Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

                                                                                                      motto

                                     „…zobaczycie, że ten Tusk jeszcze zrobi karierę”

                                                                                       diwy salonowe

Ruszyło w 2007 roku. Kiedyś to musiało nastąpić – pełna restytucja władzy komunistycznej w Polsce, z naciskiem na rozbiór ekonomiczny i polityczny, czemu samo (S)towarzyszenie (L)akierowanych (D)rani już nie było w stanie sprostać.

Do dzieła zatem w odpowiednim czasie powołano  (P)aradę (O)szustów, której celem było ponowne zniewolenie Polski i Polaków, ale tak, żeby mieli iluzję wolności. Nie na darmo dużo wcześniej wszystkie najlepsze  szkoły wyższe, często nieświadomie jak np. KUL, rozpoczęły szkolenie lewackich aktywistów, co w rezultacie skutkowało przygotowaniem do przywrócenia strategii i dorobku ich ojców czyli zbrodniarzy – założycieli PRL.

Teraz zbliżał się faktyczny finał tych zawodów i do głosu doszły nowe nieskompromitowane na ten czas facjaty. Jedną z nich dysponował poddany z wybrzeża gdańskiego, a więc tym samym nieźle przejechany wykorzenieniem i przez to bezwzględny herr Donald Franciszek Tusk.

Ten ci się zapisał wcześniej szeregiem obiecujących dla służb PRL zagrywek w postaci antypolskich właściwości rodzinnych i własnych; konszachtów z agenturą niejakiej STASI; opluciem ile wlezie we własnej pracy magisterskiej I Marszałka Polski Józefa Piłsudskiego; nieudaną misją Donalda u księcia Jerzego Giedroycia w sprawie współpracy w wydawaniu literatury podziemnej; obiecującym pobytem Tuska  na milicji w związku z własną „wpadką” oraz niby lękiem przed zlokalizowaniem drukarni podziemnej, w konsekwencji pułapki zastawionej przez służby PRL; konstruktywnym powrotem na studia po ich wcześniejszym ukończeniu, aby założyć czyli mieć oko na NZS, w związku z „wybuchem” Solidarności.

Zostało to przez agenturę docenione. Teraz Donald Franciszek zajął się porządkowaniem spraw typowo partyjnie własnych. Zaczął od dokopania swojemu wówczas szefowi Bronisławowi Gieremkowi. Z kolei sprawił, że ludzie, którzy mu  w agenturalnej macierzy podpadli,  zaczęli wylatywać z różnych miejsc jak wystrzeleni z procy, a herr się umacniał i umacniał. Za nic miał lojalność, słowo i kulturalny dorobek pokoleń. Łgał jak z nut, gdyż wiedział, że ludzie ogłupieni przez propagandę wszystko kupią. Tak dojechał na barkach matołów skończonych do stanowiska premiera III RP.

Tutaj od razu zabrał się za rodzinę Kaczyńskich. Szczególną solą w oku był mu Lech, Prezydent Rzeczpospolitej.  Herr zapamiętał swoją klęskę wyborczą, kiedy już jako niby będący elektem do zostania głową państwa, dzielił skórę na niedźwiedziu, która tymczasem okazała się być zlewozmywakową szmatą. W rewanżu za ten blamaż, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki agenturalno-medialny szajs, rozpoczął egzekucję zwycięskiego Prezydenta. I tak dzień w dzień, godzina po godzinie, minuta po minucie siepacze niszczyli wszystko, co miało jakiś stygmat polskiej wiary i patriotyzmu.

Dzisiaj Donald Donaldowicz znalazł się w wirze walki o władzę na skutek dintojry do jakiej doszło w obrębie służb specjalnych, Tuskoidów, agentów obcych interesów i wszelkiej maści karierowiczów, którzy lgną do niego jak muchy do miodu. Całość obrazu dopełnia permanentne zakłamanie Tuska, które ma charakter wręcz patologiczny. Doszło do tego, że każda jego wypowiedź jest kontestowana, gdyż prawie zawsze istnieją fizyczne dowody na to, że jest inaczej, niż twierdzi.

Ten blamaż państwa polskiego jest pogłębiany przez innego przedstawiciela, tego czegoś co doszło do władzy w Polsce,  a mianowicie przez osławionego „Jezus” Maria Karol Bronisława. Ten ci specjalizuje się w lapsusach. Właściwie nie ma jego wystąpienia publicznego, po którym nie trzeba by się trzymać za głowę, tak jak by miała pęknąć z bólu. Można też śmiać się do rozpuku.

Dodatkowo obie te „znakomitości” uwikłane są w to co się stało pod Smoleńskiem, a także bezpośrednio przed i po tej tragedii. Jest także wielce prawdopodobne, że obaj mają w tej sprawie „nieźle za uszami”, i że w dalszym ciągu będą robić wszystko co w ich mocy, aby Naród nasz prawdy nie poznał. Sytuacja jest bez precedensu w ponad 1000-letniej historii Polski, której w konsekwencji grozi dramat w postaci kolejnego jej rozebrania i zniewolenia. Od nas tylko zależy, czy jako obywatele zachowamy się racjonalnie i położymy temu kres, czy też przez bierność przyłożymy rękę do degradacji naszej Ojczyzny. Da Bóg egzamin zdamy, jak ten np. w latach 1914-1920 czy 1980-1981.

Jutro tj. 12.10.2012 r.  obaj czołowi blagierzy na rynku politycznego handlu, a więc herr i „Jezus” Maria zasiądą w Sejmie. Celem tej operacji w postaci tzw. exposé, będzie namieszanie przez Donalda Franciszka w głowach wyborcom i wysłanie zaszyfrowanego sygnału  do uczestników dintojry, że to jeszcze Tusk dysponuje sprężynowcem ukrytym w rękawie.  Bronisław Karol prawdopodobnie głosu nie zabierze. Z wysokości balkonu erkujący i gestykulujący Pinokio, wyda mu  się nie tylko drewniany ale i zabawnie malutki. Belwederczyk z lubością przybierze pozę pierwszego znaczącego użytkownika tej szacownej rezydencji jakim był książę Konstanty Pawłowicz. Ów zasłynął m.in. swoim udziałem w zabójstwie własnego ojca. Teraz „Jezus” Maria ma zamiar powtórzyć na Tusku manewr zastosowany w stosunku do śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Jeszcze jeden ruch wspieranych przez Władimira Władimirowicza nominalnie polskich specjalnych służb wojskowych, i to on inicjator usunięcia z Krakowskiego Przedmieścia krzyża, stanie się  za pozwoleństwem sił wyższych lecz nie najwyższych, tym pierwszym, a nie tylko formalnie pierwszym.

Reklamy