Tagi

, , , , , , , , ,

Jeżeli zajrzy się do ogólnopolskiego rejestru, w którym uwzględniono spółki zajmujące się badaniem opinii społecznej w Polsce, znajdziemy w nim wiele firm. Próżno by jednak szukać tuzów z zagranicy. Tymczasem w kraju takim jak Bułgaria, która wstąpiła do UE w 2007, czyli 3 lata później jak Polska tacy funkcjonują. Mowa o Gallup’ie, Harris’ie czy nawet Alphie Research. W efekcie przewidywania, także wyborcze, ale również dotyczące popularności partii czy polityków, są nieporównywalnie bardziej trafne niż w naszym kraju.

Rzecz jest dziwna o tyle, że życie raczej nie zostawia miejsc niezagospodarowanych, a Rzeczpospolita ze względu na liczbę swoich obywateli jest niewątpliwie smacznym kąskiem dla najbardziej liczących się na rynku zawodników.

Uwzględniając tradycje związane z wyborami w PRL, szczególnie te z wczesnego jej okresu (później urządzano głosowania a nie wybory) rzecz zaczyna nieprzyjemnie pachnieć. Po 1989 roku nierzadko bywało przecież, że przewidywania miały się nadto luźno do rzeczywistych wyników. Rzecz ta dotyczyła również podmiotów zagranicznych typu GfK Polonia czy Milward Brown SMG/KRC.

Generalnie rzecz jest dziwna. Wygląda na to, że z jakichś powodów, których się można tylko domyślać, sytuacja polityczna w Polsce może  szczególnie interesować określonych decydentów, nie wykluczając zagranicznych. Wiedzą o tym zapewne w Gallup’ie i u Harrisa. Renoma tych firm pozostawałaby w tych okolicznościach w głębokiej sprzeczności z oczekiwaniami tych, którym by zależało na trwaniu Rzeczpospolitej w wiecznym regresie. Stąd nieobecność wymienionych firm w naszym kraju.  Gdyby było inaczej radykalne różnice między prognozami a niby to faktycznymi wynikami wyborów, zmuszałyby społeczność międzynarodową do poważnego zastanowienia, gdyż byłyby niemożliwe do wytłumaczenia niekompetencją podmiotów badawczych. I tu jest chyba „pies pogrzebany”.