Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Wielkimi krokami nadchodzi czas rozliczeń. (P)owszechny (O)bciach udaje „Greka”, bo tak na prawdę spietrany jest. W sprawie naukowego podejścia do tragedii smoleńskiej trwa  jednostronne „targanie Laska po szczęce” mimo jego permanentnych lecz schematycznych uników. Sekundant-menadżer Tusk, nie chce rzucić ręcznika na ring, choć już  wiadomo, że temu laskowi, to  nawet całe stado dzięciołów nie pomoże. Wprawdzie jest jeden zasłużony Dzięcioł Bogdan płk., który był obiecującym sędzią i nawet w sprawach polityczno-pięściarskich zafundował członkom opozycyjnego podziemia 4 werdykty knockout definitywny. Jednakże ów do akcji nie wkroczy i słaniającemu się oraz niekontaktującemu Laskowi, ręki na znak zwycięstwa nad będącym lepszym o kilka klas  Antonim nie podniesie. Arbiter Dzięcioł w ramach rozliczeń w obrębie własnego mocno przez marksizm-leninizm nadwątlonego sumienia, zabierze się bowiem intensywnie bardzo, nie za ratowanie reputacji osiwiałego gwałtownie Laska czy króla kelnera politycznego Saska, a za prostowanie dziobów dzięciołom, wykładając rzecz całą w swej pracy – „Sławkowianie. Piekoszewscy, Dzięciołowie” T.2.

Natomiast Antoni, którego Polacy zechcą zapewne kiedyś uczynić świętym*, przed rundą decydującą nawet w swoim narożniku nie był usiadł. Tymczasem obitemu po facjacie, która na ten czas doznała szczękościsku i na wpół przytomnemu Laskowi, cała mocno już sczerstwiała Czerska, rzuciła się na pomoc. W takt utworu Beatles’ów „Help” posłużono się masażem, zawoalowanym lecz niedozwolonym dopingiem i technikami psychologicznymi. Po wszystkich pionowych (trener Anita do kita) i poziomych (trener Piotr od: |A|tak, |T|warz, |K|olano) korytarzach hali do specjalnych poruczeń im. osobnika honoru gen. broni Czesława, biegali rozgorączkowani asystenci sekundanta-menadżera, donosząc najrozmaitsze specyfiki. Doszło do tego, że nawet najbardziej pojemny choć wadliwej konstrukcji kublik został zasypany zużytymi po nich opakowaniami.

Faraon interesu zbudowanego na (G)wałcie (W)ielorakim czyli Adam Michnik, się zdenerwował jeszcze bardziej, niż w trakcie przesłuchania przed komisją śledczą, kiedy to chciał doświadczyć opuszczeniem lokalu, nawróconego wtedy chwilowo w kierunku prawdy, byłego działacza PZPR naukawca i przewodniczącego Tomasza Nałęcza. Do ukarania „michniczki” jednak nie doszło, choć to szef komisji, za obrazę jej majestatu, powinien krzykaczowi Michnikowi wlepić solidną grzywnę, tak, żeby ów „ruski miesiąc popamiętał”. Zatem do uiszczenia  tej opłaty wtedy nie doszło, ale w trakcie terapii Laska, michniaczka wściekła się jak nigdy dotąd. Stało się tak tym bardziej, że ów zapamiętał sobie dobrze wyczyn boksera Gwardii Warszawa wagi ciężkiej Laska, który w pierwszych sekundach walki, zmiótł był z ringu pewnego intelektualistę, złotego medalistę Igrzysk w Monachium i aktora, któremu wydawało się, że jest również znakomitym bokserem. Okazało się tym samym, iż Lasek Laskowi nierówny, i że trzeba będzie ponieść teraz konsekwencje bredni opowiadanych narodowi w sprawie smoleńskiej przez prawie 3 lata oraz przez dwadzieścia kilka lat w ogóle. Rzecz była tym bardziej bolesna,  iż po raz kolejny, patriota Antoni Macierewicz pokrzyżował literatowi Adamowi Michnikowi jego szeroko zakrojone i dalekosiężne plany. Doszło nawet do ekscesu, bo z tego wszystkiego ów zaczął jeszcze bardziej literować wymowę słów, choć od dawna nie używał już nowoczesnych, a więc postępowych typu stringi niewymownych.

Mimo gongu na rundę finałową Lasek i narożnik trzymali się razem. Sędzia gdzieś się zapodział, więc nie miał kto ogłosić zwycięstwa Antoniego. Sekundant-menadżer Tusk już w tym czasie  był spieprzał w kierunku Alei Ujazdowskich,  rzucając nienawistne spojrzenie na mijany Belweder, w którym ‚Jezus” Maria Karol Bronisław zabierał się był właśnie, za wykonanie telefonu do pobliskiej ambasady, w sprawie prolongaty czekającego go podatku od tchórzostwa, praktycznego angielskiego pomysłu. Agnieszka Kublik powoli wygrzebywała się ze śmieciowych terminów, w które popadła wraz z ratowaniem formy Laska. Rozczarowana publiczność klęła na rząd na czym świat stoi, a sytuacja stała się podbramkowa, niczym na Narodowym Basenie zwanym Stadionem Narodowym.

Nie ma dnia żeby czy to oficjele, neokomunistyczne nieudacznictwo i zbrodniarze, dawno zafajdane autorytety, czy też po prostu złodziejskie obwiesie spod ciemnej gwiazdy PO i PSL, na różne sposoby się w istocie rzeczy nie tłumaczyły z własnych bezeceństw. Nazywają je sukcesami, lecz one równie codziennie odbijają się Polsce, coraz bardziej intensywną czkawką. Bezczelnego obijania nas i naszej Ojczyzny ciosami poniżej pasa, których sędziowie udają, że nie widzą, tolerować dalej nie sposób. Zatem godnie i zgodnie trzeba zafundowanemu nam w Magdalence towarzystwu powiedzieć na wzór śp. Prezydenta – spieprzajcie dziady.

———-

* Święty Antoni z Padwy wstąpił do zakonu franciszkanów po zamordowaniu w Maroku 4 duchownych tego zakonu, którzy zaimponowali mu prostym i pogodnym stylem życia. Nazywany „młotem na heretyków”. Obdarzony był darem wymowy i przemawiania. Słuchały go tłumy, a jego kazania papież uważał za „szkatułkę Biblii”. Po otwarciu jego grobu w 30 lat po śmierci, okazało się, że zostały tylko kości oraz język, który wyglądał jak „żywy”.

Reklamy