Tagi

, , , , , , , , , ,

Od jakiegoś czasu myśl okropna pojawiła się w mojej głowie, targając sercem nie chce odejść. Przeciek z Krakowa dotyczący nieobecności gen. Andrzeja Błasika w kokpicie samolotu Tu-154M 101, tylko rzecz pogłębił. Nazywając rzecz po imieniu, pasażerów prezydenckiej maszyny zamordowano. Co więcej uczynili to Polacy przy współpracy, ale jednak tylko współpracy, Rosjan. Nie wyklucza to możliwości, że Moskwa mogła rzecz całą zlecić. Lansowanie skłamanej wersji, która zapewne została uzgodniona jeszcze przed tragedią, wzięli oni na siebie. Aby się zabezpieczyć, przed jakąś niespodziewaną woltą ze strony Tuska i jego watahy, główne dowody rzeczowe zatrzymali u siebie. Mogą one świadczyć o tym, że samolot „przygotowano do katastrofy” w Polsce. Zadaniem zdrajców operujących po naszej stronie smugi cienia, było dodatkowo takie spreparowanie wyników dociekań prowadzonych przez tzw. komisję Millera, aby były one kompatybilne, z tym co gen. Anodina zaprezentowała w Moskwie. Jak to się mówi, rączka rączkę myje. W tym momencie obie wersje wspierały się wzajemnie. Jedna rzecz jest wszakże zagadkowa. Dopuszczając żeby kopia zapisów z czarnych skrzynek, dostała się w ręce naszych specjalistów, musiano się liczyć z tym, że prawda o słowach wypowiadanych w kokpicie zostanie ujawniona. Dlaczego więc Tusk i jego drużyna zdecydowali się na ten krok? Pewnie się wkrótce o tym dowiemy. Znając krętactwo sztukmistrza z Sopotu, nie jest wszakże wykluczone, że zaplanował on jakąś niegodziwość. Może być też tak, że cały misternie zbudowany plan dezinformowania opinii publicznej runął, za sprawą działań patriotów, mających dostęp do prawdziwych danych.