Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , , ,

Jakoś tak się dziwnie składa, że polski los dostarcza nam niemal codziennie okazji do refleksji nad tym, co nas w życiu spotykało. W wyniku równolegle przebiegających akcji Bagration i rozpoczętej lądowaniem w Normandii ofensywy aliantów we Francji, czerwone od krwi nie tylko Niemców i ich sojuszników  wojska Sowietów wkroczyły do Polski. W ślad za nimi przygotowane w Kujbyszewie i w innych miejscach ZSRS oddziały zawodowych komunistycznych zbirów, zaprogramowane na niszczenie wszystkiego, co mogło służyć polskiej racji stanu. Zaczęto w imię postępu mordować, tak jak robiono to już w 1920 i w latach 1937-1941.

Sprawa była rozwojowa i jej apogeum minęło dopiero wraz ze śmiercią Stalina. Jednak takie rzeczy nie kończą się naturalnie i tak było i w tym przypadku. Rzecz po porozumieniu okrągłostołowym zeszła niejako w stan przetrwalnikowy. Rok 1989 ten stan rzeczy usankcjonował. Oznacza to, że odpryski filozofii mordu politycznego muszą nadal dawać znać o sobie. Ostatnim tego przykładem jest postawa jego spadkobierców SLD w Sejmie. Ten (S)tan (L)ipnego (D)yskursu miał czelność doprowadzić do zablokowania uchwały w sprawie śp. Grzegorza Przemyka, którego milicjanci bili tak, aby zabić. Nadto w efekcie tego politycznego mordu doprowadzono do przedwczesnej śmierci, zarówno babki jak i matki Grzegorza.

Tak zwaną klasową odpowiedzialność zbiorową, komuniści zawsze traktowali jako dogmat. Ich spadkobiercy neokomuniści jako dogmat traktują obronę przed odpowiedzialnością tych, którzy mordami kierowali i je wykonywali. W czasach pogierkowskich głównymi pomysłodawcami brudnej politycznej roboty, przez co patrioci tracili życie, byli dwaj osobnicy „honoru”* Wolski-Jaruzelski gen. Wojciech Witold i Kiszczak gen. Czesław. Gdyby III RP była krajem wolnym wewnętrznie i zewnętrznie dawno już dokonałaby druzgocącego rozrachunku z tymi, którzy okazali się być jej bękartami.

———-

* Michnik red. Adam, a więc indywiduum, które miało czelność mówić o honorze owych osobników, sam jest typem bez pionu żadnego. Czego zatem można się po owym jeszcze spodziewać, skoro kierowanie się wartościami i pion idą ze sobą w parze.

Reklamy