Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Zbliża się moment, kiedy częściowo trzymana w ryzach przez samego nią dotkniętego psychopatia Donalda Franciszka, a także przywary socjopatów z obozu władzy, utworzą taką mieszankę wybuchową, że wykorzystanie przez  społeczeństwo polskie zbliżającej się eksplozji, może odmienić oblicze polskiej ziemi. Nad zapalnikiem  bomby, pieczę sprawują jej konstruktorzy, czyli neokomunistyczna agentura, głównie wojskowa. Zawodnicy ci szykują nowe przetasowanie, na wzór tych z kolejnych dekad PRL. Od patriotycznej opozycji zależy, czy będzie do nadchodzących wydarzeń na tyle przygotowana, że potrafi wykorzystać nadarzającą się okazję, pozwalając się neokomunistom wziąć za łby, by w sposobnym momencie odebrać im władzę, czyli dobrać się wreszcie temu potomstwu Magoga-Belzebuba do mającej zapach siarki skóry.

To co miało miejsce dotychczas, to mniej czy bardziej zakamuflowane dintojry we własnym obozie. Początkowo jednak bez prawa do podrzynania gardeł istotom z agenturalnego  piedestału wiedzy tajemnej, w rodzaju gen. Gromosława ‚Che’ Czempińskiego (aktualne zagrożenie wyrokiem sądowym za zarzucaną mu korupcję), czy gen. Sławomira Jana Petelickiego (skuteczne ‚samobójstwo’).  Jeszcze przed datą 10.04.2010 system zwykłej dintojry okazał się być niewydolny, dlatego też do załatwiania „interesów” wkroczyli specjaliści, stosujący metodę propozycji nie do odrzucenia, ale nie w formie oryginalnej (Puzo), a w jej odmianie importowanej z Sowietów, czyli zbliżonej do rosyjskiej ruletki.

Teraz najważniejszym zadaniem rządzących jest niedopuszczenie do demistyfikacji całego agenturalnego środowiska, gdyż groziłoby to nieobliczalnymi zupełnie konsekwencjami. Nie skończyłoby się to na wywaleniu z życia politycznego, jak to miało miejsce w stosunku do towarzystwa, które formalnie funkcjonowało w oparciu o rząd Jerzego Karola Buzka, gdyż byłby to dopiero początek. Po nim nastąpiłyby dopiero rozliczenia właściwe, a więc procesowe, nie mówiąc już o gniewie ludu, w rodzaju tego z Insurekcji Kościuszkowskiej. Za to co zrobiono za Tuska,  o czym nie wie prawie nic opinia publiczna, osobom winnym zdrady stanu groziłyby najwyższe wyroki. W przypadku braku moratorium na wykonywanie kary głównej – nawet  śmierć.

Kariera dzisiejszego formalnego przywódcy agenturalnego ruchu dorabiającego się na krzywdzie Polski i Polaków, a więc Donalda Franciszka Tuska, była dla niego samego wielkim zaskoczeniem. Ten Nikodem Dyzma doby współczesnej został wywindowany na piedestał właściwie z powodów niezależnych od niego samego. Tak się rzeczy potoczyły, że w pewnym momencie życia polityczno-gospodarczego Rzplitej potrzebny był człowiek, mający zaufanie  agentów posiadających polskie obywatelstwo, z jednoczesnym reprezentowaniem tego wszystkiego, co niosła ze sobą współpraca wschodniego kawałka Goga, teraz wchłoniętego przez część zachodnią, z jeszcze całym bo niepoturbowanym na 4 mln km kwadratowych Magogiem. Jednocześnie człowiek ten nie mógł być obciążony wszystkim tym, co działo się między władzami PRL, a tymi z działaczy Solidarności, którzy poszli na pełną współpracę z komunistami i ich agenturą po roku 1989.

Na razie Donald Franciszek jeszcze trzyma nóż w rękawie i sobie niby to podchorowuje. „Jezus” Maria Karol Bronisław z kolei zgolił wąsy, czym oddzielił widocznym znakiem,  to co stare, od tego co dopiero nastąpi. Obaj to typy kute na cztery kopyta i wyszkolone do skutecznych działań po ciemnej stronie księżyca.

Nie po to Magog zainwestował w Polsce, we współpracy z oboma agenturalnymi obozami – wtedy idącymi razem – w zwieńczenie z 10 kwietnia tak wiele, żeby teraz nie skorzystać z nadarzającej się okazji i nie porwać się na więcej. Chce w ten sposób wykorzystać fakt, że anteny Goga są teraz dużo bardziej nakierowane do wewnątrz własnego obozu, z głównym azymutem na Zjednoczone Królestwo. Dodatkowo sytuacja wewnętrzna w Polsce sprzyja radykalnym rozwiązaniom. Po pierwsze żywioł patriotyczny i katolicki został sprowadzony do poziomu poniżej parteru, bo prawie że do sutereny. Ponadto w dzisiejszej Rzplitej doprowadzono w odróżnieniu do roku 1939, do przyjęcia się na nieporównywalną skalę przeszczepów antypolskich, funkcjonujących na zasadach jemioły tj. dobrze niby wyglądających, ale systematycznie niszczących żywiciela.

Wygląda na to i jest to bardzo prawdopodobne, że w roku 2013, w odróżnieniu od 1939, pierwsi do dzieła mogą się zabrać agenci wschodu, czyli Magoga. Dopiero po jakimś czasie cios będą chcieli wyprowadzić ci od Goga, nazywając to sojuszniczą pomocą połączonych sił UE, ze wsparciem NATO. Rzecz w tym, aby umieć wykorzystać brak synchronizacji działań zdrajców  i w powstałej luce, umieć zablokować wysiłki agentury, masowym oporem patriotów i katolików, czyli praktycznie całego narodu. Tym samym sytuacja stanie się patowa, co będzie musiało doprowadzić do rozpisania nowych wyborów. Jeżeli nasze społeczeństwo nie da się wtedy wykiwać, uratujemy siebie i Polskę.