Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Herr Donald Donaldowicz się ostatnio niezwykle uaktywnił politycznie. Brak czasu na doskonalenie własnych umiejętności w kopaniu piłki sprawił jednak, że kondycja intelektualna naszego asa mocno szwankuje. Jeżeli jeszcze do tego dodamy psychopatię zakłamania, to to co ów wygaduje, przeszło już w fazę zdecydowanie koszącą.

Zaczął ci Donald Franciszek od beznadziejnego exposé, a następnie zajął się water polo na Stadionie Narodowym,  by przejść następnie do wzięcia w centralne kleszcze łobuzów z policji, którzy dokonali w Opolu nocnego najścia na matkę dwojga dzieci w wielu 2 i 6 lat. Kobieta została aresztowana a dzieci pozbawione w ten sposób poczucia bezpieczeństwa, przyjaznego dotyku i miłości a więc przeżyły głęboką frustrację. Powędrowały na szczęście do przyjaznej rodziny zastępczej, o co postarała się sama matka. Okazało się przy tym, że to sam Tusk, tyrając jak nie wiem co, zafundował policji przepisy, z których ona skorzystała sekując nieszczęsną kobietę. Perfidia tego człowieka nie jest z pewnością mniejsza, niż Willi’ego Sonnenbrucha z dramatu „Niemcy” Leona Kruczkowskiego.

Już, już, umawiał ci Pinokio spotkanie piłkarskie, w którym zamierzał skopać po kostkach kilku oponentów we własnej (P)aradzie (O)szustów i uzyskać hat-trick, gdy okazało się, że pojawiła się sprawa trotylu i nitrogliceryny na rozpryśniętym na tysięczne kawałki Tu-154M 101. Miast meczu zatem herr zabrał się za zapasy w stylu wolnej amerykanki, z zamiarem założenia Nelsona i przy okazji pokopania, nie kogo innego jak rzecz jasna prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Zasugerował też wspierany przez etatowego grasanta we własnej Burgerplattform Partei, społecznego ciecia i specjalisty od lewych podpisów Pawła Bolesława, że w Polsce nie da się już żyć z szefem Prawa i Sprawiedliwości, podobnie jak się nie dało z jego bratem Prezydentem. Wprawdzie było już o tym wiadomo przed 10.04.2010 roku, jednak wtedy prezes na pokład znakomicie wyposażonego rządowego samolotu lecącego do Smoleńska nie był wsiadł. Nie był też uprzejmy wsiąść   Pan Antoni Macierewicz, co spowodowało następnie daleko idące skutki dla wydarzeń politycznych, mających miejsce w naszym zawszawionym agentami-zdrajcami  kraju.

Do sprawy zatem trzeba było wrócić i capo di tutti capi właśnie to zrobił. Smaczku całej sprawie dodał też fakt, że główny zainteresowany, a więc  redaktor Cezary Gmyz, który w Rzeczpospolitej zamieścił artykuł o wykryciu na szczątkach samolotu Tupolew trotylu i nitrogliceryny, na okoliczność tę nie był w ogóle indagowany. Wszystko jak zwykle wiedział najlepiej TVN, a Tusk łgał jak zwykle, choć już w innych momentach zrobił to nieporównanie znakomiciej. Dodatkowo w Ruso-Sowietach jedno z mediów wypowiedziało się, że tragedia smoleńska była efektem aktu terrorystycznego. O trotylu i nitroglicerynie poinformował też m.in. Głos Rosji.

Reklamy