Tagi

, , , , , , , , , ,

Nie ulega wątpliwości, że w sprawie wyborów Platforma Obywatelska coś knuje. Do wyborów partia szła z programem okręgów jednomandatowych. Tymczasem w ogóle się o tym nie mówi. W to miejsce weszły postulaty głosowania przez pełnomocnika, głosowania elektronicznego, wydłużonego do dwóch dni  – czyli poszerzających  paletę możliwości. Mogłoby się wydawać,  że chodzi w tym wszystkim o wyborcę. Nic jednak bardziej mylnego skoro w innych posunięciach, które zostały już przyjęte, zniesiono możliwości informowania obywatela o programach wyborczych konkretnych partii (np. TV, bilbordy, itp.). O co w tym wszystkim chodzi? Wydaje się, że z punktu widzenia specsłużb, nasiedek-stukaczek i najwyższych czynników partyjno-państwowych chodzi o to, że PO wyborów przegrać nie może. Zapowiedział to już  „Widoczny Szef” mówiąc w splagiatowany zresztą sposób (słowa Józefa Piłsudskiego), że nie ma z kim owych wyborów przegrać, de facto powiedział tym samym, że nie może ich przegrać i tak właśnie należy je rozumieć. Dlaczego PO wyborów przegrać nie może? Dlatego, iż zrobiono już tak wiele rzeczy podłych i podlegających zarazem jurysdykcji prawnej, że nie ma możliwości innego obronienia się przed druzgocącymi tego konsekwencjami. Za rządów PO bowiem napadnięto na BBN w celu odebrania dokumentów służących weryfikacji byłych funkcjonariuszy WSI. Nawet nie chce się myśleć, co by się stało, gdyby pracownicy ochrony śp. Prezydenta a więc Zwierzchnika Sił Zbrojnych, równie bezwzględnie się zachowali. To Tomasz Arabski, prawa ręka premiera, zarządzał stroną operacyjną nieszczęsnego lotu do Smoleńska, co doprowadziło do znanych skutków, tak więc za owe skutki odpowiedzialna jest PO. To między innymi ministrowie rządu PO doprowadzili do afery automatowo-cmentarnej, nieporównywalnej z tą od Rywina, zamiecionej następnie przez większość Komisji Sejmowej pod przewodnictwem Mirosława Sekuły pod dywan. Tymczasem dwie pozostałe komisje funkcjonujące już ponad 3 lata zajmują się wyimaginowanymi zarzutami i końca ich prac nie widać. Kosztuje to podatnika wielkie pieniądze, ale dla niebywałego łgarza publicznego i przy tym adwokata Ryszarda Romana Kalisza i zdymisjonowanego ministra sprawiedliwości Andrzeja Boboli Czumy stanowi wart grzechu dodatkowy dochód. Tak się dzieje, rzecz jasna w ramach oszczędności państwowych. Wracając do głównego wątku, to  działania dotyczące wyborów, tym razem mające charakter eksperymentalny,  zostały podjęte przez czynniki decyzyjne firmowane przez PO  także i od innej strony. Oto podczas wyborów prezydenckich (Bruksela) wykonano próbę ich „ubogacenia”. Okazało się bowiem, że w urnie jest dwa razy więcej oddanych głosów, niż uprawnionych do głosowania. Ktoś się pomylił bo otrzymał dane nie dla tego miejsca. Następnym razem poprawią się i to na nieporównywalną skalę. Podczas ostatnich z kolei wyborów (samorządowe) liczba oddanych głosów nieważnych była astronomiczna i niewytłumaczalna dotychczasowymi trendami. Wniosek jest jeden, musiała mianowicie zajść jakaś okoliczność dodatkowa, której identyfikacją powinna się zająć Państwowa Komisja Wyborcza. Czy się zajęła? Nic nie słychać w tej sprawie. Prokuratura natomiast zajęła się wyczynami PO w mieście Wałbrzychu, ale i tak wyniki głosowania na prezydenta tego miasta uznano  za ważne, zatem jest już po herbacie. Tak więc praktycznie, co oznacza myśl Iosifa Wissarionowicza Stalina, że najważniejsze jest kto liczy głosy, społeczeństwo nasze przekona się jesienią. A później to już ….. pomyślcie Państwo także o paszportach.

Reklamy