Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Tak więc znakomity duet magistrów Tusk – Rostowski już na pewno przejdzie do historii Polski. Co rusz  biedacy muszą planować niczym Szpicbródka* nowy skok na kasę. A potrzeby rządu, mimo permanentnej spychologii kosztów na władze lokalne, zwiększają się w tempie sprinterskim. Oto skutki nieustającej polityki blagi, którą przyjęto jeszcze przed przejęciem rządów przez (P)adalców (O)ślizgłych. Dzisiaj ta para bez pary tworzenia dobra (Donald – Jan) podaje, że to przez kryzys, który nastąpił gdzie indziej. Ale jak o poważnych skutkach załamania bankowego mówił śp. Prezydent Lech Kaczyński twierdzili oni, że żadnego kryzysu nie ma. Nie chcieli pożyczać pieniędzy, aby maksymalnie wykorzystać środki z UE. Teraz rabują, likwidują i dają zastawy gdzie popadnie by pozyskać grosz. Środków jednak wciąż mało i mało, mimo wykańczania finansowego wszystkiego co nawinie się pod rękę, jak np. OFE czy KGHM.

w 2010 roku, a więc w nieco ponad trzyleciu rządów duetu magistrów Donald, Franciszek – Jan, Antony Rzeczpospolita dzięki planowi permanentnej destrukcji nakierowanej na państwo, osiągnęła najwspanialszy deficyt w dziejach, a mianowicie 52,2 i największy jego przyrost w ciągu roku tj. 36,3 mld zł. Rządy (P)adalców (O)ślizgłych przebiły zatem do tej pory najznakomitszego w tym względzie fenomena, czyli prof. Jerzego Karola Buzka odpowiednio 32,4 i 25,6 mld. zł. Nic zatem dziwnego, że bratnie dusze Tuska i  Buzka tak łatwo odnalazły się w korcu maku, a raczej należałoby powiedzieć, w zbudowanym przez agenturę rynsztoku. Dzięki temu  mieliśmy połowicznego przewodniczącego Parlamentu Europejskiego. Także niby walczący o naprawę finansów Rzeczpospolitej po Jerzym Karolu rząd Leszka Cezarego Millera, który podawał w tej w tej sprawie prawie same bzdury, uzyskał wynik w postaci 41,4 deficytu i jego przyrost w ciągu własnych rządów o 9 mld zł, choć mimo to twierdził, że uratował rzekomo od katastrofy finanse kraju.

Wracając do rządów największego stratega od mistyfikacji w dziejach czyli Donalda Franciszka Tuska, to w pierwszym roku swych rządów powiększył on deficyt państwa o 8,4, w drugim o 2,9 a w trzecim o kolejne 25 mld zł. W 2011 roku, a więc w roku wyborczym Pinokio zabrał się za  mnożenie chlebów i ryb doprowadzając do  niby to rekordowego zmniejszenia deficytu bo o 27,2 czyli do wysokości 25 mld, by w następnym roku ponownie go powiększyć do 31 mld zł. Efekt zmniejszenia deficytu uzyskał Tusk okradając obywateli ze zdeponowanych w OFE sum, co najmniej 30 mld zł w latach 2011-2012. Tym samym oba ostatnie deficyty to nie 25 a 40 i nie 31 a 46 mld zł. Podobnie jest z wielkością jednokrotnie  zmniejszonego deficytu, bo chodzi tu o kwotę 12,2, a nie 27,2 mld zł. Dodatkowo Tusk pozbawił społeczeństwa lokalne poważnych dotacji centralnych na infrastrukturę, szkolnictwo, żłobki, ośrodki kultury, biblioteki, rolnictwo, itd. To wszystko w warunkach potężnych dotacji otrzymywanych z Unii Europejskiej, które powinny stymulować do rozwoju, a więc wydatnego zwiększania przychodów z podatków czy innych płatności bezpośrednich.

W tym towarzystwie jakże odbiega od standardu rządów światłości wielkich, władza  „faszystów” z Prawa i Sprawiedliwości, kiedy to zmniejszono deficyt o rekordowe 12,8, ustanawiając go na poziomie 16 mld zł i to przy zmniejszonych podatkach a nie okradaniu obywateli. W jednym tylko roku finansowym (2007) deficyt państwa zmalał o prawie 10 mld zł. Stało się to kiedy funkcję premiera sprawował dr Jarosław Kaczyński. Wcześniej podobny wynik osiągnął między majem 2004 a październikiem 2005 roku prof. Marek Marian Belka (12,5 mld). Zdaje się to dowodzić dodatkowo prawdy, że w porównaniu do skutków działań rządu Buzka, agent agentowi nierówny.

Alexis Henri Charles Clérelde, wicehrabia de Tocqueville, na co zwraca uwagę „Gazeta Polska codziennie” stwierdził niegdyś, że: „Nie ma takiego okrucieństwa ani takiej niegodziwości, której nie popełniłby skądinąd łagodny i liberalny rząd (agenturalny tym bardziej – dop. autora), kiedy zabraknie mu pieniędzy”. Działalność Tuska i jego rządu wyczerpuje tę diagnozę w zupełności.

———-

* Czyli Stanisław Antoni Cichocki. Wcale bym się nie zdziwił gdyby okazało się, że Jajacek Cichocki nadzorca tego całego bajzlo-biznesu zorganizowanego przez Ksuta ze wsparciem (P)ublicznego (O)mamu – który tylko siłą zwyczaju nazywa się rządem – okazał się być krewniakiem Szpicbródki. Tłumaczyłoby to znakomicie osiągane przez Polskę wyniki finansowe. Nie daleko wszakże pada jabłko od jabłoni.

 

Reklamy