Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

W oryginale Ci dwaj tytułowi bohaterowie wszystko rujnują, niezależnie od miejsca na świecie, do którego dotrą dzięki telewizji. Niestety tylko w Polsce zainstalowały się ich doskonałe klony  i urządzają nas nie mniej skutecznie jak oryginały, czyli  na cacy. I pomyśleć, że to na szczęście dopiero początek ich planów, może jeszcze uda się zapobiec katastrofie generalnej.

Pierwszy z nich – Filopat, czyli mgr historii Donald Franciszek – to patologiczny łgarz i w głównym wątku (filo – wątek) swojej działalności, zdecydowany miłośnik uczynienia z Polski protektoratu Niemiec zakamuflowanego Unią Europejską. Zabezpieczył się przy tym, będąc dodatkowo w swojej polityce  szczególnie spolegliwym w stosunku do Ruso-Sowietów, przez co w oczach agentury stał się postacią absolutnie godną zaufania i faworyzowaną. W kraju udaje twardziela. W rzeczywistości w relacjach z możnymi tego świata grzbiet ma wierzbowy. W konsekwencji usiłuje się ratować we własnych oczach opowiadając „głodne kawałki”, szczególnie o wyimaginowanych osiągnięciach własnej administracji oraz o zawyżonych sumach, jakie Polska ma rzekomo otrzymywać z Unii Europejskiej. Wysuwa również  permanentnie najróżniejszego rodzaju twierdzenia, będące w swojej istocie stuprocentowymi bredniami – choćby te o tragedii smoleńskiej, czy naturze problemu chuliganerii stadionowej. Uwielbiany przez oszalałe emancypantki o formach zunifikowanych markami Srieda czy Szczuaka. W rezultacie przekonany jest o swojej atrakcyjności, coraz bardziej jednak nadwątlanej syndromem Napoleonka z okresu  późnego  (wzrok i kosmyk nad czołem), z czego zdaję się nie zdawać sobie sprawy. Aktualnie Pinokio wkroczył był właśnie na kolejną wojenną ścieżkę, dążąc do rozegrania decydującej kampanii z polską racją stanu.  Zaprowadzi go to pod prywatne Waterloo. Rzecz nabierze takiego wymiaru, gdy okaże się, że przez nawykowe postępowanie ołga jednocześnie Angelę Dorothea’ę i Władimira Władimirowicza i oni to odkryją.

Patafil, także mgr historii lecz po bólach, czyli „Jezus” Maria Karol Bronisław jest również tworem patologicznym z tym, że żeby tak rzec, uzyskanym w spadku (fil – syn). Nade wszystko człowiek ten odziedziczył miłość do dwóch rzeczy – blagi i Ruso-Sowietów. Ponieważ wymaga to od niego stałej czujności, aby się nie zdekonspirować, ów popełnia permanentne lapsusy, stając się figurą tyle śmieszną, co tragicznie groteskową. Swój brak kompetencji pokrywa słowotokiem, nie mającym swoich odpowiedników w  realnym świecie, z wyjątkiem wszystkiego tego, co deklasuje resztki polskiej demokracji, jakie jeszcze tu i ówdzie wyzierają spod grubej warstwy agenturalnego nalotu. Figura ta jest beznadziejna intelektualnie, moralnie i politycznie. Potrafi jednak odnosić sukcesy agenturalne. Pod tym względem szczególnie niebezpieczny był w parze z Bogdanem Adamem Klichem. Obaj wyrządzili w krótkim czasie Polsce tyle szkód, że będzie nam się to jeszcze odbijało czkawką przez długie lata. Udawanie przez formalnego prezydenta, kogoś innego niż jest on w istocie sprawia, że z dnia na dzień, to co zostało mu wdrukowane na szkoleniach (imprinting), dochodzi do głosu mimo, iż jest to już dawno przestarzałe. Sytuację pogłębia nadto  skłonność nie do opanowania, mianowicie nawyk otaczania się łobuzami i miernotami. W ten sposób miłośnicy Kuźnic,  Nałęczowa i Michałowic, a także im podobni, zadeptują ścieżki, po których zawsze chadzały nasze imponderabilia. Projektują natomiast rzekome autostrady, którymi jednak nigdzie nie można dojechać, gdyż stanowią jedynie wymysł zdradliwej arogancji.