Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

w jednym stali domku. Stali, ale obaj to ludzie upadli. Obaj też grali swoje role nie ujawniając początkowo właściwej sobie natury – jeden w zakonie dominikanów drugi zaś m.in. w filmach Krzysztofa Kieślowskiego. Nareszcie za sprawą agenturalnego kameleona – (P)ustki (O)lbrzymiej – przyszedł w Rzeczpospolitej czas karłów. Czując zatem koniunkturę na intratne łajdactwo, przepoczwarzyli się w indywidua uprawiające relatywizm w tym polityczny, biorąc nade wszystko pod obcasy wierzących, polskich patriotów.

Postać Barcisia Artura w odniesieniu do Bartosia Tadeusza jest interesująca o tyle, że ten zagrał u najznakomitszego po II Wojnie twórcy polskiego kina rolę osoby, którą w kontekście dekalogowych przykazań można potraktować jako instancję najwyższą (punkt odniesienia). Z tego właśnie powodu podobieństwo Bartosia do Barcisia nie polega li tylko na współbrzmieniu ich postaw. Obaj mimo, że byli blisko rzeczy najwznioślejszych, lecz dla ułudy porzucili owo wdzięczne miejsce, stając się dla wygody rzecznikami innego, jawnie propagującego wieczny regres agenturalnego systemu, którego liderem jest (P)aszkwil (O)hydny.

Dla ośrodków medialnych politycznego masowego przekazu lansującego owe agenturalne interesy, Bartoś Tadeusz stał się mężem opatrznościowym. Nie wykluczone nawet, że agenci pilotowali jego kapłańską karierę, by w pewnym momencie uznać, że więcej korzyści przyniesie systemowi podniesienie przyłbicy, niż atakowanie kościoła, patriotyzmu, polskości i polityki zgodnej z interesem narodowym zza węgła.

Początkowo o. dr Tadeusz Bartoś w trakcie swoich występów medialnych sączył jad dość subtelnie. Zrzucenie habitu, zbiegło się tak jak to było zawsze za komunistów, z natychmiastowym awansem i występowaniem w roli zaciętego krytyka kościoła oraz osób działających z pobudek katolicko-patriotycznych. Aby się jeszcze bardziej w oczach agentury uwiarygodnić teraz już dr hab. Bartoś Tadeusz, wypłodził stosowne naukawe dzieła. Na przykład „Jan Paweł II. Analiza krytyczna”* czy „Koniec prawdy absolutnej. Tomasz z Akwinu w epoce późnej nowoczesności”.

Z osobowością pobudowaną na bladze oraz dodatkowo jako samodzielny pracownik naukowy lewackiej uczelni, Tadzio wystąpił ostatnio w TVN-24, kręcąc ideologiczne lody we współpracy ze znakomitością wielką tej samej moralnej proweniencji red. Olejnik Moniką. Oboje sprokurowali atak na kościół, za pretekst przyjmując spreparowany fragment homilii wygłoszonej przez bp. Józefa Zawitkowskiego, na mszy z okazji odsłonięcia w Radomiu pomnika pary prezydenckiej – Marii i Lecha Kaczyńskich. Ów spreparowany fragment posłużył dr. hab., do postawienia biskupowi zarzutu kłamstwa, i porównania tego o czym mówił hierarcha do propagandy goebbelsowskiej. Z poety kościoła zrobił Bartoś rzeźnika. Opowiedział się też za  zblagowaną rosyjsko-polską oficjalną wersją przyczyn tragedii smoleńskiej. Nie wpłynęły też tonująco na głoszone przez byłego dominikanina absurdy, całkowicie je obnażające celne i logiczne riposty ks. dr. hab. Dariusza Oko.

Skoro dr hab. Bartoś Tadeusz w wieku lat 46 doszedł do takiego stopnia zbiomaszynowienia, to należy się spodziewać, że nie powiedział jeszcze ostatniego słowa i odegra ci on jeszcze taką nieszczęsną rolę, przy której to co robili za Stalina księża patrioci, stanie się mało znaczącym epizodem.

———-

* Za to tylko co napisał Bartoś w tym paszkwilu, uczciwy człowiek nie powinien mu podawać ręki, a raczej użyć stopy w mocno okutym bucie.