Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Indywiduum  w swoim czasie nazwane Donald Franciszek, a pochodzące od Tusków, któremu stoczniowcy ze szczególnych powodów nadali ksywę „Pinokio”, co na język ojczysty przekłada się na „Kulfon”, a na języki ościenne „Gekritzel” względnie „Karakuli”*, nieodmiennie Polsce bruździ. Przebiega to w sposób, co prawda, coraz bardziej spietrany, ale jednak dla Ojczyzny naszej stale kosztowny. Oto ostatnio złożył ci on wizytę w okolicach Wejherowa, a więc w swoich stronach ojczystych i zapalił tzw. „świeczkę”, czyli gaz wypływający rurą z odwiertu sięgającego łupków. Dzięki temu dowiedzieliśmy się, że ludzie z Przetwórni Odpadów (Platforma Obywatelska) i Partyzantów Skoku Lewego (Polskie Stronnictwo Ludowe), którzy nazwali siebie polskim rządem, zdążyli już „opylić” i to za psie pieniądze oraz de facto Gazpromowi, a więc spółce rosyjskiej, ok. 20% wydanych licencji na odwierty. Z kolei nieco wcześniej „niezależni” współpracownicy Kulfona, czyli prokuratorzy wojskowi, zabrali się w Moskwie i w Smoleńsku, po prawie 1,5 roku od ostatniego lotu, za „badanie” szczątków samolotu Tu-154M 101. W sprawie tej wypowiedział się już wcześniej, bez stosownych oględzin i na nieszczęście Polski minister, niejaki Jerzy Miller, który twórczo bo dialektycznie wcielił się w logikę Milla (kanony: jednej zgodności, jednej różnicy, zmian towarzyszących, zgodności i różnicy oraz reszty) i nieśmiertelne sentencje bajkopisarza Milne’a (np. im bardziej Puchatek zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było). Dzięki temu zawarł ci on był we własnej i jedynej osobie wszystkie, niezbędne „‚M’ –mądrości”, które następnie przelał na papier w tzw. raporcie. Zapewniło mu to „poczesne” miejsce wśród „najznamienitszych” synów Rzeczpospolitej od Stanisława Szczęsnego Potockiego zaczynając, poprzez Seweryna Rzewuskiego, a na Franciszku Ksawerym Branickim kończąc. Józef Piłsudski ludzi tego pokroju zwykł był nazywać szujami i łajdakami.  Treść owego pożal się Boże raportu, był łaskaw dodatkowo zaproponować niejaki Dmitrij Anatoljewicz Miedwiediew, podczas swej sławetnej wizyty w naszym kraju. „Skazał on czto” – nie wyobraża sobie aby raport Millera odbiegał od wzorca, czyli od dzieła Tatiany Grigoriewny Anodiny. Takie postawienie sprawy przez kolejne ‚M’ załatwiło sprawę, gdyż kwartetowi ‚MMMM’ nikt już nie był w stanie się oprzeć. To samo odnosi się również do pryncypała ministra Millera, czyli Kulfona, który potrzebuje jeszcze 4 lat, aby wespół zespół „załatwić” Polskę na cacy. W ogóle to ów zastosował niezwykle twórczo koncepcję systemów Leśniewskiego, w postaci mereologii, a więc nauki o stosunku części do całości (w koncepcjach wyjaśniających zachowanie nazywa się to psychologią postaci), czyli teorii zbioru i klasy w znaczeniu kolektywnym. W ten sposób Kulfon stworzył szansę na odświeżenie dorobku Marksa (tym samym zmiana kwartetu w kwintet ‚MMMMM’) i  (L)enina oraz dzięki genialnemu wykorzystaniu osiągnięć polskiego uczonego filozofa i logika Stanisława (L)eśniewskiego, wyniesie on na swoich piłkarskich nogach i barach Polskę do ekstraligi europejskiej. Tak więc Niemcy i Ruso-Sowiety w charakterze graczy, a Polska jako boisko piłki nożnej, zostaną na wieczność uczynione kolektywną całością. Teraz dopiero staje się jasne dlaczego Kulfon, nasz genialny przywódca, tak dalekowzrocznie zabiegał i zabiega o resocjalizację polskich kibiców. Oto patriotyczne (zdaniem Kulfona i spółki nacjonalistyczne) treści wnoszone na stadiony w postaci transparentów i pieśni, muszą ustąpić miejsca dorobkowi kultury Niemiec, Rosji i Sowietów. Wtedy tylko, występujący w charakterze graczy nasi znakomici sąsiedzi, poczują się jak u siebie w domu i będą skłonni skopać nam boiska i jeszcze coś innego, i to nie tylko bardzo, ale i bardzo dokładnie.

PS. W związku z dwoma kluczowymi ‚L’ (Lenin, Leśniewski**), stało się jasne dlaczego Kulfon zarządził aresztowanie lidera kibiców (L)egii „Starucha”. Chodzi mianowicie o dołączenie do owych dwóch, tego trzeciego ‚L’. Sprawa jest kluczowa, gdyż włączenie klubu legionistów J. Piłsudskiego i utworzenie w ten sposób niebywale zróżnicowanego klasowo kolektywu: Lenin, Leśniewski, Legia, czyli ‚LLL’ powali Unię Europejską na kolana. „Staruch” tego nie rozumiał i trzeba było mu to cierpliwie oraz ręcznie wytłumaczyć w areszcie.  A mówili, że polska prezydencja w UE jest malowana.

Tymczasem wy kibice, którzy w poniedziałek (26.09) przybędziecie do URM na spotkanie z Kulfonem zdajcie sobie sprawę, że musicie – porzucić wszelką nadzieję (jako), ci którzy tam wejdą (parafraza wg Dantego) – co usiłowano wam Panowie wytłumaczyć powyżej. Chodzi o to, abyście w konsekwencji nie trafili do sanatorium, w którym zajmą się wami służby, na czele z niejaką Ewą Bożeną „Lis” Kopacz, która po interwencji stróżów porządku, będzie miała okazję wykopać was już na amen. Na zdrowie.

———-

* Zamiennik to niejaki Burakino – obywatel Sowietów.

** Autor wpisu serdecznie ubolewa w związku z umieszczeniem nazwiska znakomitego polskiego uczonego w niefortunnym kontekście idoli „Gazety Wyborczej”. Przepraszam, i stać mnie na to, bo na razie jeszcze żyję.