Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Psychopaci i jednocześnie agenci przeznaczeni na obszar III RP w ciągłym natarciu. Jednakże napęd skonstruowany na ogłupienie społeczeństwa polskiego musiał zostać tak wysilony, że w różnych miejscach pojawiły się poważne symptomy zużycia. U „capo di tutti capi” doszło nawet do raczej trwałego bo schizofrenicznego podziału osobowości na osobnika wyraźnie patologicznego z jednej i na wykonującego ochotnie zlecone  mu zadania z drugiej strony. Trzeba jednak przyznać, że jak na ogrom roboty wynikającej z wielkości poddawanego obróbce obszaru, jak i liczebności wchodzących w jego skład społeczności, zyski z tej kreciej roboty przekraczają nakłady wielokrotnie. Gog i Magog nie mają powodów do zmartwienia. Kompromitowanie  jak i wyczerpywanie aktywów państwa polskiego postępuje prawidłowo, wyprzedzając nawet wdrożony 5 lat temu, a przyjęty przy Okrągłym Stole w ogólniejszym zarysie harmonogram.

Magister historii Donald Franciszek liznął nieco na studiach tematykę dotyczącą Józefa Piłsudskiego i zauroczony jego skutecznością polityczną postanowił dokonać plagiatu z niektórych posunięć naszego fenomena. Szczególnie upodobał sobie Tusk udawanie choroby psychicznej, w której to późniejszy twórca II RP był tak skuteczny, że został przewieziony z Cytadeli do Petersburga celem leczenia. Umożliwiło to ucieczkę późniejszego I Marszałka z carskiej niewoli. Rzecz w tym, że udawanie dotkniętego psychiczną przypadłością naszego bohatera narodowego tak wycieńczyło, że rzecz całą postanowił był przerwać. Okazało się jednak, iż to właśnie uwiarygodniło w oczach fachowców chorobę, która ma właśnie taki a nie inny, epizodyczny przebieg i charakter.

Tuskopat, który dawno temu dorobił się był wilczych oczu (geny, wychowanie), zatem deficytów psychicznych w odróżnieniu od wielkiego Litwina udawać nie musiał, tym bardziej pojął wagę i moc umiejętnego udawania, kamuflującego rzeczywisty stan rzeczy. Pomyślał i wymyślił podaną ustami gwiazdora od siedmiu boleści Radosława Tomasza koncepcję watah. Odwrócono jednak relacje. Watasze cechy przypisano Prawu i Sprawiedliwości, podczas gdy w rzeczywistości, to Tuskopat zorganizował w ten sposób swoje stado. Żeby wzmocnić efekt propagandowy i zdublować pułapkę, uzupełnił koncepcję państwa opiekuńczego   o celująco bo dialektycznie zdefiniowane  pojmowanie  miłości. Powstało Tusk’s Welfare State  umożliwiające stosunkowo łatwe wzięcie na kieł (ang. tusk)* przysłowiowego „Czerwonego Kapturka”. Tak więc jest dzisiaj dodatkowo uprawnione  aby Tuskopat mógł o sobie powiedzieć, że czerwonym kapował zręcznie i nawet tzw. Turka czyli wiernych Najwyższemu lecz ciętych na liberalne lewactwo – bijał zdrowo, niczym w swoim czasie sam Sobieski.

Z kolei w odmianie Tuskafil Donald Franciszek gromadzi wokół siebie fanów swojego geniuszu do wytwarzania blagi i kręcenia lodów. Począwszy od ministrów, którzy stoją przed nim na baczność podczas cotygodniowych przywitań na Radzie Ministrów. Do miłośniczek jego talentu dokonujących prób pocałowania go w rękę, którym jednak nikt nie śmie nadać etykiety w stylu „moherowe berety”. W trakcie tych przywitań nasz geniusz wpada w styl idola narodu niemieckiego z lat 30 i początku 40 Adolfa Hitlera, podczas jego obchodów dziedzińca swojej kwatery w Berlinie w kwietniu i w pierwszych dniach maja 1945 roku. Z  oddali natomiast kibicują mu miliony głównie młodych rodaków, którym był umożliwił opuszczenie Ojczyzny, w celu wejścia w posiadanie słusznych porcji chleba bywa, że z masłem. Także urodzone tam dzieci naszych rodaków, ślą Tuskafilowi liczne wiązanki złożone z ukwieconych wyrazów, bo gdyby wszak nie on, to nie mogłyby się pojawić na tym świecie, którego odmianę polską są dopiero w stanie docenić z pewnego dystansu.

Niestety na lipnym honorze Tuskopata-Tuskafila powstała jednak jedna, początkowo nieznaczna  wydawać by się mogło rysa, która jednak w miarę upływu czasu  miała skłonność do niepowstrzymanego powiększania się, niczym niezabezpieczone pęknięcie przedniej szyby samochodu. Ta rysa to, jak się okazuje spaprany zamach, bo obliczony na: twardości diamentu brzozę, obrócony na plecy samolot, niekompetencję załogi, wódę, doskonałość sprzętu produkcji Sowietów (silniki działały nawet dłużej niż istniał samolot), samozacierający ślady przyziemienia grunt, materiał w postaci duraluminium o wytrzymałości porównywalnej z tekturą i kontrabandę do Ruso-Sowietów wielkiej ilości swojskiej kiełbasy i pasty do butów marki Kiwi**, które to skiwały misternie przygotowaną wersję, wprowadzając do śledztwa wątek nieszczęsnego trotylu.

Wygląda na to, że  Tuskopat-Tuskafil może skorzystać, tak jak m.in.  Andrzej ze szura, przeprowadzić kant wyborczy, względnie wprowadzić stan wojenny bis. Może  też zostać załatwiony przez własną ferajnę (przykład Gomułki, Gierka, Kani), która zwali na szefa zaplanowany wspólnie pod auspicjami Ruso-Sowietów skok na Tu-154M 101. Memento Mori.

———-

 * Zdaje się, że znielubienie przez Donalda Franciszka Anglików i Amerykanów ale również potencjalnie Australijczyków, Nowozelandczyków czy Jamajczyków wynika ze znegliżowania  językiem angielskim prawdziwej natury sztukmistrza z Sopotu. Dodatkowo mówienie po angielsku nie wychodzi Tuskowi dobrze, ze względu na ukształtowanie między kłami ozora, który w związku z tym ma skłonność do errkowania, charakterystycznego dla francuskiego czy niemieckiego a psującego angielski.

** Pierwszą reakcją Tuska po otrzymaniu informacji o znajdującej się na pokładzie samolotu wielkiej ilości pasty do butów marki Kiwi, była pretensja do znakomitego szefa kancelarii Tomaszka „Niechcic”-Arabskiego o to, że ów nie zadbał, aby to była nie mniej doskonała pasta Buwi.

Reklamy