Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Przetwórnia Odpadów, a w nazwie zakamuflowanej – Platforma Obywatelska, to najlepszy dowód na to, że jesteśmy w Europie przodownikami w dziele oszczędnego obchodzenia się z surowcami. Lansowanie tego proekologicznego osiągnięcia, powinno się stać najważniejszym polskim punktem programu, podczas naszego półrocznego przewodniczenia w Unii Europejskiej. Winno tak być tym bardziej, że w ramach polityki spójności, to nasze wspaniałe osiągnięcie, może być docenione wsparciem finansowym na okoliczność przygotowania i wdrożenia stosownych programów recyklingowych, w pozostałych krajach wspólnoty. W II Rzeczpospolitej, hitem na cały świat naszego eksportu, była sprzedaż licencji na sporządzanie optymalnych kolejowych* rozkładów jazdy, które to osiągnięcie zawdzięczaliśmy najwyższej klasie polskich matematyków, i którzy to niejako mimochodem, rozszyfrowali niemiecką Enigmę. Dzisiaj dzięki wspaniałemu intelektualnemu sukcesowi agentury i wydawało się wyeliminowanym z obiegu politycznego osobnikom, stworzono nowoczesną technologię odzysku tego co zużyte i beznadziejne, a więc PO. Wydawało się, że zarówno upadli członkowie i agenci rodem z PZPR, ale także z UD, UW, KLD, ZChN, SKL zanieczyszczą środowisko społeczne na amen. Tymczasem bojownicy na rzecz zielonych płuc Europy Środkowej czuwali. Z miłującej pokój i ekologię Moskwy, udzielili zupełnie zasadniczego wsparcia logistycznego, i do akcji wkroczyli technolodzy od odzysku każdego zużytego i toksycznego materiału. Powstała spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, pod nazwą Przetwórnia Odpadów, do której promocji zaangażowano trio klasycznych tenorów. Jeden z nich, ten o najpiękniejszym głosie, odkrył rzeczywisty cel szemranego przedsięwzięcia i wycofał się z projektu. Drugi o głosie donośnym lecz osłuchanym, który przyznał, że jechał na dopingu, został banitą z prawem urządzenia się w spółce jawnie kapitałowej, gdzie robi kokosy. Trzeciego o głosie najmniej czystym i śpiewającym w kółko, i aż do znudzenia te same kawałki, okrzyknięto Beniaminem Gigli polskiej opery. Już dawno zrecyklingował by ci on w Polsce wszystkich i wszystko, gdyby nie był przegrał konkursu wokalnego z Enrico Caruso, który objął prawie na 5 lat rządy w La Scali. Co ci się Donald nie nacierpiał, co ci się nie napracował u najlepszych maestro najbliższego zachodu i pobliskiego wschodu, co ci się nie nasolfeżował, co ci się kogli-mogli nie ponajadał. Od konsumpcji napojów zimnych i wyskokowych stroniąc, kręcenia i konsumpcji lodów na czas jakiś zaprzestając, życie higieną przepełnione prowadząc, ordynaryjnie słońce pozyskując i na piersi swej zawieszając tym samym komfort cieplny uzyskując. Aż wreszcie nadeszła ta chwila wielka kiedy Enrico odszedł, a  Beniamino skrzydła był rozpostarł. Jaki ci śpiew lotny w esy floresy ozdobne przebogaty z siebie wydobyć zdołał, jakie ci „trele-morele” w górnym ‚C’ umieścił, co ci za libretto zaproponował – aż rodacy końce, których związać nie byli w stanie, z rąk je powypuszczali i za chocholi taniec się zabrali. Zrecyklingowana przez Przetwórnię tłuszcza, wcześniej niby przegranych, teraz zwycięskich myśliwych na koń siadła. Wcześniej „Jezus” Maria Bronisław wsiadanego otrąbił. Na najbliższym zachodzie myśliwi byli już w drodze na wschód. Na pobliskim wschodzie jechali na zachód. Wreszcie najechali i dojechali. Polowanie ruszyło.

Beniamino Gigli zaśpiewał w związku z tym genialnie:

Pojedziemy na łów na łów,

towarzyszu mój,

Pojedziemy na łów, na łów,

towarzyszu mój!

Na co Fiodor Szalapin potężnym basem odpowiedział z miną znudzoną:

Tobie zając i sarna,

A mnie soból i panna,

towarzyszu stój, towarzyszu stój!

PS. Obudziłem się zlany potem. To jednak był sen. Dzięki Ci Panie pomyślałem !  Natychmiast zasiadłem do komputera. Okazało się, że złapał wirusa. Męczyłem się z tym kilka godzin. Kiedy skończyłem „czyszczenie”, okazało się, że jest „High Noon”. Włączyłem telewizor, a tam powiedzieli, że wielkie polowanie się już skończyło, a przywódcą myśliwych okazał się być nie Beniamino ani „Jezus” Maria Bronisław jeno Fiodor, który oświadczył, że wszystko poszło zgodnie z planem, i że jelenie oszczędzono. Zapytany gdzie jest Beniamino i „Jezus” Maria stwierdził, że pierwszy wróci do korzeni i będzie teraz rządził oraz śpiewał w „Ansambl Bolszoj”, a drugi przejdzie na stanowisko -„Prawitiel Polszy” z siedzibą w Ambasadzie Ruso-Sowietów w Warszawie. Dodał następnie, że funkcję w Pałacu Namiestnikowskim będą pełnili kolektywnie Waldemar Paw-Zielony i Iwona Katarzyna Rzymała. Funkcję zarządzających mediami obejmą natomiast również kolektywnie Robert Wykiwka-Kwiatol i Włodzio Szczeżuja-Czarzastan. Inne stanowiska zostaną obsadzone później. Tu spojrzał na najlepszy sopran niemiecki – Hannę Elisabeth Muller, która potwierdziła jego słowa i dodała, że to co powiedział dotyczy wschodu po Wisłę. Z kolei zachód położony bezpośrednio od lewego brzegu tej rzeki do Odry będzie zarządzany przez triumwirat: Valeń Afera-Dzik, Rafał Szymon Grupps i Adaś Stach-Szejnfull. Hanna Elisabeth stwierdziła ponadto, że dlatego, iż w nagonce aktywnie nie uczestniczyła, dalsze nominacje nastąpią w terminie późniejszym, po czym podała rękę Fiodorowi i udali się razem na skromny posiłek. Oklaskom i wiwatom nie było końca. Widząc to ambasador amerykański w Polsce Levis A. Feinsteel, zwrócił się do nuncjusza papieskiego Celestre Miglioni i powiedział myśląc o Beniamino – „Jeszcze nigdy jeden w tak krótkim czasie nie zrecyklingował tak wielu, aby mogli powrócić z sukcesem do wykonania zadania głównego”. Nuncjusz nic nie odpowiedział, tylko lekko skłonił głowę. Daleko, daleko na wschodzie drukarnie rozpoczęły powielanie list upolowanych zwierząt. Na pierwszym miejscu znalazła się kaczka o inicjałach ‚JAK’.

———-

 * Słowa te padają w trakcie perturbacji strajkowych na kolei (PKP – Przewozy Regionalne). Sytuacja ta jest miarą systematycznego upadku myśli polskiej do jakiego dochodzi dzisiaj, i który przyśpieszył niezmiernie za panowania Platformy Obywatelskiej, a więc wzmiankowanej Przetwórni Odpadów.

Reklamy