Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Okazuje się, że jednak Donald Franciszek to znakomitość i rację niewątpliwą miał Sławomir Ryszard ‚Model’ Nowak, który jako pierwszy dopatrzył się w prapremierze geniuszu. Jako nacja tak się staramy, niemalże „wychodzimy ze skóry”, a np. w nauce światowej nie istniejemy, choć profesorów ci u nas dostatek. Żeby choć jakiś jeden „nobelek”, niechby zbiorowy. A tu ‚niczewo’. Jest jednak Tusk.

Zaambarasowani polityką i permanentnie dezinformowani przez tzw. patriotów i katolików, nie zauważyliśmy w naszym Prezesie Rady Ministrów wybitnych zadatków zupełnie  innego lecz zasadniczego rodzaju. Oto bowiem po bliższym przyjrzeniu się wielkiemu dorobkowi Tuska, ujawniła się zaskakująco jego wybitność wielka w dziedzinie stanowienia praw. Nie, nie, nie chodzi o legislaturę. Rzecz dotyczy nauk społecznych, szczególnie ekonomii.

Jak do tego doszło? Oto pracując niestrudzenie latami, a z rządem polskim ponad lat pięć, nasz fenomen otaczał się przede wszystkim ludźmi wybitnymi. W tym względzie istotą, której nie można przecenić jest Paweł Bolesław ‚Cieć’ Graś. Chodzi o to, że ów zawsze wnosi sobą wartości zupełnie niespotykane. Przede wszystkim już samo częste wymawianie jego szacownego nazwiska doprowadziło pryncypała do wielkich postępów w dystyngowanym akcentowaniu ‚r’, co np. zaprocentowało natychmiastowym sukcesem podczas ostatniej wizyty delegacji polskiej we Francji. Oto bowiem tamtejszy prezydent, zachwycony wymową ‚r’, która w jego języku ma znaczenie kapitalne, zgodził się przyjąć nieocenioną pomoc Polski w sprawie Mali. W zamian François Gérard Georges Nikolas Hollande wyprze Polskę z miejsc, do którego dostęp mają tylko ci, którzy  posługują się rozumem. Szykują się nam zatem wizyty ludzi wymiarami małych takich jak Tusk i Graś w Mali.

Oprócz  rozgryzienia za pomocą Pawła Bolesława niuansów języka francuskiego, Graś jako z definicji znawca grasicy, a więc gruczołu kształtującego odporność organizmu, doprowadził prapremiera i cały rząd do żelaznego zdrowia (fakt ten tłumaczy onegdajszą obojętność Ewy Bożeny ‚Skop’ Kopacz na zakup szczepionek przeciwko grypie), ze szczególną odpornością na zarazę argumentów merytorycznych opozycji. Wprawdzie pryncypał udał się ostatnio do szpitala, co było m.in. raczej spowodowane rozpatrywaniem w Sejmie znakomitych i nowatorskich projektów, mających na celu dokopanie małżeństwu tradycyjnemu, to jednak w finale zrobił doskok i wstąpił na mównicę sejmową, wypowiadając się „ni w pięć ni w dziewięć”, a więc bardzo nowocześnie, w sprawie ministra sprawiedliwości Jarosława Adama Gowina.

Minister ten jest niewątpliwym „ulubieńcem” Salonu i jego redakcyjnych wydalaczy słów m.in. w postaci „rzygać się chce” Jacka Żakowskiego. Wynika to z rezultatów uzyskanych za pomocą unikalnej komputerowej analizy semantycznej nazwiska ministra, a przeprowadzonej przez naukawców od bla, bla, bla a nawet typu prof. Jerzego Bralczyka. Okazało się bowiem, że składnikami pięcioliterowego zawołania Gowin są angielskie wyrazy: ‚go’ (iść) i ‚win’ (wygrać).

Otrzymany rezultat analizy przeraził całą salonową nowoczesność do tego stopnia, że nie dała poleżeć Donkowi spokojnie nawet w szpitalu, ani tym bardziej pojechać do bezkonkurencyjnego sanatorium usytuowanego nad Donem. Dodatkowo pięć liter nazwiska, to nie cztery prapremiera i jego światłego rzecznika. Samo ‚win’ zinterpretowane zostało jednak przez Pawła Bartosza Olszewskiego, jako niewątpliwe przyznanie się Jarosława Adama do jakiejś winy. Trzeba przyznać, że rzecznik prasowy klubu (P)atafianów (O)bmierzłych, którego do tej pory największym rozwojowym osiągnięciem, było przypisanie posiadania nieistniejącego Maybacha o. dr. Tadeuszowi Rydzykowi, to czołówka światowa w dziele wydalania słów zamiast moczu.

Przerażenie Salonu spotęgowane zostało ponadto przez fakt, że przed nazwiskiem Gowin występuje zapis ‚dr’, a nie jak w przypadku Tuska ‚mgr’, czy ‚mgr’ ale sztukowane, jak to jest u Grasia, któremu w tych warunkach nie bardzo wyszło grasowanie z podpisami, co była zauważyła prokuratura. W sprawie Jarosława Adama wezwani na pomoc liczni znawcy w piśmie stwierdzili, że ‚dr’ to niewątpliwy skrót od angielskiego dream (marzenie). Trudno się zatem dziwić, że to ostatnie odkrycie doprowadziło Saloon do apopleksji i postanowiono Gowina, za klasykiem ale jednak nie mgr. Radosławem Tomaszem Sikorskim, dorżnąć i wypatroszyć. Nie sposób bowiem tolerować takich niepostępowych, w dodatku występujących w triadzie czyli trójcy znaczeń: marzenie – iść – wygrać. Na początek uziemiono Dreamlinery, które mogłyby się niewłaściwie kojarzyć, przypominając w ten sposób o istnieniu fatalnego, również z powodu pierwszego imienia – Jarosława Adama – biorąc jednak imię drugie, za okoliczność łagodzącą.

W tej wydawałoby się beznadziejnej sytuacji, prapremier nadludzkim wysiłkiem woli i intelektu ogarnął całą społeczno-ekonomiczną sytuację na świecie w jedno i ukierunkował dalsze prace w PO poprzez sformułowanie sensacyjnego naukawego prawa, wyrażającego zależność między stanem powierzchniowej struktury skóry głowy głównego przywódcy a postępem, czyli dochodzeniem ludzkości do nowoczesności. Rozgryzł rzecz mimo ciągłych telefonów również sztukowanego mgr. Adama Michnika, który okradał go w ten sposób z życia, cedząc przez kilka minut jedno zdanie i wspominając coś o kubliku i śmietniku historii, czy coś takiego. A oto generalna postać tego prawa – „im czuprynki mniej, tym dobrobytu dla wybranych więcej”.

W warunkach państw typu polskiego (prawdopodobnie istnieje tylko jedno takie państwo) prawo to ma jednak postać bardziej szczegółową i zgoła różną a więc – „wydatnemu zmniejszaniu się powierzchni i gęstości czuprynki przywódcy, towarzyszy równie nieubłagane dochodzenie do ruiny całego państwa”.

PS. W związku z opublikowaniem w całej specjalistycznej prasie światowej owej naukawej rewelacji mgr. Władimir Władimirowicz przesłał na ręce Donalda Donaldowicza depeszę gratulacyjną, w której stwierdził m.in., że Rosyjska Akademia Nauk wystąpiła z wnioskiem do Banku Szwecji o przyznanie nagrody im. Alfreda Nobla  w dziedzinie ekonomii Władimirowi Putinowi i Donaldowi Tuskowi, z jednoczesnym określeniem wyników ich badań, jako pierwszego i drugiego prawa Putina-Tuska. W odpowiedzi strona polska wyraziła zachwyt nad tą propozycją i pogratulowała  Władimirowi Putinowi, jego decydującej roli w dojściu do tego znamienitego naukawego osiągnięcia.

Niedługo po tym rzeczywiście ogłoszono, że Nagrodę Nobla w dziedzinie ekonomii przyznano duetowi magistrów Putin-Tusk. Na całym świecie run zaczęły przeżywać zakłady fryzjerskie. Klienci masowo przerzedzali szczególnie z przodu swoje czuprynki, dodatkowo farbując włosy na blond-rudo. Także kobiety mające do tej pory długie włosy, zmieniały uczesanie na chłopczyciaste. Zdumiony świat na nowo odkrył Rosję, dowiadując się jednocześnie, że jej główną prowincją stał się Priwislanskij Kraj.