Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Norweska hekatomba z 22 lipca*, na której wielu usiłuje wylansować nie mniej chore poglądy, niż te głoszone przez tego padalca Andersa Behringa Breivika, może wymusić na decydentach rewizję sposobów organizowania życia społecznego. Wydaje się, że do tej pory Europa ponad miarę ulegała koncepcjom francuskim, których wyrazicielem w dziele „tolerancji” i „postępu” stała się zbrodnicza Wielka Rewolucja. Aby jednak do niej doszło nieszczęśnicy funkcjonujący w granicach tzw. najstarszej córy Kościoła musieli zostać odpowiednio przygotowani, gdyż demontaż dzieła Karola Wielkiego wymagał posunięć drastycznych. Robotę z grubsza rozpoczął Filip IV Piękny łajdackim atakiem na Zakon Templariuszy w 1312 r. Szaleństwo to zrodziło Wojnę Stuletnią, która długo o sobie nie pozwalała zapomnieć. Ratunek przyszedł od Joanny d’Arc, której odpłacono śmiercią, do czego de facto doprowadził  Karol VII, którego uczyniła ona wcześniej królem Francji. Z kolei kraj ten pożeglował w stronę tzw. wojen hugenockich (I-III). Kolejnym „osiągnięciem” polityki antychrześcijańskiej była Noc św. Bartłomieja, a po niej następne wojny hugenockie (IV-VIII). Wreszcie po okresie stabilizacji „umiłowanie” tolerancji zrodziło coś niesłychanie ohydnego w dziejach narodu francuskiego i Europy, wspomnianą Wielką Rewolucję. Ponieważ poprzedził ją kolosalny rozwój nauki i kultury, które dzięki ozdrowieńczemu epizodowi napoleońskiemu były kontynuowane po jej zakończeniu, Europa uległa temu mirażowi przyjmując rozwiązania francuskie jako modelowe i jak się raz po raz  okazuje, źle na tym wyszła i wychodzi.. Przegrana wojna Napoleona III z Prusami i sprawa Dreyfusa przyniosła w Europie pewne otrzeźwienie, ale wygrana w I Wojnie dalej utrzymywała mit francuski w cenie. Dopiero klęska w II Wojnie pozwoliła na niejakie wyzwolenie się z myślenia kategoriami państwa zbudowanego na negacji wartości chrześcijańskich typu francuskiego, ale w owym wyzwoleniu pomogli Amerykanie, którzy zainstalowali się w Europie, jako przeciwwaga dla pazerności Sowietów. Dopóki istniała groźba inwazji na Europę armii państw Układu Warszawskiego, dopóty trzymano się pewnej okrojonej, ale jednak tradycji chrześcijańskiej. Aby wykoleić ten stan rzeczy wspierane przez Sowiety lewackie  organizacje m.in. typu: Action Directe, Baader-Meinhof, Brigate Rosse czy Czarny Wrzesień przypuściły atak na zachodnią cywilizację w Europie. Po upadku Czerwonego Imperium ludzie zapomnieli, jak bardzo jeszcze niedawno byli spietrani i do głosu doszła idiotyczna fantazja oparta na bezrefleksyjnym zaspakajaniu popędów. Ameryka stała się niemodna, a lewactwo zaczęło przeżywać swoisty renesans. Myślenie w kategoriach robię to „co mi do łba strzeli”, bo mam jedno życie, zaczęło zżerać moralność chrześcijańską w narastającym tempie. Zagrożona likwidacją tradycyjna duchowość zaczęła poszukiwać ratunku i znalazła go m.in. w mniemaniu, że jedynie czyny zbrodnicze i drastyczne, te na wzór lewackich, ale podbudowane filozofią chrześcijańską są w stanie  Europę uratować. Przykładem takiego rozumienia istoty problemu, który wywołała programowa laicyzacja i bezbronność Europy wobec nachalnej inwazji islamu jest zbrodniczy wyczyn Breivika. Jaką naukę z tego nieszczęścia wyciągnie Europa, to już inna sprawa. Pozostanie nadzieja, że chorobę francuską wraz z jej modyfikacjami dokonanymi przez Niemcy i Sowiety Europa jednak przezwycięży, dzięki zastosowaniu właściwego lekarstwa, czyli powrotowi do wartości tradycyjnych.

———-

* A może Breivik chciał w ten sposób uczcić 67 rocznicę największego święta Polski Ludowej, „przewyższającego” niewątpliwie rangą wyczyny Jana III pod Chocimiem, Wiedniem i Parkanami.  W pisaninie Norwega było tak wiele polskich akcentów, że owa interpretacja nie jest wcale wykluczona. Na pewno najwięksi spece od myślenia pokrętnego i neokomunistycznego, do jakich należą w Polsce m.in. Kazimiera, Magdalena i Cezary, znajdą „stosowne” wyjaśnienie owego jakże symbolicznego stanu rzeczy. A jednak polski 22 Lipca 1944 r., coś dla Europy znaczy. Nawet czekoladki pod tą marką były jakieś smaczniejsze i wykwintniejsze, niż te od osamotnionego bo również bez ‚d’ E. Wedla (PepsiCo., Cadbury, Kraft Foods czy Lotte Group – Japonia). Produkcję tej ostatniej firmy, która stała się sponsorem Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej w 2012 r. rozreklamuje zapewne, genialne zorganizowanie pod auspicjami Donalda Franciszka „Pinokio” Tuska vel Kulfona budowy dróg, stadionów, toalet i dworców. Jednak Japonia to nie Chiny, choć nawet Peru z jego słońcem zarządzał onegdaj udający Chińczyka Japończyk, który pokazał ile można wyciągnąć z odpowiednio zorganizowanej okazji. Donald Franciszek po wylaniu z roboty COVEC-u, w materii kasy jest coraz bardziej biegły, co docenimy za rok, również po tym, jak ze skazanym na 25 lat Fujimorim pogratulują sobie korespondencyjnie niebywałego bliźniaczo podobnego sukcesu w zarządzaniu państwem.