Tagi

, , , , , , , , , , , , ,

Zdaje się nie ulegać wątpliwości, że Donald Donaldowicz szykuje sobie prezent a narodowi solidną czyli parszywą niespodziankę na 11 listopada. Od początku swej premierowskiej kariery Tusk miał za zadanie po pierwsze zniszczyć Polskę i po drugie symultanicznie zapewnić sobie i agenturalnej ferajnie, która dopchnęła go do władzy, napływ świeżej i to grubej gotówy. Realizacja obu przedsięwzięć jest poważnie zaawansowana. Tymczasem pomimo licznych szykan „robieni w konia” Polacy, wreszcie zorientowali się „co w trawie piszczy” i zaczęli domagać się wyjaśnień i szacunku. W związku z tym musi dojść do ekscesów i to znacznie wcześniej, niż spodziewał się organizator tego geszeftu czyli Pinokio. Bitwę mającą zastraszyć naród, zaplanował on na listopad. Tymczasem w rzecz wtrącili się mu związkowcy z Solidarności, przez co już we wrześniu odbędzie się pierwszy akt rozliczenia (P)ermanentnych (O)szustów z ich wrażej działalności. Psychopaci mają to do siebie, że zdarzenia, których siłą sprawczą jest wiara w wartości, nie robią na nich raczej wrażenia w odróżnieniu od nagiej i bezczelnej blagi. Tym samym należy się spodziewać, że prędzej Tusk rozpęta w Polsce wojnę z narodem, niż dobrowolnie podda się woli społecznej. Jego tkalnia bredni będzie nadal działać na najwyższych obrotach, gdyż Donald Donaldowicz to z definicji dziecko sfałszowanej osnowy i wątku. Ten nienawidzący polskości człek, zrobi wiele by natkać ile wlezie, ale tak jak robi to pająk Krzyżak, nie zaś jak jedwabnik, zanim rozwinie swe skrzydła do lotu. Z resztą nie ma się czemu dziwić, gdyż:

Tata z mamą w domku naszym, by dobrobyt zawsze trwał,
Cichy warsztat na poddaszu mieli, który głośno tkał.
Pomagała tkać im praczka, której czkawki wstrząsał szok.
Gdy pełzałem na czworaczkach już nade mną cały rok…

Tatka tka i matka tka, a praczka czka i też tam tka.

Rosłem sobie na smarkaczka nerwowego, bo wśród gier
Cichy warsztat głośno warczał i zadręczał mnie ten szmer.
Na dobitkę praczki czkawki nie ustają jak na złość
Z rączek lecą mi zabawki, bo nade mną wciąż… psiakość!

Tatka tka i matka tka a praczka czka i też tam tka.

Gdym na tyle był dojrzały, by do dziewcząt trochę lgnąć,
Dziunię oczy me dojrzały i nie mogłem ich z niej zdjąć.
Czas na łąkach się pędziło, chociaż nieraz zimno nam.
No bo w domu jak by było? Tutaj wielbię ją, a tam…

Tatka tka i matka tka, a praczka czka i też tam tka.

Gdy dożyliśmy tej chwili, kiedy śłub nam przyszło brać,
To rodzice się zgodzili, lecz zaczęli więcej tkać.
Tylko trochę jadła skubną i już pędzą wątek pleść
I na przykład w noc poślubną nagle tuż nad nami… cześć!

Tatka tka i matka tka, a praczka czka i też tam tka.

W Kilka lat zrządzeniem losu pracowity tata zgasł.
Potem mama w ten sam sposób z praczką opuściły nas.
Potem, żona po kryjomu znikła z panem z vis a vis.
Może teraz spokój w domu? Gówno! W nocy straszą i…

Tatka tka i matka tka, a praczka czka i też tam tka.**

———-

* Tulski Tokariewa również, czyli marny pistolet produkcji Sowietów.

** Tekst Jeremiego Przybory w oryginale oprawiony w muzykę Jerzego Wasowskiego. Rzecz nosi tytuł „Dziecię tkaczy” i była wykonywana przez Wiesława Michnikowskiego.

Reklamy