Tagi

, , , , , , ,

Wielki Marszałek, nie raz i nie dwa przestrzegał przed agenturą. Podobno nawet na łożu śmierci powtarzał, aby się jej strzec za wszelką cenę. Katastrofa smoleńska niezależnie od swojego niezmiernego tragizmu, wywołała z jednej strony ogromną reakcję społeczną, dzięki której ludzie zorientowali się, jak wiele osób ma generalnie negatywny stosunek do istniejącego w kraju stanu rzeczy. Z drugiej zaś, ujawniły się całe grupy osób, które ów stan bezkrytycznie gloryfikują (zasada mającego dwa końce kija). Na tej pożywce, jak drobnoustroje na agaro, żerują figury, które naszemu krajowi dobrze nie życzą, względnie nawet świadomie działają na jego szkodę. Gdy w „polskim teatrze” podniesiono kurtynę, zło żerujące na naszej naiwności jeszcze raz, tym razem w dwójnasób, zostało ujawnione. W ślad za tym doszli również do głosu tzw. agenci wpływu, których działalnością określaną jako ekspercka, wypełniona jest m.in. zawartość programów publicystycznych w telewizji czy w radiu (eksperci o zdaniu odmiennym od dawna już nie są zapraszani). Mają oni na uwadze jeden cel, mianowicie osiągnąć stan, w którym obowiązującą wykładnią tego, dlaczego z samolotem Tu-154M nr boczny 101 stało się to, co się stało, będzie wersja Ruso-Sowietów. Praca niektórych z owych agentów została już nawet doceniona, gdyż awansowali oni na wyższe stanowiska, na których jeszcze bardziej rozwinęli skrzydła. Summa summarum skoro już doszło do katastrofy, to obowiązkiem naszym musi być  ujawnienie jej rzeczywistych przyczyn, a także takie wykorzystanie  skutków,  aby Polska mimo niepowetowanych strat, mogła odnieść wymierną, a jednocześnie jakąś istotną korzyść.  Jesteśmy to winni wszystkim zmarłym, a w szczególności człowiekowi roboty propaństwowej,  śp. Prezydentowi Rzeczpospolitej Polskiej  prof.  Lechowi  Kaczyńskiemu.

Reklamy