Tagi

, , , ,

Licho nie śpi i od rana 18 marca nie mogłem wejść na stronę własnego blogu. W ogóle posługiwanie się internetem stało się niemożliwe. Tak więc nici z codziennego komentarza. Jednak „co ma wisieć nie utonie”. To co mam do powiedzenia będę zapisywał w notatniku, po czym jak będzie to tylko możliwe „zapakuję” na stronę. Dzisiaj tj. nieco powyżej połowy marca, tematem dnia jest stały jego bywalec – „Jezus” Maria Bronisław. Nie daje on nam odpocząć od swojej pożal się Panie elokwencji, w związku z tym znowu nią błysnął i to zarówno w piśmie jak i w mowie. Faulowanie życia społecznego to specjalność onego. Tak więc najpierw doświadczył tego Ambasador Japonii, a za jego pośrednictwem Cesarz i cały Japoński Naród, po czym zblagowany hrabia obrobił za jednym zamachem prezesa Jarosława Kaczyńskiego w związku z pisownią wyrazu ‚obiat’, czego ów dopuścił się 5-lat wcześniej. To ostatnie zrobił  Bronisław tak jak ma w zwyczaju nikczemnie, gdyż to co powiedział  prezes PiS w związku z pytaniem dziennikarki  w kontekście wpisanego przez herbowego w księgę ‚bulu’ i ‚nadzieji’ było dowcipne, zupełnie spontaniczne i w sumie raczej neutralne. Przy okazji okazało się, że sporządzono nawet na okoliczność błędu ortograficznego popełnionego przez Jarosława Kaczyńskiego ekspertyzę grafologiczną wyciągając rzecz całą na światło dzienne po paru latach, a więc dzisiaj. Tym samym wiemy już, że nawet odczuwanie bólu jest przez „Jezus” Maria Bronisława skantowane. Człowiek ten miast próbować jakoś rzecz obrócić w żart np. przez odwołanie się do formy staropolskiej ‚nadziej’, która skojarzona z formą współczesną ‚nadziei’ dałaby ową hybrydę  słowną obowiązującą dzisiaj – to nie. Zamiast tego zaczął się popisywać zapraszając prezesa PiS na obiad, zmieniając ‚d’ na ‚t’ i kładąc na wymowę tej ostatniej głoski nacisk. Czuję, że my Polacy wiele wycierpimy od tego człowieka. Zresztą ów już Polsce dał się we znaki, a to dopiero początek, i aż strach pomyśleć co będzie dalej.