Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , , ,

W sobotę 21 kwietnia Roku Pańskiego 2012 w Warszawie cała Polska przeżyła coś pięknego. Oto rodacy nasi śpiesząc z pomocą ze wszystkich zakątków Ojczyzny i Świata, przybyli na Plac Trzech Krzyży aby upomnieć się o demokrację w naszym kraju. Prapremier Tusk bowiem, wraz z formalnym prezydentem Komorowskim umyślili sobie, że oto wychowają  Polaków w duchu postępu. Ponieważ propozycja ta, w zamyśle nie do odrzucenia, wymagała dyktatury medialnej – odmówiono Telewizji Trwam miejsca na platformie cyfrowej. Ale miarka się przebrała i próbę potraktowania społeczeństwa ‚per noga’ diabli wzięli.

Zdali sobie z tego sprawę wyznawcy wytworzonej na zamówienie agentury „Religii wiecznego regresu” i rozpoczęli kolejny etap wprowadzania społeczeństwa polskiego w erę światłości niezmiernej. Polega ona na wytwarzaniu jasności bez światła czyli ‚ani be, ani me’ o tym co się w kraju faktycznie dzieje. Nie było zatem śmigłowców posiadanych przez znakomite stacje telewizyjne – krążących nad miejscami wydarzeń, nie było wozów transmisyjnych poustawianych w wielu newralgicznych punktach, nie było krzątających się lecz nasłanych redaktorów, próbujących znaleźć jakąś ‚dziurę w całym’ – słowem cisza czyli coma. Nawet prowokacji nie zorganizowano, bo po co. Przecież nas katolików, patriotów polskich po prostu nie ma.

Ale w wiecznych odwodach są zawsze oni, gotowi na myślowe eksperymenty prowadzące nieomylnie do intelektualnego dna. Oto choćby niewymienialna biomaszyna nazwana Adamem Michnikiem, ze zmarszczonym czołem przemyśliwająca, co tu wytworzyć na pierwszą stronę (G)eszeftu (W)ykidajły. Jakąż tu ciemnotę wcisnąć aby choć minimum prawdopodobieństwa, że to prawda uzyskać. Sojuszników w swej robocie rzecz jasna mają, gdyż towarzystwo spod znaku odziedziczonej filozofii Komunistycznej Partii Polski rozmnożyło się w Polsce Ludowej jak myszy w gumnie.

W trakcie ‚Podniesienia’ na Mszy na Placu Trzech Krzyży ideologiczni spadkobiercy tego zdradziectwa łazili między klęczącymi. Jeden nawet, człowiek młody z klasycznym dla miłości uprawianej w (P)aczce (O)bwiesiów wyrazie pyszczka, kopnął mnie przechodząc, jak mniemam profilaktycznie. Tylko świętości sytuacji zawdzięczał, że nie wyszedł z tego z połamanymi gnatami. Gdyby skutek  swojej polityki w postaci tego człekopodobnego produktu widział prapremier, byłby niewątpliwie dumny z osiągniętego sukcesu. Tak trzymać.

Do zobaczenia więc na wielkim procesie władców politycznych III RP z ramienia PO. Społeczeństwo właśnie się wybudza, przechodząc powoli do konkretów i pozbywając się piasku z oczu. Teraz struś zacznie rozdzielać władzy kopniaki. Wiosna Polskiego Ludu Panie i Panowie!

Reklamy