Tagi

, , , , , , , , , , , , ,

Indywidua główne dwa, a każdy polski patriota wie o kogo chodzi – „obudowały” nam marsz w Święto 11 listopada, w sposób dla siebie charakterystyczny. Chodziło o takie zmanipulowanie rzeczy aby uchodzić za niby orędowników święta,  jednocześnie je deklasując. O coś zupełnie  przeciwnego chodziło śp. Prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu, który je postawił na piedestał.

Owi pierwsi dwaj wykonali swoją robotę na wszelkich możliwych poziomach, przy czym logika ich poczynań była tego rodzaju, że herr Donalda Donaldowicza nie obchodził np. brak flagi narodowej na gmachu Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w Alei Szucha. Dopiero uczestniczący w marszu 11.11.’12 patrioci z ramienia Gazety Polskiej i Solidarnych 2010, naprawili ten stan rzeczy. Tusk wyniósł się w owym czasie  z ziemi polskiej, a więc nie chodziło mu  o świętowanie czegokolwiek, a wręcz przeciwnie – ów się asekurował na okoliczność zaistnienia możliwych perturbacji, które sam wcześniej policji zlecił.

Z kolei „Jezus” Maria Karol Bronisław najpierw połazikował w pewne historyczne miejsca w grupie osób o reputacji, że szkoda gadać, po czym zamknął się przed ludem polskim w Belwederze, który policja nieopodal stacjonująca w nadzwyczajny sposób ochraniała. Na takie dictum najważniejszy poprzedni mieszkaniec tego przybytku, a więc  I Marszałek Polski – zaczął przewracać się w swojej metalowej trumnie na Wawelu. Zadziwiające, że tym razem nie było rozkazu Jacka Cichockiego, aby dołożyć wichrzycielom. Może dlatego, że kończył on liceum im. Marii Konopnickiej znajdujące się stosunkowo niedaleko (Madalińskiego) i nie chciał zapeszyć. W każdym razie, to jeszcze jedno indywiduum zaprzedało się ekipie herr Donalda Donaldowicza, i to mimo prezydenckiego epizodu ministra z lat 2005-2007.

Nie przeszkodziło mu to jednak wydawać rozkazów do podległych sobie służb, aby przed demonstracją nie nękać zbirów, znajdujących się m.in. w bocznych uliczkach,  a których policja traktowała bardzo spolegliwie albo wręcz po przyjacielsku. Działo się tak ze względu na kominiarki w kolorach przygaszonym zielonym, czarnym a nawet białym. Dzieciom, matkom, ojcom i wszystkiemu co żyje, dostało się od tej polskiej zrekonstruowanej milicji co się zowie.

Oto wzór politycznego załatwienia skomplikowanych spraw społecznych przez fantastycznego, genialnego i niezastąpionego Donalda Franciszka Tuska. Nawet żaden panujący z pocztu królów polskich nie wytrzymuje porównania z tym znakomitym przywódcą, który onegdaj genialnie wszystko przewidział, tak że w rezultacie i od dłuższego czasu, nie możemy w związku z tym dojść do siebie, a nawet co więcej, coraz bardziej wychodzimy na największych jeleni Europy.