Tagi

, , , , , , , , , , , , , ,

Co się dzieje z Eriką Steinbach z Rumi? Jakoś ostatnio w jej sprawie w Polsce panuje milczenie. Podobnie jest ze wspaniałą instytucją „Widocznego Znaku”, którą owa znakomitość lansuje przy wsparciu innej wspaniałości, jaką jest kanclerz Niemiec Andrea Dorothea. Nasi zachodni sąsiedzi zdecydowali, jakiś czas temu, o budowie w Berlinie muzeum niemieckiego biedactwa wysiedlonego, o nazwie Widoczny Znak. W tym przypadku po raz pierwszy od niepamiętnych czasów Rzesza, która udaje, że jest normalną federacją, najpierw powołała do życia coś, co działa w kraju ościennym, nie we własnym.  Chodzi o Polskę i genialnego Donalda Franciszka Taska, czyli zadaniowca przewidzianego do roli owego Widocznego Znaku. Ten wybitny kanciarz i ekspert od empirycznego zastosowania blagi, stwierdził ci mianowicie, że został obdarzony owym zaszczytem zdecydowanie na wyrost i włączył do koncepcji w charakterze współodpowiedzialnego, innego geniusza zdrady politycznej i wiedzy tajemnej oraz obronnej i zagranicznej – Radosława Tomasza. Teraz wespół zespół eliminując hamulcowych w dojściu do nowego zrzeszotowionego Raju, działają obaj na rzecz wypolszczonej racji stanu. Wszystko może poszło by gładko, gdyby nie wcześniejszy antyszabrant po korytarzach znajdujących się przed gabinetami Taska, a dzisiaj inny Widoczny Znak kolejnej orientacji „Jezus Maria Karol Bronisław. Tym razem chodzi o reprezentowanie cierpień wschodniego sąsiada, wywołanych przez nieodpowiedzialnych Polaków broniących się przed bolszewickim najazdem w 1920 r.  Wschodni sąsiad naszego kraju, systematycznie udający federację, de facto będąc rosyjskim imperium, nie uzgodnił z zakamuflowaną Rzeszą Niemiecką wszystkiego. Chodzi o to, jaką to polityczną kurację należy między Bugiem a Odrą, Tatrami a Bałtykiem wdrożyć, aby uzyskać zyski maksymalne i jak się owymi podzielić. Jest pewne, że po niejakich przepychankach polskie Widoczne Znaki hodowli, zarówno zachodniej jak i wschodniej, dostaną polecenie dojścia do  sztamy. W historii Polski taka sytuacja zdarzy się piąty raz. Zapewne wkrótce po tym znajdzie się autor, może zagraniczny, który napisze dzieło o tytule „Polska XVIII-XXI w., czyli od rozbioru do rozbioru”.

Reklamy