Tagi

, , , , , , , , ,

Prokurator i pułkownik Ireneusz Szeląg, nie jest osobą, na którą można by liczyć znalazłszy się wraz z nią na bezludnej wyspie.  Nie ma ten człowiek elementarnego pionu. Podobnie jest z całym tym towarzystwem z prokuratury wojskowej, z jej szefem Krzysztofem Parulskim na czele. Dobrze, że ów nie nazywa się Parolski, co biorąc pod uwagę pewne polskie okoliczności byłoby teoretycznie możliwe. Chociaż w ten sposób staropolskie słowo parol, zachowało jakieś swoje pierwotne znaczenie, jak to jest u Henryka Sienkiewicza, który się owym słowem często posługiwał.  Nie należy się jednak ze strony Donalda „Pinokio” Franciszka Taska spodziewać, że wróci ono w najbliższych latach do łask. Krótko mówiąc agenturze w postaci aktualnego rządu chodzi o to, aby proces ubezwłasnowolniania Polaków zakończył się przed wyjściem na jaw rzeczywistych przyczyn i okoliczności tragedii smoleńskiej. Wtedy społeczna znajomość rzeczy nie będzie miała już wpływu na władzę, która jak w PRL rozsiądzie się w fotelach, nie dbając w rzeczywisty sposób o wyborcę. Task wykona w ten sposób swoje zadanie, choć był moment, kiedy zrutynizowana agentura dała się zaskoczyć patriotycznemu ruchowi z braćmi Kaczyńskimi na czele. Trzeba było w pocie czoła odrabiać stratę, idąc w konsekwencji na rozwiązania ostateczne. W planie agenturalnych rządów (P)aczki (O)bwiesiów jest zatem pozostawanie u władzy bardzo długo. W ten sposób jedynie, będzie możliwe utrzymanie w ryzach dochodzeń m.in. w sprawie tragedii smoleńskiej. Jest to konieczne dla być albo nie być ludzi, którzy po licznych przegrupowaniach doszli wreszcie do pełni władzy. Zdają sobie oni sprawę, że w razie gdyby społeczeństwo odkryło prawdę o ich zbrodniczych rządach, przed ukonstytuowaniem się wybawienia w postaci własnej dyktatury, grożą im niewyobrażalne konsekwencje.