Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , , ,

No i Trybunał Konstytucyjny ustami swojego przewodniczącego prof. Andrzeja Rzeplińskiego wypowiedział się w sprawie „Kodeksu wyborczego”, który przeforsowała w Parlamencie „Przetwórnia Odpadów”. Generalnie okazało się, że twórcze, nowoczesne i postępowe odczytanie tekstu Konstytucji przez splatfiałych, nie znalazło w chwili obecnej uznania sędziów. Donaldzie Franciszku „Pinokio” Tusku, trzeba  będzie podwinąć orzepiony ogon w sprawie dwudniowych wyborów, bilbordów i spotów wyborczych. A tak ci zależało na oszczędnościach, więc zaoszczędzisz na jednodniowych wyborach i przekażesz to pokrzywdzonym przez wszelakie nawiedzające Polskę kataklizmy i trąby, z twoją partią włącznie. Znając kanciarzy z PO, to czym prędzej uruchomią działania zastępcze, aby zdyskwalifikowanie antykonstytucyjnych przepisów, nie zaskutkowało zwiększeniem ważnych głosów oddanych na Prawo i Sprawiedliwość. Z pewnością w zanadrzu trzyma jeszcze Przetwórnia inne numery, które w stosownym czasie uruchomi, tym niemniej jeden jej kiełkowy ząbek został nieco nadwyrężony, a pozostałe wybije społeczeństwo w przewidzianym do tego ustawowo czasie. Swoją drogą Trybunał, który sam w sobie stwarzał do tej pory niemałe zagrożenie dla polskiej racji stanu, dzisiaj w osobie przewodniczącego pozwala mieć pewną nadzieję, że kraj nasz coś na tym zyska. Poczynając od Zolli, poprzez Safajdacznego, aż do Stępionego z dbaniem o interes Polski było coraz bardziej krucho. Profesor Andrzej Rzepliński mimo, że należał do PZPR, to został z niej wylany i to w stanie wojennym, a w 2005 r.  na jego wybór na Rzecznika Praw Obywatelskich, nie zgodziła się neokomunistyczna część Senatu (SLD). Wszystko to stwarza pewne nadzieje, że również opcja neokomunistyczna w Przetwórni Odpadów nie dojdzie z nim do ładu. Oby tak się stało.

W przeddzień orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego zabrał ci głos niejaki Kazimierz Wojciech z Państwowej Komisji Wyborczej, znany od lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku działacz, który zasłużył się szczególnie w Radzie Państwa, która swego czasu uchwaliła nielegalny dekret o „Stanie wojennym”. Ten tuz prawnego opisywania wyimaginowanej rzeczywistości, przyczepił się był do partii politycznych, które śmiały wypowiadać się za pomocą bilbordów i innych środków publicznego przekazu. Dał do zrozumienia, że on policzy się z onymi w tzw. dniu skwitowania, gdyż kampania wyborcza nie została jeszcze ogłoszona, przez co tego rodzaju działania partii politycznych są nielegalne. Powstaje pytanie w jakim celu rozgryzacz ten zabrał ci głos w sprawie, o której wiedział, że zostanie ona rozstrzygnięta za kilkanaście godzin przez TK. Czy to strachy na lachy? Obawiam się, iż nie, i że padła tu zapowiedź czegoś haniebnego. W Prawie i Sprawiedliwości powinno się rzecz zanalizować tym bardziej, że Kazimierz Wojciech zrobił to w stylu znanym z PRL, a więc jest w tym na pewno jakiś nieczysty zamysł.

Reklamy