Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Stanisław Patek w latach 1926-1932 ambasador RP w Moskwie i negocjator paktu o nieagresji,  ilekroć przyjeżdżał do Warszawy, prawie zawsze pierwsze kroki kierował do Belwederu. Tutaj tylko przy herbatce i ciasteczkach* wypieczonych przez Panią Aleksandrę, referował Wielkiemu Marszałkowi problemy naszych relacji z Sowietami.  Jedno z pytań, zadawanych nieodmiennie przez gospodarza, brzmiało mniej więcej tak:  „Co wyprawia ten bandyta (Stalin), jak to Stanisław widzisz”?  Tutaj wypowiadał się ambasador, który omawiał stan rzeczy w Sowietach dotyczący m.in.: przymusowej kolektywizacji rolnictwa, utworzeniu gułagu (miliony więźniów pracy przymusowej), sprokurowanej klęski głodu głównie na Ukrainie, likwidacji sektora prywatnego w drobnym przemyśle i handlu, czy wprowadzenia systemu kartkowego i specjalnych sklepów dla wybranych. Świadomość tego z kim mieliśmy w owym czasie do czynienia, pozwalała naszym politykom, podejmować decyzje zgodne z polską racją stanu. Jaką sytuację mamy dzisiaj. Oto nazwisko premiera, wcześniejszego prezydenta Ruso-Sowietów – Putina uwikłane jest w: śmierć biesłańskich dzieci i widzów teatru na Dubrowce w Moskwie, wysadzanie domów w miastach na terenie całego kraju, zamordowanie Litwinienki, Politkowskiej, Chołodowa, Kozłowa i wielu innych,  pokazowe procesy polityczne,  eksterminację Czeczenów,  pedofilstwo.  Czy  Jerzy Bahr w latach 2006-2010  ambasador RP w Moskwie, kierował kiedykolwiek swoje kroki do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, od kiedy urzęduje tam Donald Franciszek, a jeżeli tak, to czy szef rządu zadawał mu jakieś pytania dotyczące prezydento-premiera Putina?  Nie sądzę. Nie sądzę też, żeby Polska pod rządami PO i jej szemranego otoczenia, skomponowała w stosunkach z Ruso-Sowietami coś dla Polski pozytywnego, szczególnie jeżeli w relacjach z nimi, pośredniczą ludzie pokroju dyplomaty nasiedki-stukaczki Tomasza Turowskiego. A swoją drogą gdyby doszło do spotkania premiera z ambasadorem, to jak pytanie o Putina sformułował by Tusk ?

———-

* Tak skromniutko podejmowało się wówczas w Belwederze gości. Można było jeszcze, co najwyżej zostać poczęstowanym papierosem w tzw. tutce, a więc dla oszczędności, wyrabianym ręcznie w domu, z posiadanego osobno tytoniu. Tytoń ten podsyłał Wielkiemu Marszałkowi, raz na kwartał, niejaki Iosif Wissarionowicz Dżugaszwili – Stalin. Może z sympatii wynikającej z faktu, że obaj doświadczyli zesłania na Sybir  i sprawowali rządy w państwach, w których nie byli narodowości, w tych krajach rdzennych i dominujących.