Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , ,

Są u nas tacy, którzy uważają, że garnitury Zegny kupowane za dotacje państwowe na działalność partii politycznych zegnają Tuska Donalda Franciszka z premierowskiego fotela, żeby nie powiedzieć tronu. Nic bardziej mylnego. Wręcz przeciwnie. Można się nawet spokojnie założyć, że dobrze wyszkolony w brudnej robocie herr Donald Donaldowicz zintensyfikuje w ramach taniego państwa lewe wydatki, dołączając do wystroju swojego ciała podwójną liczbę garniturów, uzupełniając to jeszcze choćby o buty od Gucciego, jedwabne koszule, skarpetki i dessous. Zagra w ten sposób na nosie wszystkim patriotom.

On tak już ma. Ale to pół biedy. Od czasu zaaresztowania w charakterze morderców gen. Marka Papały złodziei samochodów, ujęcia wykładowcy akademickiego, który chciał przeprowadzić „zamach” na Sejm Rzeczpospolitej dowożąc z Krakowa do Warszawy 2t. materiałów wybuchowych oraz po aresztowaniu, a następnie wypuszczeniu dwóch „terrorystów”, którzy mieli informować za pomocą maili, o podłożonych ładunkach wybuchowych w rozlicznych placówkach użyteczności publicznej – ludziom zaczęło jednak coś świtać w głowach. Oto zaczęto rozumieć, że skazanie się na Tuska w 2007 roku, może się okazać nadaniem niejako dożywotnim. Problem polega tylko na tym czy chodzi o dożywocie Polski rozumiane jako dogorywanie, czy dożywocie premiera, który będzie nam panował niczym I sekretarz PZPR lub siedział w odosobnieniu przez resztę życia.

Fatalne rokowania dotyczące stanu Polski to potworność, która wzięła się z zastosowanego leku, w wyniku konsylium przeprowadzonego przy Okrągłym Stole. Tymczasem w efekcie zastosowania takiej właśnie terapii, herr Donaldowi Donaldowiczowi i spóle w postaci (P)lwaczy (O)krzepłych wystarczyło jedynie 6 lat, aby wykończyć finanse Rzeczpospolitej, rozśrodkować z kraju ponad milion młodych polskich istnień i uniemożliwić powrót do ojczyzny kolejnego miliona, zniweczyć przemysł okrętowy, dać się jeszcze bardziej uzależnić paliwowo od Ruso-Sowietów i generalnie zrobić wiele na drodze do utraty suwerenności naszego kraju.

Rzeczpospolita znalazła się w ten sposób w swoistym „kole śmierci”. Wygląda na to, że wykonanie każdego rzeczywistego kroku ratunkowego, nie spotka się z uznaniem agentury ani otoczenia zagranicznego. Chodzi głównie o znanych dobrze z miłości do Polski dwóch sąsiadów. Jest to w istocie zabezpieczenie naszego dogorywania. Nie na darmo pomoc Stasi, na którą zgodę wydał gen. Kiszczak Czesław zaowocowała pojawieniem się Oscara. Zapytajcie Tuska, kto zacz, gdyż u bardzo pomocnej i lubiącej zdeterminowanych młodych Stasi bywał często. Szczególnie w czasie tych spotkań polubili się z niezwykle utalentowanym Detlefem, któremu do zostania bratem Rusem zabrakło tylko jednej litery. Ukochali gałę i obaj Detlef oraz Donald kibicowali jednemu z najlepszych obrońców reprezentacji NRD Detlefowi Schöβlerowi. To były czasy.

Dzisiaj wyszkolony herr Donald Donaldowicz działając na łajdackim konwentyklu, będzie chciał  wcisnąć kolejną tzw. ciemnotę. Na dojście do niej, na pewno poświęcił dużo czasu opłacanych przez polskiego podatnika, a de facto służących niecnej sprawie pracowników swojej kancelarii. Wdziawszy Zegnę będzie udawał męża stanu, mającego wizję propaństwową, której ziszczenie uzależni od podtrzymania stanu zawłaszczenia (P)aństwa (O)winiętego kajdanami, z których ogniwo zabezpieczające ostatecznie „kute jest na cztery łapy” moskalskich serwerów. Jednej rzeczy jednak nie uwzględni. Otóż marynarki znakomitego Zegny odstają Tuskowi od szyi, w tylnej części kołnierza. Powstaje zatem szansa, że trzymając mocno w tym miejscu, można zaprowadzić tego osobnika tam, gdzie będąc odosobnionym, zajmą się nim prokuratorzy, których pionu moralnego jeszcze nie zdążył zniszczyć.

Reklamy