Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Ilekroć ambasador II Rzplitej w Sowietach Patek przyjeżdżał do Polski na konsultacje, tyle razy Wielki Marszałek zadawał mu pytanie: „proszę mi powiedzieć Panie ambasadorze, co tam wyprawia ten bandyta ?” *. Dzisiaj zaczyna być podobnie z tym, że analogiczne pytania zadaje wielu, m.in. polonusi, a obiektem ich zainteresowania jest aktualny premier III RP. Powaga sprawy nakazuje daleko idący namysł, aby sformułować odpowiedź, względnie tylko wzruszyć ramionami lub nakrzyczeć na pytającego, gdyby posłużył się być może niestosownym i do tego pejoratywnym określeniem mającym scharakteryzować Prezesa Rady Ministrów. Niestety po głębokim zastanowieniu wydaje się, że coś jest na rzeczy. A oto owe coś, rozpatrywane w 3 różnych wątkach jako „po”, a odnoszących się do Donalda Franciszka.

 1 – „PO”, a więc partia.  Tusk, został szefem tego ugrupowania gdyż wyspecjalizował się w niszczeniu, a nie budowaniu. Udowodnił to całym swoim funkcjonowaniem politycznym. Najpierw wespół zespół z innymi m.in. z Kalwapem i Myszakowatym, ale pod auspicjami  Aselawa (Nocna zmiana), jako przewodniczący KL-D wykończył rząd Jana Olszewskiego. Z kolei zabrał się za partię macierzystą i zlikwidował ją poprzez włączenie do Unii Wolności. Następnie na wieść o wybraniu nie jego, a Kemereg’ea przewodniczącym UW wykończył i tę partię, wyrywając z niej liczną grupę działaczy i zajmując wraz z nimi  z góry upatrzone pozycje w zakładanej prawie równolegle PO. Nie minęło wiele czasu, a Tusk zmusił do odejścia z niej przewodniczącego aby samemu zająć to stanowisko.  Nie przeszkadzało mu, że „załatwiony” w ten sposób prawy człowiek, wspólnie z nim zakładał PO, a we „wspaniałych” czasach budowania socjalizmu przez Jaruzelskiego, kiedy Donald nie miał co do gęby włożyć, dał mu zarabiać na chleb, zatrudniając go we własnej firmie. By tego było mało, w jakiś czas potem, „nasz bohater” wyimpasował od konfitur trzeciego, tym razem mającego, tak jak on poparcie służb, założyciela PO. Stało się to pewnie i dlatego, że cześć jego znanego zresztą nazwiska to ‚lech’. We wszystkich tych sprawach zaowocowała twórcza współpraca z Aselawem. Mając mocne poparcie agentury Tusk mógł już teraz zabrać się za rzeczy najpoważniejsze, a mianowicie zdobycie władzy. Doszedł do tego poprzez odpowiednie „ustawienie” mediów, ich zdominowanie, wdrożenie procedury wykończenia Prawa i Sprawiedliwości oraz grup i osób nastawionych patriotycznie, które niezbyt szybko zrozumiały z kim mają do czynienia. Ostatnio dąży do wydatnego osłabienia neokomunistów (SLD), poprzez przeciągnięcie wspierającej ich pozostałej części po peerelowskiej agentury na swoją stronę.

2 – „Po”, a więc po wszystkiemu, jak mówił w jednym ze swoich skeczów Marcin Daniec, jest atrybutem Tuska i towarzyszy mu we wszystkich przejawach jego funkcjonowania. Żeby zrozumieć sens  tego co w danej sprawie zrobił ten człowiek  koniecznie trzeba poczekać czas jakiś, a więc zastosować się do Jezusowego „… po owocach ich poznacie„, gdyż prawie wszystko co Donald zapowiadał przeradzało się w tego odwrotność. Tak więc jako były student i absolwent Uniwersytetu Gdańskiego zapowiadał szacunek do jego profesora śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego.  Tymczasem tuż po objęciu prezesury Rady Ministrów głosząc miłość nasłał na niego specjalistę od samolotów Araba Bara, który w gruncie rzeczy przygotował „grunt” pod tragedię, do której w konsekwencji doszło. Skandaliczne działania owego wiecznie niesławnej pamięci miłośnika Orientu, nadzorował i jest za nie odpowiedzialny sam Tusk. Zatem jest on niestety, niezależnie od myślowych łamańców i mnóstwa wypowiadanych zaprzeczeń, również odpowiedzialny za śmierć Prezydenta. Task głosił obniżenie podatków – zostały one podwyższone. Zapowiadał powrót do Polski emigrantów zarobkowych – prawie nikt z nich nie wrócił, za to wydatnie zwiększyły się wyjazdy za chlebem. Głosił zwiększenie poczucia wolności i bezpieczeństwa obywateli – inwigilacja społeczeństwa przekroczyła wszystkie znane po 1989 r. rozmiary. Mówił, że itp, itp, itp. Doszło do tego, że dorobił się jakże zasłużenie przydomka Pinokio. Nos Donalda Franciszka nadal rośnie i Tusk (ang. kieł) dorobił się już takiej jego długości, niczym u walenia Narwala. Biada wszystkim przeciwnikom politycznym, którzy znajdą się w zasięgu tej nowej broni narwanego premiera.

3 – „Po”,  jak Polonia, Polska. Ostatnio kolejne jego znaczenie ujawniło się w Bydgoszczy po meczu rozegranym na stadionie Zawiszy, a więc nomen omen pod patronatem rycerza będącego symbolem prawdomówności.  Pomeczowa zawierucha, której sprawcami byli niektórzy kibice, stała się pretekstem do idiotycznych posunięć narwanego Taska, polegających na zamknięciu stadionów w Poznaniu i w Warszawie. Zamknięcie pierwszego z nich na ziemi będącej kolebką państwowości polskiej mimo wszystko dziwi mniej, gdyż Donald Franciszek nie żywi specjalnej miłości do polskości, a już na pewno do Lecha. Skoro pod ręką zabrakło jednego znalazł się trochę dalej drugi. Inaczej rzecz się ma z klubem warszawskim, którego zamknięcie stadionu niby ugodziło w TVN, tubę propagandową rządu. Sprawa się jednak szybko wyjaśniła gdyż klubowi temu skompensowano stratę decyzją rozegrania meczu z Francją na stadionie Legii, który pierwotnie miał się odbyć gdzie indziej. Na wszystkie te niegodziwości patrzą z góry legioniści Piłsudskiego, którzy klub ten zakładali. Patrzy i sam Wielki Marszałek, który pod stadion i zabudowania klubowe wydzielił był z terenów wojskowych stosowną parcelę. Na szczęście honor klubu ratują jego kibice, których aktywność ze względu na charakterystyczną i nowatorską twórczość poetycką, staje się coraz bardziej intelektualna. Panie Donaldzie Franciszku Tusk kibic cierpliwy jest i poczeka, aż będzie można Panu wytoczyć proces o stosowanie odpowiedzialności zbiorowej. Poczeka i się doczeka.

———-

* Chodziło oczywiście o Stalina.

Reklamy