Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Mowa ciała osób zatrudnionych przez Dlanoda Ksuta do dezinformowania opinii publicznej w sprawie tragedii smoleńskiej, jest na tyle kategoryczna, że trudno mieć wątpliwości, co do wartości wysuwanych przez nie twierdzeń. Tymczasem znakomity zastępca szefa Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych dr inż Lasek Maciej Grzegorz jako przewodniczący powstałego staraniem agentury zespołu-wespołu, otrzymał zadanie przeprowadzenia totalnego kamuflażu decydujących o tragedii danych.

Zawodnik ten doskonale wie, że skuteczne przeprowadzenie każdej szemranej operacji jest odwrotnie proporcjonalne do liczby wtajemniczonych w to osób. Zatem 34 plus częściowo płk. rez. pil. Klich Edmund, które zajęły się tragedią smoleńską w ramach tzw. komisji Millera Jerzego to zbyt wiele, żeby rzecz mogła się udać. Powołał więc do zespołu ostatniej szansy cztery osoby. W sumie razem z przewodniczącym dawało to liczbę 5 członków. Wprawdzie miało być 6, lecz Herr Donald Donaldowicz w ramach nie klękania przed księdzem, nie wyraził na to zgody. Lasek planował uzyskać choćby połowę skuteczności idealnej, sprawdzonej na liczbie 12 apostołów. Nucący sobie pod nosem la, la, la, la Lasek popełnił jednak inny zasadniczy błąd, angażując do zespołu kobietę (mgr Kaczyńska Agata), której u apostołów przecież nie było. Szybko jednak zracjonalizował tę decyzję argumentując, że nawet w apostolskim gronie nie wszystko było OK (Judasz Iskariota) i Jezus przeprowadził dodatkowy nabór, który wypromował na apostoła Macieja.

Absolutnie usatysfakcjonowany swoją inteligencją, której na bliższy i dalszy „rzut oka” absolutnie nie widać, Lasek przecież też nomen omen Maciej, obstawiony dodatkowo najwyższej klasy specjalistami w postaci: mgr. Jedynaka Wiesława, mgr. inż. Lipca Piotra (obaj PLL LOT) i mgr. inż. Łojka Edwarda* z niejaką nadzieją zaczął spoglądać na swoją przyszłość. Niestety w tzw. międzyczasie stała się rzecz straszna. Oto w Ruso-Sowietach Władimir Władimirowicz awansował gen. Benediktowa Władimira, specjalistę wyspecjalizowanego w ostatnim na pewno locie Tu-154M 101, na dowódcę wojskowego lotnictwa transportowego, podczas gdy sam Lasek nie uwzględnił w składzie zespołu swojego poprzednio szefa ppłk. pil. mgr. Benedicta Roberta. Ów z kolei zasłynął z przeprowadzonego na własną rękę słynnego eksperymentu, w którym udowodnił, że za pomocą sklejki skrzydła moto szybowca Pelikan, można skasować metalową latarnię, zachowując płatowiec w całości.

Sukces tego przedsięwzięcia, wykazujący bezwzględnie, że Tu-154M 101 „musiał” stracić skrzydło na spróchniałej smoleńskiej brzozie sprawił, że Lasek nigdy nie wybaczył Benedictowi, że ten trzymał przed nim w tajemnicy planowany a rozstrzygający w swojej wymowie eksperyment, odsuwając w ten sposób Macieja Grzegorza od wielkich apanaży i sławy. Tymczasem wydawało się, że po abdykacji papieża Benedykta XVI wszystko układa się znakomicie i Benedict nie dojdzie już do znaczenia, a tu „masz ci babo placek” „wyskoczył jak Filip z konopi” ten Benediktow gen. major. Spietranie Laska nie miało więc w tej sytuacji granic. Okazuje się ponadto, że jak niosą słuchy Benedict Robert podjął niezwykle intensywne starania, o przeprowadzenie kolejnego eksperymentu lotniczego w postaci wykazania, iż silnik odrzutowy przestaje działać po zassaniu smoleńskiego powietrza, do którego wraża CIA rozpyliła 10.04.2010 r. nanotechologicznie spreparowane rosyjskie  drewno**.

Wszystkie te okoliczności wprawiły ci dr. inż. Laska Macieja Grzegorza w taki fatalny stan ducha, że zadzwonił był do swojego dobrodzieja Dlanoda Ksuta. Chciał poinformować mistrza od wynajdywania nawet najbardziej niedostępnych wydawałoby się w kraju miejsc, gdzie jeszcze można coś spieprzyć, że opracowany wraz z Ruso-Sowietami numer smoleński może zostać zdemaskowany. Już zaczął przemowę, iż mimo wysiłków nie da się utrzymać symetrii między spartoleniem wszystkiego w kraju, a zrobieniem tego samego w wyjaśnieniu przyczyn tragedii smoleńskiej, gdy usłyszał jedno porażające zdanie i go zatkało. Brzmiało ono – „spieprzaj dziadu”. Oryginalność Ksuta stała się więc przysłowiowa, a Lasek Maciej Grzegorz od tej pory zaczął się bać na serio duchów.

———-

* Jakże blado wyglądają na tle genialnych członów zespołu dr. inż. Laska Macieja Grzegorza niewątpliwi „partacze” współpracujący z zespołem parlamentarnym ds. wyjaśnienia przyczyn katastrofy rządowego samolotu Tu-154 w Smoleńsku pod przewodnictwem posła Antoniego Macierewicza. A oto niektórzy z nich: prof. Wiesław Binienda (Uniwersytet w Akron, USA), prof. Kazimierz Nowaczyk (Uniwersytet w Baltimore, USA), dr inż. Wacław Berczyński (doradca ICAO, USA), dr inż. Bogdan Gajewski (doradca rządu Kanady), dr inż. Grzegorz Szuladziński (prywatny przedsiębiorca, Australia).

** Tacy jak Lasek, choć nie laski im teraz w głowie, rozgryźli już dawno, że głupstw rozpowszechnionych raportem, do czego to może dojść, przez nadużywanie leków z maku oraz z mąki zrobionej przez młynarza, który nawet z jednego uczciwego a do tego lotniczego pieca chleba nie jadł – nie da się już dłużej poważnie lansować. Jedynym wyjściem w tej sytuacji jest zdemaskowanie wrażej działalności CIA, tak jak to zrobiono, by wyjaśnić katastrofę Kurska. Obciążyć USA, licząc, że Mulat zajęty propagowaniem nadzwyczajnych wartości, m.in. w postaci wstępowania w związki małżeńskie pederastów i lesbijek, nie wypowie jednego słowa prawdy – oto ostatnia deska ratunku. Podobno Dlanod Ksut jednak prywatnie klęka, prosząc w tajemnicy siły najwyższe o ratunek. Prywatnie też opala się podobno na potęgę i za państwowe pieniądze cygarami, lecz nie wolno tego ani fotografować, ani tym bardziej filmować, pod karą najścia ewentualnego ich autora przez niejakiego ‚ZS’ (Zasadnicza Szkoła – ale tylko z jedną specjalnością – przypis aut.).

Reklamy