Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

W ramach sprawowanego urzędu Metropolity Warszawskiego kard. Kazimierz Nycz obrócił myśl w czyn (czyn czytany wspak to Nycz) i zaproponował obchodzenie w każdą pierwszą niedzielę czerwca Święta Dziękczynienia. Rzecz zapoczątkowano w 2009 roku na pamiątkę pielgrzymek, które Jan Paweł II odbywał do ojczyzny, z wyjątkiem dwóch, w czerwcu właśnie. Ale to nie wszystko. Metropolita nie byłby sobą gdyby nie pomyślał o czymś więcej. Oto rzeczone święto zostało ustanowione również na pamiątkę wyborów z 4 czerwca 1989 roku, które jakoby doprowadziły do upadku komunizmu*. Tak się składa, że w roku bieżącym motywacja kościelna poprzedza o 2 dni tę świecką. Inaczej będzie za rok, kiedy to aspekt świecki poprzedzi o 4 dni ten kościelny. Podobno w najbliższy wtorek „Jezus” Maria Karol Bronisław ma wygłosić orędzie aby na pamiątkę 25 lecia odbytych w końcówce PRL limitowanych wyborów zaproponować obchodzenie  Święta Wolności przez cały 2014 rok.

Jak widać współpraca kard. Kazimierza Nycza, który został Metropolitą Warszawskim, na skutek starań śp. Prezydenta Lecz Kaczyńskiego, by nie dopuścić na to stanowisko abp. Stanisława Wielgusa oraz ogłoszonego prezydentem Komorowskiego Bronisław Maria Karola, który stanowisko to zawdzięcza gwałtownej i nieprzewidywanej śmierci poprzednika, a więc także śp. Lecha Kaczyńskiego – nabiera naturalnego rozpędu. To już nie tylko usunięcie sprzed Pałacu Namiestnikowskiego harcerskiego krzyża, postawionego tam w związku z tragedią smoleńską, ale i włączenie w tę współpracę relikwii patrona Polski św. Andrzeja Boboli, w połączeniu z planowanym powołaniem do życia Święta Wolności, które ma być tym dla agenturalnej III RP, czym 22 lipca dla PRL.

Zatem pod skrzydłami relikwii świadka wiary, jak określił św. Andrzeja Bobolę kard. Kazimierz Nycz uczestnicy procesji dziękowali Bogu za jej łaskę. W drodze z Placu Piłsudskiego do Świątyni Opatrzności Bożej w Wilanowie, pochód zatrzymał się pod Belwederem, gdzie zarówno kardynał jak i prezydent wygłosili przemówienia. Wyjście naprzeciw relikwiom świętego Komorowskiego Bronisław Maria Karola było naśladowaniem prezydenta II Rzplitej Ignacego Mościckiego, który tak samo w czerwcu ale 1938 roku wyszedł przed Zamek Królewski na spotkanie powracającego do ojczyzny z Sowietów przez Rzym ciała świętego-męczennika. Prezydent uhonorował trumnę świętego wotum w postaci odpiętego z własnej piersi Krzyża Niepodległości z Mieczami.

Była jednak jedna zasadnicza różnica oto prezydent II Rzplitej nie robił lapsusów, tymczasem obecny jest od tego specjalistą. Przed Belwederem powiedział był mianowicie, że św. Andrzej Bobola to patron niepodległej Rzeczpospolitej, gdy „Polska po raz pierwszy odzyskiwała niepodległość w 1918 roku”. Tymczasem Andrzej Bobola stał się świętym w Wielkanoc 1938 roku, kanonizowany przez papieża Piusa XI. Był dopiero piątym z kolei Polakiem uznanym za świętego i wtedy to właśnie ok. 12 tys. rodaków obecnych na Placu Świętego Piotra sprawiło, że zaczęto go uważać za patrona Polski i jej niepodległości.

Obserwując wyczyny ale nie tylko „Jezus” Maria Karol Bronisława ale i Herr Donalda Donaldowicza nie od rzeczy będzie stwierdzić, że próbują oni za wszelką cenę ratować obecny rządzący Polską układ. Czynią to robiąc ukłony w kierunku dwóch odrębnych elektoratów – katolików i ateistów – w nadziei – że uda im się na takiej właśnie zasadzie pozyskać głosy na (P)ucz (O)ferm obu tych środowisk. Głosy katolików asekuruje kard. Kazimierz Nycz, ateistów zaś palikociarnia. Rezultat tego będzie można ocenić już w sumie niedługo. Jednak gra na dobrego i złego policjanta obudowana sprzężeniem zwrotnym, to zabawa nie tylko, że wyrafinowana ale nadto trudna. Najbardziej prawdopodobne jest, że obaj główni gracze się poślizgną. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby się to stało za wstawiennictwem św. Andrzeja Boboli. Jeżeli chodzi o patriotów to nie ma co się łudzić, iż kard. Kazimierz Nycz stanie po ich stronie. To człowiek już z przydziałem, czego łatwo się dopatrzyć, po tym co był łaskaw do tej pory uczynić.

PS. Rzecz miała być opublikowana w poniedziałek w zeszłym tygodniu. Stało się inaczej. W prezentowanym tekście sprzed ponad tygodnia właśnie, nie dokonano żadnych zmian.

———-

* Komunizm upadł przez swoją absolutną nieżyciowość i dwie osoby – Jana Pawła II i Ronalda Reagana. Tymczasem wyniki wyborów z 4.06.1989 roku mogły doprowadzić do upadku nie komunizmu a komunistów. Porozumienie władzy z  dysydentami, którzy ideologicznie i przez krewnych byli skoligaceni z władzą zniweczyło tę możliwość. Polacy, którzy rzucili komunistów na kolana, wyszli na tym niczym „Zabłocki na mydle”.

Reklamy