Nie będzie takiej siły, która by w tych warunkach była w stanie wydobyć na bieżąco z dna naszą Ojczyznę. Ci, którzy sprawują aktualnie władzę w Polsce są bliscy sukcesu, tj. załatwienia sprawy zniewolenia państwa polskiego i jego obywateli na co najmniej stulecie. O to się przecież starali przez ponad ostatnie 7 lat. Nie ma innej rady zaradzeniu złu absolutnemu, gdyż fałszowanie wyników wyborów weszło już rządzącym w krew i traktują je oni jako mechanizm utrzymywania się u władzy, jak sprzeciwienie się Polaków takim praktykom w postaci generalnej rewolty społecznej. Żeby była ona skuteczna konieczne jest porozumienie wszystkich patriotycznych sił społecznych od Prawa i Sprawiedliwości i jego sojuszników, poprzez Rodziny Radia Maryja, Ruchu Narodowego, a na patriotach i ludziach dobrej woli skończywszy. Trzeba w takim zjednoczeniu wyjść na ulice naszych miast i na kluczowe drogi. Módlmy się koniecznie za Polskę. Nieodgadnione są bowiem wyroki boskie. Jeżeli będziemy działać, to i Stwórca nie omieszka pomóc.

GRYPSY Z PLATFOSTANU (548) – Wskok w bok

Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Za to, coś Tusk uczynił w męce odejdziesz

A więc Kieł (ang. tusk) został dopchany przez Niemcy do stanowiska przewodniczącego Rady Europejskiej. Teraz przyszła kolej na umocnienie strategicznego sojuszu UE, jako państwa, z Ruso-Sowietami. Z tego zadania Kieł a de facto Oscar z całą pewnością wywiąże się znakomicie. Oznacza to dokończenie rozbioru politycznego i gospodarczego Polski, oraz włączenie jej do szwabskiego systemu Mitteleuropa, gdyż Rzplita wg klasycznego wzorca już została pozbawiona przemysłu ciężkiego, szczególnie maszynowego a także rozbrojona, przez co stała się swoistą strefą buforową. Warunek Ruso-Sowietów za dopuszczenie do zjednoczenia Niemiec, został spełniony. Strawienie tego wszystkiego powinno teraz przebiec bez sensacji żołądkowych, ale na wszelki wypadek dr Oscar będzie czuwał, i pośpieszy Berlinowi a także Moskwie z pomocą, gdyby coś miało przebiec nie tak.  Gospodarka funkcjonująca między Odrą i Bugiem uzupełnia tę niemiecką, i nie jest w żadnym stopniu dla niej konkurencyjna. Inwestycja CDU, a tak na prawdę niemieckich służb w KL-D i w Kieł, opłaciła się sowicie. Kontynuacja niemiecko-rosyjskiej osiemnastowiecznej metody na wykończenie Rzplitej jest przysłowiowa. Jeszcze raz średniowieczny pomysł Władysława Opolczyka na rozbiór Polski, znalazł jakże praktyczne zastosowanie.

Raczej na pewno Kieł jest w czepku urodzony. Kiedy został współpracownikiem Stasi, która tak owocnie działała w oparciu o Niemiecką Republikę Demokratyczną, nie mógł przypuścić, że otworzy mu to drogę na międzynarodowe polityczne salony, gdyż robił to dla forsy i z powodu pochodzenia. Jednak gdy Sowiety zrobiły klapę, a Niemcy wróciły do roli hegemona w Europie, agenturalne zaangażowanie się Kła, zaczęło przynosić wielkie profity. Działo się tak tym bardziej, że Merkel Andrea Dorothea, także na swoją działalność polityczną, otrzymała licencję od Stasi. Stasi udało się zatem połączyć w jedno te dwa różne organizmy, i to tak by polityka Bismarcka mogła być urzeczywistniona na nowo. Polska żona tego kanclerza będąca od dawna w krainie wiecznych łowów, jest na pewno dumna z działalności Kaszubo-Niemca Tuska, który wspiera Angelę Dorotheę, jak żona Bismarcka swojego męża. Zarówno on jak i Tusk uważali polskość za nienormalność. Kobieta kanclerza miała przy tym na imię również jak kanclerz Merkel Dorota. Wszystko się zatem zastraszająco się zgadza, gdyż historia lubi się powtarzać. Tym samym trzeba się zastanowić, jakie należy przedsięwziąć kroki by kraj nasz ratować? Czy czekać gdy Kieł po przegryzieniu Polsce tętnic udowych, jak był jej premierem, weźmie teraz za gardło Rzplitą, gdy zostanie szefem Rady Europejskiej. Czy też izolować onego na zasadzie zmiany władzy w Polsce. Im szybciej to nastąpi, tym większe szanse na wynegocjonowanie dla Rzplitej znośniejszych warunków niewoli. Na Kła i łobuza Gorzelika ze Śląska, to jedyne lekarstwo. Może ono przynajmniej spowolnić, wyprawienie Polski do krainy wiecznych łowów.

Czy tak w Polsce być musi?

GRYPSY Z PLATFOSTANU (547) – Nierząd Polityczny

Tagi

, , , , , , , , ,

Za to, coś Tusk uczynił, w męce odejdziesz

A więc dintojra między agenciarzami, której odgłosy dochodziły z wybrzeża od dawna, jak się okazuje ma miejsce także i w centrali i to na szczytach władzy. To nie pierwsza tego typu rozgrywka na przestrzeni funkcjonowania III RP. O ile jednak poprzednie miały miejsce nade wszystko między agenciarzami cywilnymi i wojskowymi, to ta najnowsza jest konfliktem handlarzy Polską proweniencji Wschodniej i Zachodniej. O tym zdają się mówić nagrania podsłuchanych przez ‚kelnerów’ a opublikowanych tu i ówdzie rozmów prominentnych działaczy rządzącej naszym krajem szajki, która znalazła swoją do okradania nas wdzięczną bazę w (P)iedestale (O)szczanym. Rzecz jasna nie tylko. Mimo, że sikuty członków tej zbrodniczej organizacji, zalewają już nam Rzplitą po uszy, to w dalszym ciągu znajdują się wśród rodaków osobnicy, którzy twierdzą, że w Polsce ma miejsce bez precedensu susza. Jedną z dziwniejszych person w rządzie Sztukmistrza z Sopotu jest osobnik mieniący się prawnukiem Henryka Sienkiewicza (czy to nie taki Sienkiewicz do tego Bartłomiej Henryk jak ‚Jezus’ Maria Karol Bronisław jest Komorowskim?). Jako minister spraw wewnętrznych uciął on sobie dyskutę, z mającym onegdaj podwójny pseudonim operacyjny Belką Markiem Marianem, aktualnie szefem Narodowego Banku Polskiego. Okazało się jeszcze raz, że belka z siennikiem idą w parze. Tę bezwzględną chuć agenciarzy na forsę ma zaspokoić Polska, z której za pomocą aktualnego rządu uczynili oni swą nierządnicę. Na używającego sobie na maksa alfonsa najbardziej nadaje się właśnie, dysponujący jak twierdzi imponującym ‚kapciem’ agenciarz z Łodzi. Ten wie, iż z sytuacji trzeba korzystać póki potencja sprzyja, i że go z takich przedsięwzięć, jak to jest w cywilizowanych krajach, w życiu nie rozliczą. I tu jest ‚pies pogrzebany’. Powtarza się zatem sytuacja z XVIII w. „Boże coś Polskę przez tak liczne wieki…”.

Czy tak w Polsce być musi?

GRYPSY Z PLATFOSTANU (546) – Farsa

Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , , ,

Za to, coś Tusk uczynił, w męce odejdziesz

Oba-ma te felery Barack. Po pierwsze chodzi o zupełny brak wyczucia w polityce międzynarodowej. W czasie swojej pierwszej i kawałka drugiej prezydentury spuścił z prestiżu swój kraj, Stany Zjednoczone, o kilka długości. Stworzyło to dla politycznych hochsztaplerów i łobuzów pokroju Putina Władimira Władimirowicza okazję do wierzgania kopytami i obkopywania sąsiadów ile wlezie. Jakby tego było mało wykierował Niemcy na lidera zajmowania się sprawami Europy ze szczególnym uwzględnieniem jej środka i wschodu. Zrujnowało to całkowicie imponderabilia polskiej polityki zagranicznej i doprowadziło do strategicznego sojuszu tego kraju z Ruso-Sowietami. W każdych warunkach jest to dla Polski stryczek na szyję. Po tym wszystkim Mulat ma czelność przyjeżdżać do Polski i opowiadać na temat wkładu naszego kraju w kreowanie wolności, propagandowe, nic nie kosztujące duby smalone. W konkretach był już niezwykle oszczędny i mimo fantastyczności naszego kraju jako niezawodnego sojusznika USA, nie mamy co marzyć, o choćby części pomocy materialnej jakie otrzymują Izrael czy Turcja, którzy nota bene fantastyczni nie są.

Po drugie Barack Hussein korzystając ze wsparcia potężnego lewicowego frontu ideologicznego, który opanował gros środków przekazu, może sobie pozwolić na opowiadanie ‚głodnych kawałków’ wiedząc, że i tak spotka się z życzliwą oceną mediów. Skoro nawet w Polsce mimo straszliwych historycznych doświadczeń z braniem za dobrą monetę ogołoconych ze wszystkiego co ma rzeczywiste znaczenie słów, zaczęto się tym co powiedział na Placu Zamkowym w Warszawie zachwycać, to znaczy, że bynajmniej wcale nie zmądrzeliśmy. Co by zatem nie zrobił Mulat wszystko było zachwycające, z ćwiczeniami w salce gimnastycznej włącznie, które jednak wykazały, że nasz bohater jest niezborny ruchowo. W dawnej nomenklaturze nazywano takiego kogoś – platfus. Barack Obama ani myśli pomagać Polsce, jak zrobili to wcześniej tacy prezydenci Stanów Zjednoczonych jak Thomas Wilson, Herbert Hoover czy Ronald Reagan. W każdej chwili Mulat gotowy jest nas zdradzić. Zrobił to już, odwołując w naszym kraju budowę tarczy antyrakietowej zapowiedzianą przez George Busha, oraz nazywając niemiecko-nazistowskie obozy zagłady polskimi obozami śmierci. Prezydentura Baracka Husseina jest dla Polski najgorsza od czasów nieszczęsnego Franklina Roosevelta i nie zmienia tego, to co naopowiadał podczas swej ostatniej wizyty w Polsce.

Czy tak w Polsce być musi?

GRYPSY Z PLATFOSTANU (545) – Lipa za lipą

Tagi

, , , , , , , , , , ,

Za to, coś Tusk uczynił, w męce odejdziesz

Prawo i Sprawiedliwość złożyło znakomicie udokumentowany, w związku z licznymi poważnymi nadużyciami wyborczymi, wniosek do niezawisłego Sądu Najwyższego o unieważnienie wyników wyborów do Parlamentu Europejskiego. Odpowiedź będzie rzecz jasna odmowna i (P)ostument (O)szczany zachowa pierwsze miejsce. Nie po to bowiem nabiedzono się w Magdalence w sprawie nie dopuszczenia do władzy patriotów, a w nazewnictwie komunistów i neokomunistów ekstremy, by teraz dawać jej w ten chociażby sposób, a więc na zasadzie protestu wyborczego, dojść do decydującego głosu. System magdalenkowy ustanowiony został w takiej formie, że począwszy od środków dystrybucji informacji, a właściwie należałoby by powiedzieć dezinformacji, przez zhermetyzowany i łatwy do kontrolowania przez agenciarzy system polityczny i wyborczy, po organy nim zarządzające, aby tym, którzy zostali z góry namaszczeni przez agenciarzy na zwycięzców, nie stała się krzywda. Owych, faktycznie rządzących Polską, ciągnie do (S)tada (L)ipnych (D)arczyńców, ale ich zbyt słaba pozycja uniemożliwia na razie, pozbycie się konwentyklu, któremu przewodzi Oscar Tusk Donald Franciszek. Polska idzie ku całkowitej ruinie, gdyż jest zadłużona ponad wszelką miarę, kraj pustoszeje z ludzi młodych, ambitnych i kreatywnych, a rządy firmują wciąż ci sami, o których wiadomo, że to łotry co się zowie. Owi jednak mają stanowić mniejsze zło, i tu jest ‚cały pies pogrzebany’. Systematyczne pranie mózgów obywateli przyniosło skutek. Niemałej ich części wydaje się, że dla PO nie ma alternatywy, co jest wierutną bzdurą, więc głosują na PO, ułatwiając rozmnożenie ich głosów w urnach wyborczych, tak jak stosowne zminimalizowanie głosów tych, którzy byli za PiS. Dodatkowo udało się agenciarzom wypromować Korwin-Mikkego Janusza Ryszarda, który teraz z pozycji czysto prawicowych będzie w Parlamencie Europejskim atakował patriotów, szczególnie za usiłowanie przekazania prawdy o tragedii smoleńskiej. Ta jest główną osią, wokół której obraca się gra polityczna w Polsce. Oficjalne ujawnienie prawdy w tej sprawie zmiecie rządy neokomunistycznych agenciarzy i ich ekspozytury w postaci PO z politycznej powierzchni ziemi. Nie ma zatem takiej rzeczy, która by przy urnach wyborczych się nie opłaciła, by tylko do owego wyjaśnienia nie dopuścić. Rzecz jasna PiS by do niego doprowadził jak amen w pacierzu.

Czy tak być w Polsce musi?

GRYPSY Z PLATFOSTANU (544) – Cyrk słowa

Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , , ,

Za to, coś Tusk uczynił, w męce odejdziesz

Agentura i politykierzy neokomunistyczni sprawujący w Polsce jako III RP władzę, raz po raz pokazują, że ich korzenie ideowe to Polska Ludowa. Rzecz była jaskrawo widoczna w związku z pogrzebem Wolskiego Jaruzelskiego gen. Wojciecha Witolda i ma miejsce na każdym kroku. Chodzi o obdarzanie rzeczowników opisujących jakieś faktyczne stany rzeczy takimi wyrafinowanymi przymiotnikami, aby zza utworzonego w ten sposób pojęcia nie wyglądała jaskrawo brutalna rzeczywistość, a wręcz przeciwnie, żeby stwarzało ono jakąś iluzję. Rzeczpospolita Polska stała się na tej zasadzie Polską Rzeczpospolitą Ludową. Po nazwie można się było spodziewać republiki, gdzie władzę sprawuje lud, gdy tymczasem była to naga dyktatura, w której rządziła terrorem partia komunistyczna będąca agenturą Sowietów. Takich dziwolągów nazewniczych było co niemiara. Ze zdumieniem zatem po jakimś czasie działania tzw. transformacji ustrojowej można było spostrzec, że niby wywrócono wszystko do góry nogami, lecz nic się prawie nie zmieniło. Nie odeszła też do lamusa praktyka robienia ludzi ‚w konia’ za pomocą gry słów. Oto polskie niezawisłe w III RP sądy, pojawiły się w następstwie tych sterowanych przez partię w PRL. Lecz są one teraz tak niezawisłe jak Jaruzelski był patriotą polskim. Identyczne dziwolągi pojawiają się bez przerwy na naszych oczach i docierają do naszych uszu. Aktualnie chodzi o uroczyste obchody kontraktowych wyborów z 4.06.1989 roku, które nazwane są dzisiaj pierwszymi wolnymi wyborami w powojennej Polsce. Ta kpina z historii bije po oczach i uszach, ale notorycznym kanciarzom Tuskowi Donaldowi Franciszkowi i ‚Jezus’ Maria Karol Bronisławowi wcale to nie przeszkadza. Ten ostatni posunął się nawet do tego, że naopowiadał głupstw opartych o twierdzenie, iż owe wybory zapoczątkowały taki rozwój Rzplitej, ‚że mucha nie siada’. Nawet czasy Kazimierza Wielkiego i Stefana Batorego to nic przy obecnej potędze naszego kraju osiągniętej już po jednej wiekowej ćwiartce po ich przeprowadzeniu. Tymczasem rzeczywista siła III RP jest nieporównywalnie mniejsza od tej jaką w takim samym czasie wytworzył naród w państwie, które nazwano II RP. Jak by tego było mało na obchody tych rzekomo wolnych wyborów przyjedzie jeszcze jeden specjalista od słownego cyrku, tym razem Mulat zza oceanu. Ten opowiadając banialuki o wielkości demokratycznych przemian w Polsce, już raz zlikwidował nam podwaliny polityki prowadzącej do rzeczywistej budowy silnego państwa. Teraz po latach ma rzekomo zaproponować powrót do tego, co sam wcześniej spostponował. Nie dziwmy się jednak. Widać III RP jest tak felerna, że można sobie z nami pozwolić na wszystko. Przypomina ona kraj, który Sienkiewicz scharakteryzował krótko ustami Zagłoby w Potopie …”Panie! Panie wszechmogący! Czemuś to tak tę nieszczęsną Rzeczpospolitą rozgrodził, że wszystkie świnie sąsiedzkie włażą do niej teraz i trzy najlepsze prowincje już spyskały!” (na razie najlepsze nasze zakłady przemysłowe). Jak tak dalej pójdzie, przyjdzie czas na całość. Taka jest rzeczywista nasza siła.

Czy tak być w Polsce musi?

GRYPSY Z PLATFOSTANU (543) – 2 x The End

Tagi

, , , , , , , , , , , , , ,

Za to, coś Tusk uczynił, w męce odejdziesz

Wczoraj miał miejsce pogrzeb najbardziej skutecznego zdrajcy na świecie w XX w., który nawet jak się okazuje przechytrzył Boga. ‚Po trupach szedł do zwycięstwa’. Donosił na rodaków rzekomym rodakom i na bez wyjątku wszystkich Sowietom. Wygrał wszystko, co mógł wygrać. Wykończył każdego, kogo chciał wykończyć. Służba komunistycznemu łajdactwu stała się dla niego absolutnym sensem życia. Dla Sowietów gotów był na największe poświęcenia. W związku z jego działalnością jako Polacy udowodniliśmy, że stać nas na absolutnie nowatorski super efektywny rodzaj łotrostwa, o którym inne nacje mogą tylko pomarzyć. Wcale nie byłoby dziwne, gdyby miejsce pochówku generała stało się Mekką komunistycznych i neokomunistycznych popaprańców z całego świata, dla których służba ojczyźnie proletariatu działa na zasadzie zewu krwi. Milionom, którym złamał generał życie pozostała tylko nadzieja, że Szef Najwyższy dokonał już nad zmarłym najbardziej sprawiedliwego oszacowania, i że w stosownym czasie ujawni to swemu ludowi.

Wcześniej inny zdrajca Tusk Donald Franciszek wybrał się do Gorzowa Wielkopolskiego, by na łganiu zbić kapitał polityczny przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. Ku jego zaskoczeniu spotkał się z pytaniem licealistki – „dlaczego udaje patriotę, a jest zdrajcą Polski”. Herr Donalda Donaldowicza zatkało i odpalił jak to on niezwykle merytorycznie – ‚widzę, że masz poczucie humoru’. Nadto w relacji ojca dziewczyny sztukmistrz z Sopotu wręczyć chciał jej bukiet kwiatów, jednak spotkał się z odpowiedzią, ‚że kwiatów od zdrajcy nie przyjmuje’. W ten sposób nastąpił duchowo-moralny koniec Tuska. Wszystko co stało się później, służyło tylko próbie zblagowania przez Pinokia rzeczywistości, która dla niego i dla szajki, którą on kieruje a więc (P)iedestału (O)szczanego jest fatalna. W grupie wyborców mających 18-24 lata PO zajmuje bowiem dopiero 3 miejsce.

Niedziela 25.05.2014 stała się symbolicznym finałem polskiej zdrady ciągnącej się od 13.12.1981 roku. W tym samym czasie odszedł z tego świata człowiek, który utworzył dla komunistycznego podtrzymania zniewolenia Polski przez Sowiety WRON, sam będąc posiadaczem herbu ‚Ślepowron’. W związku z wyborami do Parlamentu Europejskiego, które odbyły się właśnie tego dnia inny człowiek, kontynuator zdrady, spotkał się z pytaniem, które ukazało jego duchowo-moralny upadek. Dzień ten ma szansę zatem przejść do panteonu pamięci, jako święto nieuchronnej kary za zdradę państwa i narodu.

Czy tak być w Polsce musi?

GRYPSY Z PLATFOSTANU (542) – Stalin i kto liczy głosy?

Tagi

, , , , , , ,

Za to, coś Tusk uczynił, w męce odejdziesz

Komuniści a dzisiaj ich spadkobiercy neokomuniści kierują się kilkoma fundamentalnymi zasadami, których przestrzegają bezwzględnie choćby się ‚waliło i paliło’. Wśród nich  tajne służby pełnią rolę podobną jak biskupi w kościele, strzegąc tych zasad a także prawidłowości ich zastosowania jak przykazań wiary. Z jej niewzruszoności właśnie wynika szczególne zainteresowanie się wszystkiego rodzaju wyborami. Chodzi o patrzenie na rzeczy poprzez marksowski pomysł z ‚przechodzeniem ilości w jakość’. Ponieważ agenciarze w Polsce wierzą w to jak w przykazanie, im i ich ekspozyturze (P)ostumentowi (O)szczanemu tak zawsze niezwykle zależy, aby za wszelką cenę zostać ich zwycięzcą. Sprokurowanie różnicy nieco ponad 20 tys. głosów, jak to miało miejsce w wyborach do Parlamentu Europejskiego, gdy stawką jest zwycięstwo lub porażka, to bagatelka. Profity za to są wielkie. Normalnie w życiu, jak np. w sporcie bywa, że setna część sekundy decyduje o złotym względnie srebrnym medalu. Różnica zatem między rywalizującymi może być obiektywnie minimalna, ale myślenie o tym obywateli to niebo lub ziemia. Stąd wszystko to, co może wykreować taką różnicę warte jest ‚świeczki’. Jeżeli rzecz nie pojawia się naturalnie, gdyż front ideologiczny nie daje rady, to do akcji włączane są z góry przewidziane procedury. Nie potrzeba zbyt wyrafinowanego umysłu aby się domyślić, że coś ponadnormatywnego działo się wokół wyników wyborów, jakie miały u nas miejsce 25.05. Chodziło też o efekt ostatecznej wymowy ogłoszonego werdyktu. Rzecz odpowiednio zmanipulowana ma zawsze dużo większą ‚siłę rażenia’. Dzieje się tak np. gdy okazuje się, że uważany po uwzględnieniu rzekomo niepełnych wyników zwycięzca jest de facto przegranym. W takiej manipulacji nie można jednak przesadzić. Wyniki oficjalne nie mogą zbytnio odbiegać od tych faktycznych, gdyż grozi to buntem. I to będzie podstawowy problem agenciarzy i ich widocznego znaku PO w nadchodzących wyborach samorządowych i powszechnych. Zdaje się, że z porażką w tych pierwszych będą musieli się pogodzić. Faktyczne wyniki drugich będą musiały być zmanipulowane, by dopomóc wygranej. Warianty takich działań były eksperymentalnie poddawane weryfikacji od niedzieli 25.05, aż po prawie oficjalne ich ogłoszenie. Chodziło o uzyskanie zwycięzcy przy możliwie minimalnej różnicy w głosach, ze wskazaniem miejsc, w których stosowne przewartościowanie daje się najłatwiej uzyskać, jednak przy zapewnieniu by ‚widu i słychu w papierach nie było. Ot co. Stalin to miał pole do po-pisu, tymczasem samo ‚po’ i agenciarze muszą rzecz minimalizować. Mimo to, wcześniej czy później nastąpi wpadka.

Czy tak być w Polsce musi?

GRYPSY Z PLATFOSTANU (541) – Kant w kancie

Tagi

, , , , , , , , , , , ,

Za to, coś Tusk uczynił, w męce odejdziesz

Jeżeli ktoś miał wątpliwości w sprawie rzetelności przekazu serwowanego przez front ideologiczny sterowany przy pomocy tajnych służb a dotyczącego wyników naszych wyborów do Parlamentu Europejskiego, to już wie z jakiej klasy informacją miał i ma do czynienia. Choćby dziennik (G)acie (W)issarionowicza nie byłby sobą, gdyby nie prowadził żonglerki informacją w taki sposób, żeby ‚udowodnić’, to czego nie ma i nie było. Wynik PO można ocenić jako dobry, a PiS jako słaby – uważa politolog Radosław Markowski, znany fachman od zdyskontowania tworzonych na zamówienie banialuk w habilitację i w profesurę. Zawsze chodzi o to, żeby jak tylko się da spostponować jednych na rzecz drugich tj. np. patriotów z PiS na rzecz zdrajców i złodziei z PO. Tak się dziwnie składa, że atakowane jest zawsze Prawo i Sprawiedliwość a beneficjentem zostaje (P)iedestał (O)szczany i (S)itwa (L)ipnych (D)arczyńców. Teraz do PiS dołączyło obsobaczane ile wlezie ugrupowanie Korwin-Mikkego KNP.

Jednak czasy się zmieniły i żeby partie agenciarskie mogły wygrywać nawet manipulowane medialnie wybory, trzeba rzecz dodatkowo organizować na wejściu i wyjściu z systemu danych z głosowania. Tym zawiaduje przeszkolona w słynących z walki zawsze o prawdę w prawdzie czyli w Ruso-Sowietach PKW. Okazuje się, że Tusk Donald Franciszek o przewidywanym wyniku jest przez służby dobrze informowany, a wynajęci badaczo-przepowiadacze podają to samo. Polacy dali nam po raz kolejny moment satysfakcji – mówił zatem od razu po ustaniu ciszy wyborczej Pinokio. Dziękując za udział w wyborach, zaznaczył, że PO udało się wygrać ósmy lub dziewiąty raz. „Chciałem podziękować tym wszystkim, którzy zagłosowali na nas, ale też tym wszystkim, którzy poszli do wyborów” – uzupełnił. Jeszcze nie podskakuję tak z radości do góry*, ale wynik jest rzeczywiście bliski remisu i prawdopodobnie będziemy musieli spokojnie do jutra poczekać, by mieć pewność, ale ten wynik i tak chyba jest dla nas wszystkich wielką satysfakcją” – dodał. Charakterystyczny dla herr Donalda Donaldowicza bełkot. W finale jednak jak zawsze okazuje się, że zostawiono wystarczającą ilość czasu, by wyniki prawidłowo zweryfikować ogłaszając oficjalnym zwycięzcą PO. Jednak to nie dziwi, skoro przesłanie Stalina o wadze ludzi liczących głosy jest zaklęte funkcjonalnie w działalność dziennika (G)acie (W)issarionowicza, za którego pomocą wyznaczają agenciarze obowiązujący na danym etapie wszechobowiązujący w Polsce rytm polityczny. Do tego PKW i Moskwa – wystarczy.

———-

* Nie podskakuję do góry. Logika idioty czyli tautologia. Dla Tuska pewnie istnieje podskok w dół lub w bok zamiast po prostu skok. Co za miernota.

Czy tak być w Polsce musi?

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.