Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Minęło już ponad 10% XXI w. a stare chwyty z połowy wieku XX nie rdzewieją. Oto komunistyczna Korea próbuje zastraszyć bronią atomową Stany Zjednoczone i jej demokratycznego odpowiednika. Wydawać by się mogło, że to idiotyzm. Jednak retoryka tego działania jest dziwnie znajoma, bo poparta polityką i słownictwem  tak absurdalnym, że od razu przywodzącym na myśl wyczyny Sowietów.

Oto ZSRS obłowione w II Wojnie licznymi zagarniętymi terytoriami i podbitymi państwami, chciało skorzystać z międzynarodowej koniunktury i dokonać dzieła, jakie bolszewicy nieśli na sztandarach od początku dorwania się do władzy w Rosji. Chodziło o rzekomą walkę o pokój, zaś w rzeczywistości podbicie całego świata. Na szczęście w 1920 roku w paradę weszła im  odrodzona Polska, która po dwóch rozegranych przez Naczelnika Piłsudskiego w stylu napoleońskim bitwach, zmusiła Sowiety na czas jakiś, do rozstania się z tym obłędem.

Przygotowania do kolejnej próby tego rodzaju Sowiety podjęły w roku 1945 kiedy to miały w planie „twórcze” przedłużenie II Wojny o uderzenie na Zachód, w nadziei zaprowadzenia w ten sposób komunistycznego obłędu w całej Europie. Ku ich kolejnemu wielkiemu rozczarowaniu okazało się, że USA zbudowały bombę atomową, przez co z ich planów wyszły „nici”.

Niestety świat doświadczył w ten sposób tylko 4 lat spokoju, bo oto w roku 1949 Sowiety weszły w posiadanie i tej broni. Niepomne, że w tym czasie USA będąc monopolistą w sprawie bomby atomowej mogło z ZSRS zrobić marmoladę, Sowiety stosując retorykę rzekomo oblężonej przez imperialistów twierdzy, a sami nimi będąc, zastosowały taktykę międzynarodowego jątrzenia i to na wielką skalę. Jeszcze wówczas Ameryka miała szansę przywołania Stalina do porządku, gdyż nie dysponował on wówczas odpowiednim zapasem tych bomb i nie byłyby w stanie skutecznie militarnie odpowiedzieć. Czas ten został stracony.

W tych warunkach ZSRS w ramach swoistego rodzaju testu rozpętał za pomocą koreańskich i chińskich komunistycznych hord, wspieranych rosyjskimi doradcami, wojnę poprzez zaatakowanie sojusznika USA – Korei Południowej. Jednak wbrew rachubom komunistów społeczność międzynarodowa stanęła murem za napadniętymi. Pod auspicjami ONZ wysłano do Korei wojska, które dowodzone przez generała Douglasa McArthura załatwiły sprawę tak, że komuniści nie otrząsnęli się z klęski do czasu kryzysu kubańskiego.

Dzisiaj KRL-D inspirowane przez złowrogi duet Chiny – Ruso-Sowiety, dąży do rewanżu, traktując USA dokładnie tak samo, jak robił to Stalin czy Mao Zedong w 1949 roku, za nic mając rzeczywisty stan rzeczy. O ile jednak wtedy Sowiety ani tym bardziej Chiny nie dysponowały ani strategicznym lotnictwem bombowym ani transkontynentalnymi rakietami, to dzisiaj Korea PŁn. w stosunkowo już krótkim czasie może stosowną rakietę balistyczną skonstruować (niewykluczona pomoc techniczna przyjaciół). Wtedy zamach na Trade Center może się okazać „małym pikusiem” w stosunku do tego, co może mieć miejsce.

Zidiociała północnokoreańska soldateska z Kim Dzong Unem na czele na pewno rzecz starannie przemyślała. Sprawowanie przez średnio rozgarniętego Mulata rządów w Stanach Zjednoczonych jest swoistym zaproszeniem, żeby wejść USA na głowę, a przez to zagrać na nosie wszystkim demokracjom. KRL-D czuje się mocna, tym bardziej że militarnie wspierana jest po cichu przez niektóre dawniejsze demokracje ludowe. Jedynym rozwiązaniem wydaje się jak najszybsze załatwienie sprawy, nawet przez odpowiednio zaplanowany atak prewencyjny. Odkładanie tego na później, nie przyniesie na pewno niczego dobrego. Niczego dobrego społeczności międzynarodowej nie przyniesie również przehandlowanie Tajwanu za KRL-D.

Reklamy