Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

No i sfajdał się słowami niejaki Stefan Konstanty Myszkiewicz-Niesiołowski geniusz myśli alogicznej. W programie obutym w Monikę Olejnik trochę się działo. Łajdactwo pchano rękami i nogami oraz pchało się samo drzwiami i oknami. Usłyszeliśmy o ojcu Rydzyku – słowa padły niegodne, o biskupach – to już było złachudrzenie, o min. Sikorskim – z krasnala myśli dyplomatycznej usiłowano zrobić wytrawnego gracza, o wolności słowa, że demokracja panuje – tymczasem nie wykluczone, iż po jesiennych wyborach w Polsce, na antenę będzie musiało wrócić Radio Wolna Europa. Było też o nieszczęsnej Blidzie, która zastrzeliła się na myśl, że jako aresztowana w teatrzyku Ziobry, będzie musiała wychodzić z domu w kajdankach i marynarce na głowie, pod okiem ludzi i kamer. Skąd mogła wiedzieć, że tak będzie, ciemniaków czyli widzów nie uświadomiono przecież. Wspaniały program, jak zwykle promieniujący propagowaniem polskiej racji stanu, nie ma co.

Z kolei tuż po wyczynie poprzednim w tym samym kanale objawił się jak zwykle mistrz od roboty zgrzebnej niejaki Siekielski czy Siekierski, który wraz z innym geniuszem Morozowskim roznoszącym niechciane prezenty niczym Dziadek Mróz – zainstalowali swego czasu w hotelu sejmowym, oczywiście bez pomocy specsłużb, a ściślej w sypialni Pani ‚B’, stosowną aparaturę, dzięki czemu uzyskali wgląd w dzianie się sejmowe. Nie wiedzieć czemu wyprodukowano tylko jeden odcinek tego znakomitego serialu akcji. Może dlatego, że w wyniku znanych wydarzeń, do akcji wkroczył Bond i sitcomu nie można było rzecz jasna kontynuować. Tym razem o wyczynach partii Tuska. Z tego powodu M-S chodzą do dzisiaj zapłakani, a jeden z nich ochudł w oczach. Mimo wszystko Siekielskiemu sił nie odebrało i rąbnął, tym razem siekierą nie aparaturą wywiadowczą i bezkompromisowo. Okazało się, że w wyniku równie tajnego przedsięwzięcia – ujawnił mianowicie zmowę wrogich sił w dziele ogłupiania biednych rodaków. Wykazano, i to  czarno na białym, knowania polskiej niepostępowej choć patriotycznej reakcji w sprawie nieszczęścia smoleńskiego i nie tylko. Prym w tej mistyfikacji wiódł Bogu ducha winny minister Święczkowski, człowiek do którego się politycznie uczepiono w momencie samobójstwa Barbary Marii Blidy. Skąd my te numery cholera  znamy?

I wreszcie po powyższym wyczynie w tej samej stacji ukazał się  gigant zamąconej dziennikarki niejaki Roman z Rymanowa. Tak ci twierdził, że Jarosław Adam lubujący się w „tiszynie” rozhasał się na dobre i nagadał o księdzu Rydzyku, o wrednym raporcie Anody, który jakże mógł być dla Polski przyjazny, czyli pozytywny, inaczej dodatni, skoro anoda to w akumulatorach biegun ujemny. O znakomitym osiągnięciu (kancie) Joanny Grażyny, o raporcie Millera, który zapewne dokona milowego kroku w dziele walki z  prawdą o znanym wszystkim wydarzeniu, o druzgocącej odpowiedzi rzecznika Watykanu na notę rządu polskiego w sprawie brukselskiej wypowiedzi o. Rydzyka. Uczestnik spotkania Adam Hofman starał się jakoś dotrzymać kroku uczestnikom, rozsądnie prostował, wyjaśniał, argumentował. Niestety Przetwórnia Odpadów nie przyjmuje niczego do wiadomości i bez jakiegoś wstrząsu, nie uda się tego towarzystwa doprowadzić do porządku. Nie ma to jak zabór – czyż nie panowie? Dla niego przecież żyjecie, pracujecie lecz ginąć to nie chcecie, co nie!

W sumie to wszystko jest zapowiedzią tego, co nas czeka do wyborów. Koncepcja akcji przygotowana. Z jednej strony będziemy teraz raczeni całymi blokami programów wymierzonych w Prawo i Sprawiedliwość. Z drugiej, pokazywane będzie niekończące się pasmo sukcesów rządu Tuska, w dziele prezydencji w Unii Europejskiej.

Reklamy