Tagi

, , , , , , , , , , , , , ,

Jakby mało było podzielenia się w Parlamencie opłatkiem przez Metropolitę Warszawskiego Kazimierza kard. Nycza z m.in. udającymi na ten czas wierzących politykami, to następnie ni stąd ni zowąd, purpurat znalazł czas aby  wpisać się w nowy niestety rozdział skłamanej polityki rządu inspirowanej michniactwem. Odwiedził mianowicie w towarzystwie oficjeli sarkofag zamordowanego, pierwszego prezydenta II RP Gabriela Narutowicza. Spoczywa on w Bazylice Archikatedralnej pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela, w tej samej, w której co miesiąc odbywają się msze za Ojczyznę w związku z tragedią smoleńską. W ten sposób kardynał wpisał się w niegodziwą politykę rządu, która łączy zakończony skutkiem śmiertelnym zamach na przedwojennego prezydenta, z rzekomo niedawno udaremnionym i również rzekomo mającym doprowadzić do zamordowania dzisiejszej głowy państwa, tym razem z premierem i parlamentarzystami.

Żeby uwiarygodnić społeczeństwu skutki skłamanej retoryki, sięgnięto do prawdziwego wydarzenia z lat dwudziestych. W Polsce Ludowej i w III Rzeczpospolitej żaden z kulawą nogą polityczny pies nie interesował się grobem tragicznego prezydenta II Rzeczpospolitej. Ludziom komunistycznej i lewackiej władzy był on całkowicie obcy. Teraz jego los okazał się być użyteczny w planowaniu przez rządowych apostołów wiecznego regresu zamachu na wolność, z jednoczesnym zrobieniem przeciwwagi dla autentycznej martyrologii jaką życie dotknęło Prawo i Sprawiedliwość. To ta partia ma uprzywilejowaną pozycję, jeżeli chodzi o liczbę i intelektualną jakość zabitych przyjaciół spoczywających w grobach, mających także formę sarkofagu. Do takiego to sarkofagu Kazimierz kard. Nycz nie był do tej pory, jak mi wiadomo, uprzejmy się pofatygować mimo, że leży w nim człowiek, który m.in. był prezydentem Warszawy.

Systematyczne robienie rodaków w konia, to podstawowa działalność jaką zajmują się dzisiejsze polskie władze. Jednak koń potrafi wierzgnąć i połamać swojemu udawanemu opiekunowi gnaty. W tej sytuacji tym bardziej niezrozumiałe jest postępowanie Metropolity Warszawskiego, który służy jak może, ale bynajmniej nie sprawie katolików polskich, a innowierczej, gdyż zamordowany prezydent Narutowicz był ewangelikiem. Co gorsza kardynał swoim postępowaniem wspiera wręcz niewierzącą tłuszczę, której reprezentacja urządziła onegdaj  zamach na krzyż pod Pałacem Koniecpolskich. Zdaje się, że dla wielu katolików był to koniec zaufania do człowieka, który na warszawskim stolcu arcybiskupim znalazł się fuksem. I pomyśleć, że gdyby nie śp. prezydent Lech Kaczyński, to z kardynałowania byłyby nici. W ten sposób ten niewinny człowiek podpisał niejako własną krwią akt nominacji dla kogoś, kto dostatecznie już wiernych kościołowi rozczarował.

Reklamy