Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Jest noc z 26 na 27 lipca 1794 roku. Żandarmi chcący dokonać aresztowania, wchodzą do gmachu paryskiego ratusza. Maximilien Marie Isidore de Robespierre za pomocą pistoletu chce popełnić samobójstwo, lecz w szamotaninie zamiast w głowę trafia w twarz. Kula przebija policzek i druzgocze szczękę. Ociekająca obficie krwią rana zostaje zabandażowana. Po godzinie 18 przywódca jakobinów staje na szafocie. Tuż przed egzekucją udaje mu się zerwać bandaż z twarzy, by po chwili zebrani mogli usłyszeć jego rozdzierany cierpieniem krzyk. W chwili śmierci miał 36 lat.

Jest ranek 25 kwietnia 2007 roku. Funkcjonariusze ABW wchodzą do domu Barbary Marii Blidy z domu Szwajnoch w Siemianowicach Śląskich, aby ją aresztować pod zarzutem korupcji w tzw. aferze węglowej i dokonać przeszukania. Po dziesięciu minutach właścicielka domu prosi o możliwość skorzystania z toalety, w której w jednej z szafek ukryty został rewolwer – Astra 680. Słychać huk. Była minister umiera od postrzału w klatkę piersiową z trafieniem w serce. W chwili śmierci miała 58 lat. Rana, która ją spowodowała obficie krwawiła.

Co łączy obie te tragedie. Oczywiście próby targnięcia się na własne życie osób, które pełniły funkcje publiczne. W przypadku mężczyzny była to próba nieudana, w przypadku kobiety niestety tak. Co skłoniło owe tak różne osobowości do tak drastycznego kroku? Zapewne strach przed jeszcze czymś gorszym, co mogło ich spotkać w następstwie aresztowania. Co może być gorsze od śmierci? Dla wielu jest to poniżenie. Czy mieli podstawy aby wnosić, że będą poniżone? Tak, o ile poniżenie mogłoby wynikać z tego, jak owe osoby postępowały wcześniej – uczciwie czy też nie. Nie ma przy tym znaczenia jak rzeczy się miały obiektywnie, gdyż najistotniejsze jest to, jaką subiektywną opinię na swój temat owe osoby wypracowały. Innymi słowy chodzi o to, czy przypisywały sobie jakąś winę za zaistniałe zdarzenia, w wyniku których zdecydowano się je aresztować, czy też nie. Człowiek czujący się niewinnym, niezależnie czy jest to obiektywne czy też nie, raczej samobójstwa nie popełnia. Raczej, gdyż bywają przecież przypadki psychiatryczne, które w interesującej nas sprawie w grę nie wchodzą. Najbardziej intrygujące w obu tych tragediach jest to, że to Barbara Blida zachowała się jak stuprocentowy mężczyzna, zaś Maximilien Robespierre nie do końca wytrzymał wyzwanie losu. W pierwszym przypadku dzięki śmierci udało się ocalić wszystko, w drugim jedynie pamięć.

W dniu 19 grudnia 2007 roku powołano komisję śledczą do zbadania okoliczności śmierci Barbary Blidy. Przewodniczącym komisji wybrano Ryszarda Kalisza. 21 kwietnia 2008 roku komisja przystąpiła do przesłuchania pierwszego świadka.

Ryszard Roman Kalisz działacz Socjalistycznego Związku Studentów Polskich, gdzie funkcjonował w Głównej Komisji Rewizyjnej, członek PZPR, Stowarzyszenia Ordynacka, SLD. W 1999 r. w związku z wizytą pijanego prezydenta Kwaśniewskiego na grobach pomordowanych przez Sowiety oficerów polskich w Piatichatkach pod Charkowem, mec. Ryszard Roman publicznie oświadczył, że niedyspozycja ta była spowodowana pourazowym zespołem przeciążenia goleni prawej. W 2003 r. zrejterował z komisji śledczej ds. afery Rywina widząc, że dojdzie do ujawnienia prawdy. W 2004 r. jako minister spraw wewnętrznych i administracji, nie wyciąga konsekwencji  z gmatwania śledztwa w sprawie zabójstwa Olewnika. W roku 2005 po wszczęciu procedury ułaskawiającej przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego w związku z procesem, w którym oskarżony jest o pomówienie radnego  z Białegostoku, dochodzi do warunkowego umorzenia postępowania. Pomówienie dotyczyło  oskarżenia o zorganizowanie i kierowanie przez owego radnego uzbrojoną w noże i gazy obezwładniające grupą młodzieży. W efekcie w stosunku do Ryszarda Romana orzeczono karę 8 tys. zł zadośćuczynienia. W 2009 r. przyznaje się do uprawiania seksu w miejscu publicznym tj. w Fiacie 126p w okolicach Parku Słowackiego na Żoliborzu w Warszawie.

Osobie tego pokroju dawniej nie podawało się ręki. Tak więc powstaje pytanie, czy do człowieka o takiej jak na załączonym obrazku kondycji moralnej, a więc niewiarygodnego, można mieć jednak jakieś zaufanie i czy będące jego autorstwa wytwory pracy umysłu, można na serio brać pod uwagę? Jest raczej pewne, że nie. Do takiego wniosku uprawnia nie liczenie się mec. Ryszarda Romana Kalisza z logiką psychologiczną zdarzeń, jakie miały miejsce w domu Blidów i ich istotnego tła, lecz kierowanie się przesłankami politycznymi, które mimo wysiłków interlokutora, są w tej sprawie aż nadto widoczne i nieuchronnie prowadzą na manowce.

Reklamy