Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Donald Donaldowicz powołał kolejny wespół-zespół w sprawie smoleńskiej, tym razem pod prymusostwem dr. Macieja Grzegorza Laska. Zrobił to w celu powciskania ludziom świeżego kitu, bo poprzedni się rozsechł i rzecz nie trzyma się kupy. Przyznam, że niestety poniewczasie stwierdziłem, iż jest jedna oczywistość oczywista dotycząca członków znakomitej komisji Jerzego Millera, pierwowzoru tej nowej. Oto w jej skład wchodził geniusz, którym jest bez wątpienia ppłk. pil. Robert Benedict. Zajął ci on u młynarza*, wszak to oznacza określenie miller w języku angielskim czy niemieckim, miejsce wyjątkowe. Stał się jedynym ekspertem, który posiadł empirycznie wiedzę na temat zabronionych regulaminem lotów koszących odrzutowcami na niskiej wysokości, za co uzyskał nagrodę Ikara, jak również przyziemień przed pasem startowym lotniska latawcem. Tak można nazwać motoszybowiec w stosunku do dużych samolotów pasażerskich jak np. Tu-154M.

Wyczyn pułkownika, który polegał na jego olbrzymim zaangażowaniu w dochodzenie do „prawdy” o tragedii smoleńskiej, jest bez precedensu. Oto Robert nie mógł żyć w wątpliwościach, co do tego, co był zawarł w słynnym raporcie skomponowanym przez Anodę z tajnym wspomaganiem Katody, przez co prąd zdrady popłynął. W wypocinach tych stwierdzono odcięcie przez brzozę części lewicy samolotu, a więc kawałka lewego skrzydła tupolewowa. ‚Benek’ postanowił rzecz sprawdzić doświadczalnie. Zaowocowało to próbą lądowania tuż przed lotniskiem Bemowo w Warszawie, w trudnych warunkach atmosferycznych i na oparach paliwa statkiem powietrznym PW-4 Pelikan. W trakcie tego niezwykle inteligentnie obmyślanego doświadczenia, podpułkownik pojechał skrzydłem po metalowej latarni. Stało się to, co twierdził zawsze. Latarnia jak brzoza skapitulowała, tj. została usunięta z drogi. Jednak ku zaskoczeniu ‚Benka’ skrzydło tego aparatu lotniczego mimo, że nieskośne jak w Tu-154M pozostało całe. Wyjaśnienie różnicy tj. pozornej sprzeczności z tym, co się stało z płatami obu samolotów w momencie zdarzenia powietrznego opracował podpułkownik później, gdyż wcześniej został odwieziony do szpitala z powodu doznanych poturbowań.

Będąc już bohaterem i pozostając w stanie powypadkowego cierpienia, ppłk. pil. Robert Benedict genialnie rozgryzł tę pozorną sprzeczność. Rzecz się miała następująco. Oto płat Pelikana powstał z kompozytów, był lekki, elastyczny i został wykonany przez rodzimych a nie rosyjskich fachowców. Zważywszy, że motoszybowiec leciał prawie trzy razy wolniej niż Tu-154M, i miał nieporównanie niższą masę, w związku z tym jego pęd był ponad tysiąckrotnie mniejszy. Zatem siła jaka zadziałała na skrzydło też była nieproporcjonalna. Jednak wystarczyło to na metalową latarnię wykonaną we wspaniałej radzieckiej technologii. Jak „rąbło to puściło” i cześć. Puściła zatem latarnia. Tymczasem płat samolotu był bardzo elastyczny i w trakcie uderzenia odgiął się niczym guma, by następnie powrócić do stanu wyjściowego. Ta praca płata wyzwoliła z kolei masę energii, którą wprowadziła statek powietrzny Pelikan w turbulencję, przez co nastąpiło przyziemienie, kontrolowane jednak wielką siłą woli ‚Benka’. Uratowało to statek powietrzny, pilota i pasażera lecącego w charakterze eksperta-świadka. Tym samym wszystko pozostało całe, tylko latarnia się wygięła.  Gospodarz miasta Hanna Beata Gronkiewicz-Waltz natychmiast znalazła z tej sytuacji wyjście. Wysłała bowiem na miejsce pracownika, potomka w prostej linii Powały z Taczewa, który rzecz wyprostował.

Wraże CIA mimo czujności pracującego społecznie WSI i bratniego GRU uzyskało jednak wgląd w raport naszego ‚Benka’. Dzięki temu bez kosztownych badań Amerykanie posiedli tajemnicę elastycznego kompozytowego płata, wprowadzając go do seryjnej produkcji w samolotach Boening 787. Jeszcze raz okazało się jacy są imperialiści, którzy i tym razem ograbili Polskę z jej oryginalnego dorobku.

Tymczasem do leżącego jeszcze na łożu boleści bohaterskiego polskiego Ikara ppłk. Roberta Benedicta zadzwonił był jego duchowy ojciec Dedal, we współczesnej formie pilota generała majora Władimira Benediktowa. Człowiek ten ze znakomitą skutecznością zajął się telefonicznie z Moskwy ostatnim lotem Tu-154M 101. Nasz bohater od razu lepiej się poczuł i stanął na baczność. Rozmowa przebiegła w rodzinnej atmosferze do tego stopnia, że ‚Benek’ zawsze może liczyć na towarzyszy z Ruso-Sowietów. I w żadnym razie nie skończy jak prawdziwy Ikar lub zbiorowy samobójca, pod warunkiem, że odczepi się od radzieckich technologii.

———-

* Miller Jerzy jako główny młynarz młyna, który wyprodukował w postaci osławionego raportu taką mąkę, że chleba z niej nie będzie, teraz siedzi cicho, niczym ‚mysz pod miotłą’. Rzeczywiście raport ten nadaje się jedynie do tego, żeby go myszy zjadły. A może też i Millera jak Popiela też zeźrą. Bardzo byłoby to dla Polski wskazane.