Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , , ,

Jak blisko trzy lata temu usłyszałem słowa Metropolity Warszawskiego arcybiskupa Kazimierza Nycza (obecnie kardynał) na temat harcersko-smoleńskiego krzyża z Krakowskiego Przedmieścia w Warszawie, nie wierzyłem własnym uszom. Jak by tego było mało usunięty za sprawą śp. kardynała prymasa Józefa Glempa z funkcji sekretarza generalnego Konferencji Episkopatu Polski bp. Tadeusz Władysław Pieronek* świadczył na bieżąco agenturalne usługi, piorunując tę ideę, jeszcze bardziej szastając niemądrym słowem. Sytuacja dla człowieka wierzącego, jakim jestem, stała się nie do zniesienia. Co prawda z Pieronkiem uporałem się bez zwłoki sam – niech idzie w perony, lecz z metropolitą już nie. Miałem nadzieję, że szybko wróci do polskich imponderabiliów.

Niestety czas płynął i kardynał nie dawał choćby jednym słowem nadziei, że wspiera autorytetem kościoła katolików, którzy przejawiali liczne patriotyczne inicjatywy. Dziwna działalność metropolity nie skończyła się niestety na pomocy władzy w usunięciu harcersko-smoleńskiego krzyża, który z powodów kardynalnych winien być jego oczkiem w głowie. Metropolita zaczął wyczyniać różne dziwaczne rzeczy, dając tym samym aż nadto do zrozumienia, że jest w stosunku do władzy spolegliwy  i nie bierze pod uwagę preferencji wierzących patriotów. Kardynał Nycz zatem wprowadzał w czyn wszystko to, co uchodziło za politycznie poprawne. Czyn zaś to  kard. Nycz. Jest to zatem kapłan czynu ale niekoniecznie takiego jakiego się po nim spodziewa polski katolik**.

Ta łatwość służenia ludziom, dla których Polska to stawka rozgrywana dla własnej korzyści. Którzy w świąteczne dla katolików dni udają, że celebrują je w związku z aktem wiary (parlament). Utrudnianie i pomniejszanie rangi posług przeznaczonych dla osób, które walczą z rządem o elementarną równość dla środków przekazu nadających programy katolickie (Telewizja Trwam). Stawianie własnej osoby w charakterze przeciwwagi do działań patriotycznych. Ot choćby w formie zorganizowania konkurencyjnych obchodów 3 rocznicy katastrofy smoleńskiej w Świątyni Opatrzności Bożej wraz z poświęceniem fragmentu pomnika, który bynajmniej nie wiadomo czy zostanie w Smoleńsku postawiony, a jeżeli tak, to w jakiej formie. I rzecz najtrudniejsza do pojęcia. Oto na tych samych obchodach słowna adoracja przez kard. Nycza krzyża, gdy inny spontanicznie powstały i przyniesiony w godne miejsce, gdzie modlono się gorliwie, uznało się za postępowanie niewłaściwe. Oznacza to sprzeniewierzenie się słowom Jana Pawła II: „…nie wstydźcie się tego krzyża… Brońcie krzyża, nie pozwólcie, aby imię Boże było obrażane w waszych sercach, w życiu rodzinnym czy społecznym”.

Obym się mylił, ale w tej sytuacji wcale bym się nie zdziwił, gdyby okazało się, że w miejsce abp. Stanisława Wielgusa, podejrzanego o agenturalną współpracę, i którego odwołano z kierowania Archidiecezją Warszawską, funkcję tę objął rzeczywisty zwolennik regulowania stosunków państwo-kościół na zasadzie  zatajonych poruczeń. Jak na razie to to co robi kard. Nycz, sprzyja przeciw państwowemu rządowi PO i nie wygląda to na przypadek.

———-

  * Krytyka jaką posłużył się biskup, była w stylu tego co wyczyniali niektórzy ze Sługą Bożym prymasem Stefanem kardynałem Wyszyńskim, szczególnie przed jego uwięzieniem. Biskup Pieronek twierdził m.in., że kard. Glemp to osoba nierozumiejąca czasów, w których wypadło mu żyć. Obu prymasom zarzucano zatem nienowoczesność, a w istocie lansowanie rzekomo niemodnej już moralności chrześcijańskiej.

** Metropolita Warszawski także na inne ważne okoliczności funkcjonowania archidiecezji nie zwraca należytej uwagi. Cacus alkoholowo-samochodowy biskupa pomocniczego Piotra Jareckiego przeczołganego przed sądem, który z łatwością przechodzi użyteczne dla rządzących metamorfozy jest przypomnieniem, że „łaska pańska na pstrym koniu jeździ”.

Reklamy