Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Ostatniego dnia maja miłość rozparła Tuska i wziął on na kieł*,  oprócz konkretnych osób, także i guziki. Te ostatnie w kontekście kobiety, rozpięcia i lata. Coś mu pewnie w spodniach względnie przed oczami lata, skoro wstąpił na śliski grunt wyrazu tychże. Tak więc ni mniej ni więcej, ale dopatrzył się on oczu wilka u prezesa Kaczyńskiego i Mariusza Kamińskiego i dodał w kontekście podejrzeń o nielegalne finansowanie przez gangsterów Platformy Obywatelskiej, że im obu kłamstwem  z oczu patrzy. Zapomniał o czymś jednak, posługując się mechanizmem obronnym zwanym w psychologii projekcją, który polega na przypisywaniu swoich właściwości innym – że o wilczych oczach ale u niego samego, mówiła onegdaj Nelli Rokita. Jeżeli bowiem ktoś predestynowany jest do wilczych oczu właśnie, to jedynie Tusk, którego dziadek onegdaj w Prusiech, „Wilczy Szaniec” budował. O kłamstwie zaś nie tyle oczy świadczą, jak to dobrze nawet dzieci wiedzą, lecz nos-laska**. W tym względzie powołany do życia przez stoczniowców Premier-Pinokio jest bezkonkurencyjny i dzierży zasłużenie palmę pierwszeństwa. Tego trofeum nigdy, ale to przenigdy, ów dobrowolnie się nie wyrzeknie, gdyż wraz z tą chwilą upadek z bardzo wysoka na trotuar byłby natychmiastowy. Oj jo joj powiedział lewy półdupek do prawego i poszli posiedzieć, także przy pokerze. W finale, po sprawdzeniu, karty Donalda Franciszka okazały się blotkami i to najczęściej treflowymi.

———-

* Kieł i tusk (ang.) to jedno.

** Dodatkowo miłość po czesku.