Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

John Alexander Courtier (Jan Aleksander Dworak), to typ indywiduum nierzadko w Polsce spotykanego. Dzięki „Jezus” Maria Karol Bronisławowi wtrynił się był on do KRRiT i zaczął działanie, dla którego go tam zainstalowano. Od początku chodziło o „właściwy” przydział miejsc na emitującej sygnał telewizyjny platformie cyfrowej. Wywiązał ci się on z tego zadania celująco tj. nie przydzielił był miejsca na owym ustrojstwie Telewizji Trwam. Oczywiście, jakże by inaczej, przeprowadził ci on wcześniej  tzw. konsultację z rządem Donalda „Pinokio” Franciszka Taska, który zdecydował, żeby dworzak zabrał się do zaplanowanego dzieła. Tak też się stało. Teraz jest znakomicie bo choćby nawet  Sąd Administracyjny rzecz rozstrzygnął na rzecz stacji Trwam, a zrobić to może za parę lat, to tak czy owak telewizja katolicka z porządku medialnego w Polsce została wyeliminowana. Jednak to nie jedyny zysk w nieformalnej spółce zawiązanej między Courtier’em a siewcami ziaren wiecznego regresu w naszym kraju. Ponieważ był on przydzielił cyfrową koncesję towarzystwu będącemu  w stosunku do Walterów i Solorzów  na finansowym dorobku, to  nie mając  możliwości jej skonsumowania, a więc rozpoczęcia sensownej działalności, towarzystwo to będzie ją musiało opylić. Uzyskana w ten sposób kwota mała nie będzie  i oczywiście John na jej podziale straty nie poniesie. Kokosy będą mogły być również zrobione  na ewentualnie spodziewanym niekorzystnym dla Taska i  KRRiT orzeczeniu sądu. Państwo polskie będzie musiało wtedy wypłacić horrendalne pieniądze stacjom, które działając w „dobrej wierze” otrzymały licencję. Niezależnie zatem, co by się nie stało, towarzystwo na tym procederze wyjdzie finansowo znakomicie.

Jan Aleksander Dworak zdobył swoimi pokrętnymi posunięciami zaufanie towarzystwa już znacznie wcześniej. Jako producent filmowy np. wespół zespół z reżyserem Andrzejem Trzos-Rastawieckim i recenzentem historycznym Tomaszem Nałęczem zrealizował (2001) niesłychanie skłamany serial telewizyjny o Marszałku Piłsudskim. Postać tego wielkiego człowieka jest od zawsze solą w oku komunistów i ich wszelkiej maści pociotków: postkomunistów, neokomunistów i lewaków. Dlatego też tak ważnym było, aby nakręceniem filmu zajęli się odpowiedni ludzie. Cała trójka wywiązała się z zadania znakomicie i postać Wielkiego Marszałka została, można rzec, w tuskowym stylu obsobaczona. W serialu jest tak wiele skłamań historycznych, celowych przeinaczeń i rzeczy faktycznie niebyłych, że przekracza to granice absurdu. Na przykład pierwsza żona Józefa Piłsudskiego Maria z Kaplewskich była damą, prowadzącą w Wilnie Salon. Bywali w nim znaczni ludzie, choćby gubernator rosyjski czy Roman Dmowski poseł do Dumy państwowej. Natomiast w filmie Pani Maria mieszka samotnie z córką w czymś, co można określić jako czworaki. Z kolei akcja w Bezdanach, niezwykle udana, dowodzona osobiście przez Józefa Piłsudskiego. Chodziło o rosyjski pociąg pocztowy, z którego zabrano  ponad 200 tys. rubli w złocie. W filmie przedstawiono to jako nieudolną improwizację, połączoną z idiotycznym zakopywaniem w lesie worków wypełnionych banknotami, co w ogóle nie miało miejsca. Znany kalambur słowny „kury szczać prowadzać a nie politykę robić” został oryginalnie wypowiedziany po powrocie Komendanta z niewoli niemieckiej i dotyczył Edwarda Śmigłego-Rydza, w związku z objęciem przez niego teki ministra wojny w lubelskim rządzie ludowym. W filmie słowa te wypowiada  Józef Piłsudski, już jako I Marszałek Polski w związku z okolicznościami mającymi miejsce po Zamachu Majowym. Nawet ukochanego konia wodza Kasztankę w pewnym momencie uśmiercono i to przed odejściem Marszałka na wieczną wartę, choć wiadomo, że szła ona za jego trumną w czasie warszawskich uroczystości pogrzebowych. Może już wystarczy. Tacy jak Jan Aleksander sprawują w dzisiejszej Polsce istotne funkcje państwowe, na pewno nie po to, aby działać na rzecz dobra wspólnego, kierować się  sprawiedliwymi przesłankami i budować zaufanie obywateli do państwa. Główny ich cel, to udane dla siebie oraz kumpli łowy. I nic ich nie obchodzi dobro kraju i żyjących w nim ludzi.

Reklamy