Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Szanowni Państwo,

oto portalowi WikiLeaks udało się pozyskać materiał zadziwiający. Jest to dzieło napisane wierszem, coś pośredniego między epopeją w stylu „Pana Tadeusza”, a poematem komicznym typu „Cisi i gęgacze”  autorstwa  samego Donalda Franciszka Pinokio Tuska.  Prezentujemy fragment tego utworu, przy czym zarówno cytat wzięty z wypowiedzi współpracownika Pana Premiera (motto) jak i prolog zostały wprowadzone do tekstu oryginalnego przez autora wpisu. Co jak co, ale w osobie wybitności wielkiej jaką jest Donald Franciszek I, jak powiedzieć by się już dzisiaj chciało, ujawnił się nam zupełnie nieoczekiwanie genialny człowiek Renesansu. Obok polityka, piłkarza, pisarza, wydawcy, konspiratora, mówcy, futurologa, wizjonera, narciarza, ojca, męża, premiera, prawie prezydenta, szefa partii, znawcy trampków, historycznego magistra, wspinacza, wspieracza, zbieracza, zakładacza, członka, poligloty, eksperta, orderowicza, drukarza, miłośnika słońca, miłośnika Peru, demaskatora mitów, cygarowca, trunkowca doskonałego, ślubożercy, miłośnika, prawdomówcy, męża stanu, miłośnika wysp, kartografa, miłośnika zieleni, wroga czerwieni,  propagatora miłości, stoczniowca duchem, obrońcy wybrzeża, inwestora strategicznego, literata, wypróbowanego przyjaciela związkowców, krzewiciela polskości, kibica, szalikowca, organizatora, współczesnego Demostenesa, etc., etc – mamy poetę. Pozyskane przez nas za olbrzymie honorarium dzieło liczy 12 Ksiąg i Epilog nie uwzględniając objaśnień Poety Premiera. Całość została napisana podczas pierwszej kadencji rządu (P)rzetwórni (O)dpadów i zatytułowana „Kulfis Pan”. Ze względu na kolosalną skromność Donalda Franciszka, to fundamentalne dla literatury dzieło, miało pozostawać w archiwum rodzinnym i nie być nigdy upublicznione. Stało się inaczej. Drogi czytelniku oto dość obszerny fragment pierwszej księgi dzieła, który świadczy o niesamowitym mistrzostwie autora. No cóż Drodzy Państwo, ludzkości narodził się nowy fenomen – chapeau bas.

                                                Motto

                                              „Człowiek dotknięty przez Boga geniuszem”
Sławomir Zagdański Ryszard Nowak Starak
Prolog

Gdy Pinokio Kulfonem został,
Do Przetwórni wtargnął Lis,
Wyszedł z tego stwór na bis,
Nowy więc polityk powstał,
I to w centrum czarnej dziury,
Kulfis – wybryk natury.

KSIĘGA PIERWSZA

Gospodarstwo (fragment)

Matmo ! wiedzo trudna, acz w karierze zdatna.
Coś w szkole kulą u nogi była, a takaś intratna,
Kto cię widział w akcji, ten tylko zrozumie,
Żeś Nocną Zmianę utrzymała i w kursie i w bumie.

Polityko wdzięczna, co światem, nawet Salonem miotasz.
Boś choć solą kosmosu, mnie tylko ty kochasz.
Sopot cię uwielbił z aferzysty ludem.
I mnie do gry stamtąd wróciłaś, prawie że nie cudem.
Gdym płaczący, na życie targnąć się zamierzył.
I gdy los okrutny swe kroki odmierzył.
Lecz dzięki Tobie zawrócił i za Lechem podążył.
Jam z tego skorzystał i w piedestał się wdrążył.
Tak więc mnie powróciłaś na agentur łono.
Duszę diabłu opylając, jak mu przyrzeczono.
A teraz mi pozwól, chwilę bym wolną zapełnił.
Grą w piłkę uwielbioną i w niej to się spełnił.
Hat tricki uskuteczniając niczym Maradona.
A wiara zazdrosna niech z zawiści kona.
Na Stadionie Narodowym, którym pobudował.
Aby było gdzie Orliki puścić, com je wyhodował.
By dla Germanii grały, te lotu wysokiego.
Niczym Wilimowski dla narodu prężnego.
W którym prędzej czy później owi pozostaną.
I w sojuszu z Ruso-Sowietami – z niejaką przyganą.
W polityce nieznośną bo zaskakującą.
Lecz po sezonach kilku postępem wiodącą.
By Europę całą oddać temu światłu jasnemu.
Prowadząc ją zarazem ku bytowi wysokiemu.
Takie ci zamiary powziąłem tej nocy.
Kiedym upokorzony opuszczał w straszliwej niemocy.
Salę, w której ten wynik fatalny ogłoszono.
I „spieprzaj dziada” na prezydenta namaszczono.
Myślałem, że ci na mnie kuniec wtedy przyszedł.
Lecz inaczej się stało, dobrzem na tym wyszedł.
Kiedy agentura spietrana do rozumu doszła.
I ścieżką restytucji najwłaściwszej poszła.
Mnie, którym jako trzeci do wodza ‚Bolko’ dotarł.
Gdym ową „Nocną Zmianę” z całej siły poparł.
Na trzeciego też tenora angaż otrzymałem.
Gdy |P|rzetwórnię |O|dpadów do życia popychałem.

Lecz popychlem nie zostałem w nurcie pozostając.
Głównego guru namaszczenie w tajemnicy mając.
A wszystko w wyniku summa summarum powstało.
Jak czarno jest czarno, a biało jest biało.
I wyleciał ci ‚Olsza’ jak z procy strzelony.
Choć próbował wierzgać niczym koń szalony.
‚Macier’ mu pomagał, lecz Pawlak z doskoku.
Rząd kontry chciał utworzyć lecz zabrakło bloku.
Którym ‚Wach’ częstował na ‚Bolko’ zlecenie.
Do władzy doszła ‚Sucha’ z premierostwem w cenie.
I symulując normę i ją rozsiewając.
Kraj od nowa na lewiznę zadaną usposabiając.
Działo się tak działo nie bez rozumu udziału.
Aż ci POPiS-plan do|pis|ał się do tego rozdziału.
Z wielką klapą, do której takem dążył cholernie.
By się rzecz wypełniła lecz nie nadaremnie.
Aby Polskę spętać nićmi mocarnymi.
A później wykorzystać i porzucić z onymi.
Co kraj zdradzić przyrzekli w chwili odpowiedniej.
To zrealizować trzeba w tej kadencji najpewniej.
Historia koło zatoczy nad górami i morzem.
A my z forsą na kontach, z zakrwawionym nożem.
Do dziejów postępu zapiszemy się pospołu.
By w końcu usiąść do suto zastawionego stołu.
Z towarzyszami naszymi z Zachodu i Wschodu.
Wyssiemy polskość z Polski do samego spodu.
I wtedy się ziści wizja Hitlera i Lenina.
Fatalnie wdrażana przez genaralissimusa Stalina.
Jam to sprawię, Kaszuba z korzeniem w Germanii.
O ironio z W-wy wybrany, w polaczkowej manii.
Dając im na amen popalić, z niejakim naddatkiem.
Tak od niechcenia, że to niby przypadkiem.

Oprawy tylko do tego najlepszej potrzeba.
By niczego nie zabrakło ni soli ni chleba.
Którą będą nas witać Polaczki ogłupione.
Tak, iżby sprawić aby ich oczy rozweselone.
Wyrażały przy tym możliwie największą ochotę.
Bo kamery muszą wykonać sobie właściwą robotę.
I jako triumf prawdy rzecz całą przedstawić.
Aby tych durniów po raz enty udało się nabić.
W butelkę, do której takie przywiązanie mają.
Że w nią nabici o jednym tylko przemyśliwają.
By na miano cierpiętników jakoś ci zarobić.
I do życia w zaświatach stosownie się wdrożyć.
Postanowiliśmy z Angelą Dorothea’ą na to kliknąć.
I Polskę z układu doczesnego tak ci wyfiknąć.
Tym razem na amen i bez zbytniej zwłoki.
Spijając dla Deutschlandu ozdrowieńcze soki.
Bez, których do Bezpieczeństwa ONZ-tu Rady.
Mogłoby nam zabraknąć odpowiedniej swady.
Rozbiór rozpoczęty we współpracy bratniej.
Miał miejsce po skończeniu podróży ostatniej.
Lecha pod Smoleńskiem Putin uwielbiony.
Tak ci w ‚MiG’ załatwił, więc bądź pozdrowiony.
Cezarze Cezarów z wielkiej Lenina krainy.
Bo nie ma ci na świecie takowej dziedziny.
Którejś nie opanował, więc kosmyk swój chylę.
Przed twoją dostojnością jeśli się nie mylę.
Największą w dziejach utajnionych aktów.
Z dostępem w GRU do nieznanych faktów.

Reklamy