Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Jakie to szczęście, że mamy w Polsce (P)artię (O)bwiesiów. Przecież, żeby nie działalność Donalda „Pinokio” Franciszka, gdzie teraz byłby ten kraj. Faszyści z Prawa i Sprawiedliwości by się wszędzie panoszyli, reakcyjny kler zagarniał by grosz odebrany najbiedniejszym, a nasz ukochany intelektualny mistrz Adam Ozjaszewicz Szechtero-Michnik z „(G)eszeftu (W)ykidajły, nie mógłby siedzieć spokojnie przy wódzie jako przywódca salonowej grandy. Albo młodszy mistrz Sławomir „Antifa” Sierakowski, tak ci się zadumał biedaczysko nad technologią otrzymywania kastetów, pał i koktajli oraz redagowaniem „(K)alumni (P)owszechnej”, że zapomniał na amen o Bożym świecie. Tak więc można liczyć tylko na Donalda Ducka. Ten ci w np. w międzyczasie dopchnął kolanem do rezerwy najlepszego swojego kumpla czyli Mickey Mouse, który jednak uważa się za Shreka, choć to Grzegorz Juliusz. A co się przy tym pierwszy minister nakwakał, aż Święty Franciszek musiał interweniować, grożąc Donaldowi odebraniem drugiego imienia. W ramach konsolidacji na wsi ‚Pinokio” planuje wkroczenie światłych pracowników Urzędów Skarbowych do chat, obór, stodół, sławojek w celu zaksięgowania biedy jako dochodu. Vincent Rostov zaciera niedźwiedzie łapy i wlicza już do budżetu sumy z odzysku i zlicytowania wrażych bo należących do patriotów gruntów.  Dla komorników z tego samego powodu, najbliższy Sylwester będzie zapowiedzią kokosowych interesów. Seniorzy nie mogą się doliczyć, po wizycie w aptece, poważnych dla nich sum przeznaczonych pierwotnie na kajzerkę, dwa plasterki salcesonu oraz batonik dla wnuczka i to pomimo nie wykupienia całej recepty. Dzieci na patriotycznych akademiach szkolnych nie wykonują już Mazurka Dąbrowskiego. Muszą za to uważać, żeby nie spotkać na przerwie jakiegoś przedstawiciela  największej opozycyjnej partii, gdyż ukochany pierwszy minister może za to coś zrobić ich Pani. To wewnątrz, choć tego dobra jest znacznie, znacznie więcej. A na zewnątrz. Tu ci dopiero sukcesy. Rurociąg podwodny tak pompuje i pompuje, aż z tego napuchł, co daje dwie podstawowe korzyści. Po pierwsze ekologiczną, gdyż do polskich portów nie będą mogły zawijać największe, a więc najbardziej zanieczyszczające środowisko jednostki. Po drugie Niemcy będą mieć nadwyżki gazu, które od nich odkupimy taniej, niż ten dostarczany do nas bezpośrednio z Ruso-Sowietów, na mocy genialnej umowy wynegocjowanej przez nieocenionego Waldemara, koalicyjnego sojusznika z (P)ociotków (S)alonowych (L)ewaków. Jednak największym sukcesem zewnętrznym jest mowa Demostenesa naszych czasów Radosława Tomasza wygłoszona w Berlinie. Niby to prywatnie, ale jakże dobitnie rozprawił się Radek z idiotyczną polskością. I zrobił to, nie jak te męty na Sejmie zwołanym w Grodnie, które uchwaliły traktaty cesyjne z Prusami i Rosją w 1793 roku, ale z klasą wielką. Ku zakłopotaniu wielu jeden tylko polityk tj. „Jezus” Maria Karol Bronisław wydawał się niekontent z osiągniętego sukcesu. Co więcej sprawiał wrażenie osoby w ogóle niepoinformowanej. Czyżby rząd „Pinokia” utajnił przed gospodarzem Pałacu Namiestnikowskiego swoje zamiary. Jeżeli tak to światły rząd polski idzie na wyimpasowanie Ruso-Sowietów z nowego przygotowanego przez Berlin i Warszawę układu cesyjnego. W końcu XVIII w., to Katarzyna II na mocy osiągniętego wieczystego sojuszu Polski i Rosji była na scenie dziejowej głównym triumfatorem. Dzisiaj inna dama, również Niemka – Angela Dorothea – jest bliska stania się jedyną plenipotentką III Rzplitej i to bez jednego wystrzału. Oto do czego prowadzi postęp i dobrze przemyślana inwestycja w odpowiednio dobranych ludzi. A gdzie współczesny Tadeusz Reytan, czyżby w dzisiejszej Polsce ani jednego takiego nie było. Memento Mori.

Reklamy