Tagi

, , , , , , , , , , ,

I znów Adam Michnik dał głos, wypowiadając się Piotrem Pacewiczem, który  zaatakował Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski abp. Józefa Michalika. Skoro tak, to w ramach przedwyborczego ratowania reputacji Przetwórni Odpadów (PO), Gazeta Wyborcza, ta dziedziczka dorobku umysłowości wiecznego regresu doszła do stanu, w którym posługiwanie się projekcją uznano w tej instytucji za najwydajniejszy sposób mieszania ludziom w głowach. Chodzi o rzutowanie niegodziwości własnych i swojego środowiska na osoby znane, uznane i kierujące się patriotyzmem, tak aby skompromitować ich działalność i nie dopuścić do wyborczego zwycięstwa nurtu kierującego się katolicko-niepodległościowymi wartościami. Sukces tego nurtu doprowadziłby do nieuchronnej restytucji polskiej racji stanu w działaniach politycznych państwa, co jest nie do zniesienia dla osób pokroju Adama Michnika i współtowarzyszy. Arcybiskup Józef Michalik to osoba uznawana przez lewactwo skupione w Salonie – znakomicie zdefiniowanego i opisanego przez Waldemara Łysiaka – za szczególnie niebezpieczną. Pamiętają oni Metropolicie Przemyskiemu słowa wypowiedziane na Mszy Żałobnej Śp. Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej Lecha Kaczyńskiego oraz wiele innych i nie mają złudzeń, wsparcia kogo i jakiego rodzaju, można się po jego ekscelencji spodziewać. Szczególnie nienawistna jest Salonowi i skupionej w nim agenturze idea wybaczenia i porozumienia. Nie daj Boże, żeby obywatele polscy zaczęli wymagać od władz, na przestrzeni lat sprawujących rządy, wzajemnego przebaczenia oraz uwzględnienia i poszanowania interesów swojego kraju. To byłby dla nich „koniec świata” jak mawiał dozorca Ryszard Popiołek, grany w serialu „Dom” przez Wacława Kowalskiego. Tak więc dalej „huzia na Józia”, „szkalować, szkalować a zawsze coś się przyczepi” – jak mawiał król pruski Fryderyk Wielki. O ile jednak władca ten był w swoich czasach prekursorem tego rodzaju negatywnej propagandy, to dzisiaj taki styl to nędzna imitacja zamieniona przez „dyktaturę łachudr” Gazety Wyborczej w jatkę, żeby sparafrazować świetnego klasyka – Stefana Kisielewskiego. Z tej okazji środowisku Gazety Wyborczej wraz z stojącą za nią agenturą wypada zatem przypomnieć, że – „memento mori„.