Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , ,

Sen z oczu spędza neokomunistom sytuacja, która grozi ich marginalizacją w związku z uświadamianiem sobie przez społeczeństwo do czego są zdolni. Podjęli zatem różnopłaszczyznowe działania mające na celu zamącenie w głowach i w konsekwencji wykiwanie wyborców. Jednym z ulubionych sposobów neokomunistów jest w takich razach odwołanie się do „autorytetów”. Zgodnie z tym do TVN-24 zaproszono Mazowieckiego premiera byłego Tadeusza. Rzeczywiście nie rozczarował on swoimi wynurzeniami, tym bardziej, że jako prowadzący towarzyszył mu Marciniak red. Piotr, znany polepszacz siermiężnie skantowanej przez mainstream rzeczywistości. Znana śpiewka polegała na roztoczeniu znakomitej wizji przemian gospodarczo-politycznych, jakie nastąpiły w Polsce po 1989 roku.

Nieważne, że mówił to człowiek bezpośrednio zainteresowany w tym aby przedstawić wyimaginowany stan rzeczy. Ważne, że coś twierdził i to w taki sposób, iż Herr Donald Donaldowicz Franciszek Tusk wyszedł na wielkiego modernizatora Polski, będąc w rzeczywistości jej grabarzem. Przygotowywana infrastruktura, która nie jest w swej istocie czymś nadzwyczajnym, służyć ma przecież łatwiejszemu pochłonięciu ciężkiego do zgryzienia polskiego orzecha. Komuniści zwalczyli w Rzeczpospolitej analfabetyzm, by łatwiej było obywatela zindoktrynować. Neokomuniści budują za pieniądze hegemona szeroko rozumianą infrastrukturę, która ma spętać i nie dopuścić do głosu naszych najlepszych konstytuujących wolność cech narodowych.

Tym samym generalne, patologiczne wręcz zakłamanie premiera Tuska zostało przesłonięte kusym płaszczykiem modernizacji. Tymczasem w swojej istocie człowiek ten zakłada mowy, jakby dopiero co wyszedł ze szkoleń w Akademii Nauk Społecznych przy KC PZPR, co jest najbardziej charakterystyczną cechą całej neokomunistycznej elity. Uprawianie przez nią polityki czy publicystyki polega głównie na braniu danych z sufitu, w najlepszym razie z antresoli i epatowaniu Polaków za pomocą najrozmaitszych paraleli tej skłamanej przecież u podstaw niby rzeczywistości.

Jednak na filozofii świń z „Folwarku Zwierzęcego” Orwella nie zajedzie się za daleko, tym bardziej, że praktyczna rzeczywistość komunistyczna stała się obowiązkowa od połowy roku 1944, a jej lifting przeprowadzany od roku 1989 nieco tylko przysłonił funkcjonalną przestarzałość całości. Na robieniu z obłędnej historii światłej teraźniejszości, właśnie tak się wychodzi. Zatem nowe zadanie mainstreamu polega teraz na przedstawianiu wszystkiego w duchu modernizacji. Neokomuniści zaczęli więc od natury ludzkiej, atakując sprawdzony system wartości, na którym opiera ona swoje istnienie, wiarę, system kształcenia i wychowania, relacje międzyludzkie w tym te wynikające z seksualności, słowem wszystko to, co nazwali onegdaj w sposób skłamany ciemnogrodem. Okrasili to dodatkowo epitetami w postaci „obdarzenia” typowego Polaka katolika skłonnościami antysemickimi, faszystowskimi, homofobicznymi, etc., etc.

Do czego ma to wszystko doprowadzić jest jasne. Skoro odwieczna przeszkoda stojąca na drodze budowy europejskiej szczęśliwości zostanie zneutralizowana, tym samym „nowoczesne” prądy cywilizacji płynące szeroko z zachodu i ze wschodu, będą się mogły między Odrą a Bugiem bez przeszkód i twórczo wymieszać. Stworzone zostaną w ten sposób podwaliny pod pojawienie się w przyszłości nowego człowieka, oddychającego oboma europejskimi płucami. Tak więc idea Jana Pawła II zostanie w sposób przewrotny urzeczywistniona. Tylko już faktyczny jej twórca zostanie usunięty z historycznych annałów, a zostanie nim niejaki, jeszcze dzisiaj nikomu nieznany Angel Putinoffa. Cieszmy się wszyscy i takoż samo wszyscy zawsze głosujmy, i to ochoczo, na (P)raktykantów (O)choczych na czele z Ksutem Donaldowiczem i agenturą, czyli przyszłymi tuzami szatańskiej świątyni upadłej jednej Europy.

Reklamy