Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

I oto nasz znakomity łaskawca Donald Franciszek Pinokio Task zaczął ostatnio wracać do korzeni, kiedy to przechodził przyspieszony kurs dialektyki pod okiem enerdowskiego instruktora z drużyny Stasi. Co prawda Pani Stasia tak bardzo nie nastawała, ale jakże pożyteczny wynalazek Sowietów – samokrytyka – już wtedy zafrapował mającego dryg do mówienia tylko szczerej prawdy studenta Uniwersytetu Gdańskiego. Później jakoś nie było okazji aby skorzystać z dobrodziejstw tej znakomitej i ozdrowieńczej metody. Jednak po długim czasie, który minął jak chwila, doszło do wzięcia sakramentalnego ślubu ze swoją państwową żoną, matką dorosłych wspólnych dzieci. Wcześniej jednak trzeba się było wyspowiadać, bo miejscowy Pan na gdańskim Gocłowiu arcybiskup i zarazem arcykapłan urządzenia Stella Maris służącego do zamiany makulatury w złoto, był namolny jak nie wiem co. Mając za sobą ‚Gwiazdę Morza’ Pinokio stanął niewątpliwie na wysokości zadania, gdyż z pomocą  przyszła mu zgłębiona onegdaj sztuka samokrytyki. Znajdując całkowity brak modus vivendi między nią a rachunkiem sumienia, na rzecz tej pierwszej, w konfesjonale nie powiedział nic, gdyż sumienie miał zawsze „czyste”. I nie to, żeby Donald Franciszek nie chciał powiedzieć tego czy owego, ale klęcząc, nie mógł się on w swojej osobowości w ogóle owego sumienia doszukać. Z samokrytyką to co innego. Tutaj człowiek nie klęczy, a stoi przed mikrofonami. Jest mównica, wokół ludzie, wszystko akuratnie, tylko te pytania. Nie dadzą się człowiekowi skoncentrować, tak aby szczerze wszystko powiedzieć. Przyznać, że w „nowatorskiej” ustawie o lekach, nie wszystko było w porządku, choć wcześniej niby na pewno było. Że porozumienie ACTA wyszło jako nieporozumienie, gdyż nie skonsultowano go należycie w interesie obywatela. Że miejsce na korytarzu Unii Europejskiej, to nie miejsce w salonie, choć korytarz na pewno jest wygodniejszy niż klatka schodowa. To tak na początek. Teraz stopniowo z dnia na dzień, samokrytyka Pinokia przekroczy początek początku w początkach i rzecz nabierze rumieńców. Stałe postępy będą widoczne, szczególnie w kontekście narastających nieustannie w Polsce protestów społecznych i kłopotów finansowych. W najbliższym czasie jednak samokrytyka i niechęć Taska do klękania przed księdzem może przerodzić się w obsesję, czy nawet klękofobię. Chodzi o Telewizję Trwam, która w powiązaniu z Radiem Maryja i z ojcem dr. Tadeuszem Rydzykiem, odbija się Taskowi platformo-cyfrową czkawką. Postawa protestującego w kraju i z zagranicy ponad milionowego „Ciemnogrodu Maryja” grozi kontrewolucją. Michnik kur.., to ty mi tak doradziłeś mówiąc, że wszystko będzie o’key. Niech cię cho…. Muszę sprawdzić, co w takiej sytuacji zrobiłby Lenin, a może lepiej krajanka Rozalia Luxemburg, tak pamiętam Radio Luxembourg – Hall słuchał. O rany, ale to się dzisiaj kojarzy z Lux Veritatis. Jeszcze by mi tu ‚Światła Prawdy’ brakowało. Jeb.. to pies, nie – jeb.. to Tusk – kur.. Tusk, to też pies – wszystko jedno. Co ja teraz zrobię? – Grrrraaaaś!  kur.. mać. Tak ci prime minister Donald Franciszek, osoba odporna na stres, po prostu sobie żartował, rozmawiając przez telefon z Adamem bez Ewy Michnikiem. Mając fenomenalną podzielność uwagi, nasz „bochater” nie mylić z buchalterem, jednym okiem patrzył na mecz piłki nożnej trampkarzy – drugim zaś przy wyłączonym dźwięku, przypatrywał się wyczynom osławionego sprężyną, skrężyną i kręciną prezesa Grzegorza I Latawca, składającego Polakom życzenia wszelakiej pomyślności na okoliczność rozpoczęcia kolejnych prac wykończeniowych na Stadionie Narodowym. Do drugiego wcześniej niewykorzystanego ucha Taska dotarły teraz na smutno wymawiane słowa spikerki programu TVN-24, zawiadamiającej o straszliwej liczbie osób zamarzniętych na Ukrainie  w liczbie 120. Twarz spikerki wyraźnie się rozchmurzała wraz z podaniem informacji z Polski, kiedy to okazało się, że w naszym kraju stwierdzono aż dwa razy osób zamarzniętych  mniej. Wreszcie jakiś sukces mruknął pod nosem Task i rzucił słuchawkę na widełki super tajnego telefonu.  Po drugiej stronie linii telefonicznej Adam tęskniący za Ewą Michnik, zabierał się właśnie do zakończenia wymawiania ostatniej sylaby rozpoczętego przed kilkoma minutami zdania, kiedy zrozumiał, że Boski Donald się rozłączył. Cóż Bolko pomyślał, mówiłem ci przecież,  żebyś uważał kogo wziąć na robotę w Nocnej Zmianie, ale nie posłuchałeś i teraz wszystko w nogach piłkarzy. Jaruzelskiego w 1982 uratowali zdobywając 3 miejsce na świecie. Może i teraz się uda, żeby tylko przetrzymać do czerwca, żeby tylko przetrzymać.

Reklamy