Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

W filmie „Wielka wsypa” wyborny i grający rolę pułkownika SB Krzysztof Wakuliński powiada, podsumowując pewną sytuację – „idiota na dole, idiota na górze”. W dzisiejszej Polsce ta diagnoza dotycząca PRL jest nadal aktualna. Oto życie w państwie herr Donalda Donaldowicza i „Jezus” Maria Karol Bronisława nieustannie podsuwa przykłady świadczące o restytucji w III RP takiej sytuacji. Raport Millera, budowa autostrad czy afera Amber Gold, żeby tylko o tym wspomnieć, to dobre i wieloaspektowe tego przykłady.

Myślenie w kategoriach rzekomej normalności i bezpieczności, jakie zaproponował muzyk i podobno intelektualista niejaki Frantz (epidemia francy nie wywołałaby większego spustoszenia), tak się wżarło w mentalność pewnej grupy ludzi, że można sądzić, iż wyżarło im struktury, przez które realizowane są podstawowe funkcje umysłu, pozwalające na logiczne wyciąganie wniosków. Osobników takich nazwano lemingami, zastępując dawne, mające swoje korzenie w biblii określenie barany.

Tak jest na dole. Tymczasem na górze nie jest inaczej. Zadufani w sobie, bo uważający się za geniuszy, mający de facto cechy idiotów osobnicy na stanowiskach, produkują masowo wytwory, których jakość można by określić jako poza wyborem. Wysłany przez Pinokia do roboty kloacznej Jerzy Miller, do której człowiek ten przywykł od lat, zawarł był w sygnowanym przez siebie raporcie dane, które same przez się demaskują podpisany, także przez członków kierowanej przez niego komisji wytwór.

Geniusze od inwestycji drogowych, a szczególnie ich przedostatni ministerialny wykwit w postaci Cezarego Stanisława Grabarczyka pozostawili na polskiej ziemi takie dowody idiotyzmu, że trudno jest znaleźć coś bardziej symptomatycznego. Oto wszystkie budowane autostrady i ekspresówki nie są kompletne. Regułą jest czknięcie kawałka tu, powielenie tam ale w taki sposób, że suma tych kawałków nie składa się nigdy na całość. Gdyby dany decydent zechciał się z jakichś, choćby zaskakujących powodów zastanowić nad swoimi decyzjami, doszedłby do wniosku, że bezinwestycyjnie mógł spowodować, iż kilka z tych dróg mogło być wykonanych w całości. Byłaby to sytuacja pod każdym względem lepsza niż ta, z którą mamy dzisiaj do czynienia.

Z kolei inny geniusz o umysłowości niepełnosprawnej, jak się to w Polsce nierzadko zdarza wśród sędziów od piłkarskich po sądowych, niejaki Ryszard z Milewskich, tak się przymilał do nieznanej sobie osoby, którą był wziął za ważną figurę polityczną, że zdekonspirował cały swój Ku Klux Klan. Ukazał w ten sposób łajdacki system sądzenia, który przez lata wypracowywano w Polsce na podobieństwo Sowietów.

Ostatnie pięć lat, a więc rządy w Polsce Donalda Pinokio Franciszka wraz (P)aradą (O)szustów, to nieustające postępy w dziele zidiocania wszystkiego co nawinie się pod rękę.  Dzieje się to wg porzekadła „w kółko Macieju”. W ten sposób PO odegrała rolę bez mała historyczną. Oto dzięki jej działalności nawet idiota jest w stanie pojąć, iż jednak dno istnieje, i że zrujnowanie wszystkich aspektów życia społecznego, zabiera durniom stosunkowo mało czasu.

Epilog

Jednak w tym wszystkim jest pewien szkopuł. Otóż rzeczywiście rządy półgłówków w Polsce są faktem. Jednak taką samą rzeczywistością jest inny fakt, który polega na tym, że opisana kolej rzeczy dzieje się w sposób zaplanowany. Oznacza to, że już nie idioci wymyślili koncepcję oparcia realizacji swoich planów na rządach niepełnosprawnych umysłowo osób i nimi dyskretnie kierują. W ten sposób politycznie przebiegłe i inteligentne szuje chcą zrealizować swoją wizję urządzenia Polski na cacy. Jeszcze trochę i Gogowi oraz Magogowi znów trafi się okazja do podpisania kolejnego tajnego protokołu. Tym razem będzie chodzić o prawo do wyłącznego wykorzystywania ekonomicznego i politycznego prawie 313 tysięcy kilometrów kwadratowych powierzchni i prawie 39 milionów ludzi.

Odrzucony scenariusz filmu fabularnego (fragment)

Kolejny dzień sukcesów za mną powiedział uniknąwszy w ten sposób wymawiania ‚r’, siedzący za biurkiem  szczupły osobnik, o przerzedzonej szczególnie z przodu rudawej czuprynce. A zrobiliście ze mnie drewniaka – to ja wam teraz pokażę – dodał. Niedbale, pieszczotliwym ruchem ręki nacisnął przezroczysty okrągły przycisk. Cichy szum towarzyszył odsłaniającemu się dużemu ekranowi, na którym ukazała się dość dokładna mapa Polski. Kraj został na niej podzielony na 384 części, z których każda odpowiadała jednemu kwartałowi rządów właściciela gabinetu. Naciśnięcie kolejnego guzika, tym razem w kształcie krzyża sprawiło, że zaczerwienił się kolejny 261 już obszar na mapie. Jeszcze tylko 123 kawałki i kuniec meczu pomyślał – hi, hi, hi. Śmiech wybrzmiał zgrzytliwie, jak ten czarownicy z filmu Disneya „Królewna i siedmiu krasnoludków”. Wtem prawie równocześnie zadzwoniły dwa telefony. Jeden z napisem ‚WESTEN’ i drugi ‚BOCTOK’. Postać za biurkiem na chwilę znieruchomiała, by następnie szybkim ruchem nacisnąć kolejny, tym razem w kształcie podkowy przycisk. Na ekranie z prawej strony ukazała się Angela Dorothea a z lewej Władimir Władimirowicz. Oboje mówili gestykulując. Automat zadziałał udzielając priorytetu pani kanclerz. Wyraziła ona zadowolenie z postępu w zaplanowanym dziele, lecz była zatroskana napięciem harmonogramu. W podobnym duchu i tonie wypowiedział się również pan prezydent. Zdecydowane i wielokrotnie powtórzone przez stronę polską ‚JAWOHL’ i ‚DA’   towarzyszyło  wymianie tych poglądów. Rzecz nie trwała długo, jak nagle się zaczęła tak szybko się skończyła. Mężczyzna siedzący za biurkiem na chwilę znieruchomiał. Po chwili wstał i podszedł wolno do niewielkich drzwi, które szarpnął tak, że otwierając się prawie nie wyskoczyły z zawiasów. Wszedł do niemałego pokoju. Z kosza stojącego nieco z boku wyciągnął o zwiększonych rozmiarach kij baseballowy. Następnie, prawie że pobiegł w róg pomieszczenia, w którym znajdował się manekin zwisający na sznurze uwiązanym do szyi i podczepionym do haka umieszczonego w suficie. Zaczął go okładać z całych sił tak, że słychać było głośny plask uderzającego w skórę kija oraz wykrzykiwane przez ćwiczącego niecenzuralne słowa. Trwało to jakiś czas, aż po którymś uderzeniu manekin odkręcił się do napływającego ze sporego okna światła. Na jego piersi widniało drukowanymi literami zapisane imię JAROSŁAW. Teraz mężczyzna odłożył kij na miejsce i sapiąc podszedł do drzwi, które odsunął na bok.  Ukazała się spora wnęka, w której obok umywalki, wciśnięty w kąt, stał ze smętnie przekrzywioną głową prawie identyczny lecz nieporównanie bardziej zmaltretowany manekin. Na jego piersiach widniało imię LECH. Po przemyciu twarzy mężczyzna wrócił za biurko. Zanim usiadł z jego gardła wydobył się rodzaj zapiekłego złością, odchodzącego od falsetu pisku. Brzmiało to  jakby Grrraaaś, przy czym głoska ‚r’ została wyartykułowana podobnie, jak robiła to Eartha Kitt na swoim longplay’u „Purrfect”. Po chwili do gabinetu wpadł osobnik, którego raczej trwale zaczerwieniona twarz, mogła świadczyć o wielokrotnym przyłapaniu go na łgarstwie, z którego był uczynił swoją główną profesję życiową.

może cdn. – kto wie?

Reklamy