Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Ferdydurke czytałem dawno temu, kiedy to jeszcze nikomu do głowy nie przychodziło, że twórczość Gombrowicza, niby pod wpływem historycznego wiatru, zacznie wypierać z polskich szkół Mickiewicza czy Sienkiewicza. W wyniku owej lektury dowiedziałem się m.in., że uwielbiony przez Wielkiego Marszałka Słowacki „wielkim poetą był”.

Czas choć nie zając biegł rzecz jasna nieustannie, i pewnego dnia ze zdumieniem stwierdziłem, że tego rodzaju twierdzenia stały się normą za panowania wielce nam miłościwego i mściwego Donalda Franciszka, który  w jakiejś tam perspektywie, i to z całą pewnością, zostanie nazwany pierwszym. A ponieważ Józef Piłsudski miał tytuł I Marszałka Polski, i jednocześnie aktualny premier napisał o nim pracę magisterską pomyślałem, że ludzi tych jednak coś może łączyć. Cóż może łączyć polityków? Polityka właśnie.

Jak wiadomo Wielki Marszałek był autorem koncepcji trzymania się Rzeczpospolitej w równych odległościach, zarówno w stosunku do Niemiec jak i Sowietów. Przyniosło to Polsce pozycję w Europie, jakiej nie miała ona od czasów Sobieskiego. Okazuje się, że geniusz – jak nazwał Tuska Nowak Sławomir Ryszard, a ten ci złapał onegdaj za nogi ‚Zegarmistrza Światła’, więc powinien wiedzieć co mówi – był uprzejmy nowatorsko i niezwykle przewidująco rozwinąć koncepcję równych odległości, i to w sposób całkowicie uwzględniający realia XXI wieku.

Studia nad ratowaniem Polski rozpoczął ci zatem Donald po poznaniu Stasi. Ta była tak zachwycona jego postępami, że załatwiła mu szybko Oscara, oraz zaczęła lansować w środowiskach opiniotwórczych czyli agenturalnych. Nade wszystko zachwyt Stasi budziły oczy Tuska, które przypominały i nawiązywały do jej ukochanego przystojniachy i dozgonnego szefa niejakiego Wolfa.

Mając Oscara w kieszeni, Tusk zaczął być aktywny na odcinku, za sprawą Lenina, wielkich miłośników kina oczywiście, czyli w Ruso-Sowietach. Za ich to sprawą nazwany Donaldem Donaldowiczem, zgłębił ci on dialektykę słowa, tj. mówienia odwrotnie, niż nakazywałaby to uczciwość i istniejąca obiektywnie rzeczywistość. Będąc tak kompletnie wyposażonym, Tusk zabrał się poważnie za politykę, i z niewielką pomocą swoich agenturalnych przyjaciół, dosłużył się premierostwa. Teraz zaczął wdrażać do politycznego życia swoją niesłychanie nowatorską koncepcję. U jej podstaw legło postanowienie o restytucji wszystkich niewzruszalnych osiągnięć, jakie miały miejsce w relacjach Polski z Sowietami począwszy od 1945 roku, oraz umacnianie relacji z Niemcami, zachowując wszakże, równe odległości między Polską a tymi krajami, wydatnie je jednak zmniejszając.

Przykładem wdrożenia tej koncepcji niech będzie rzecz dotycząca pomników żołnierzy Armii Czerwonej, z uwzględnieniem ziem wyczarterowanych od Niemców z pomocą Rosjan (Legnica); masowych wizyt obywateli dawnego kraju Rad, głównie na Warmii i Mazurach; twórczości muzycznej na tematy dotyczące samowarów (Zielona Góra); a nawet, co jest precedensową nowością, wspólnego zeszkalania młodych wilków morskich, poprzez uczestniczenie naszej i rosyjskiej młodzieży w rejsach na polskim żaglowcu szkolnym Zawisza Czarny, z jednoczesnymi wizytami przyjaźni w portach niemieckich.

W tym duchu właśnie na ziemiach uzyskanych od Niemiec w poczuciu miłości, a obecnie gwarantowanych Polsce na skutek wielkiego umiłowania wszystkich Polaków przez Steinbach Erikę, zarządzono uroczystości czczenia przez krajan ich wyzwolicieli tj. czerwonoarmiejców. Mniejsza z tym, że Polacy jak na tych ziemiach byli, to ówcześnie siedzieli po obozach wypoczynkowych (Gross-Rosen). Oznacza to, że rzecz winna dotyczyć nie ich a Niemców, w 1945 r. i wcześniej, głównych mieszkańców tych ziem, którzy zebrali wówczas takie doświadczenia, że do dzisiaj śnią im się niezwykłe sceny z tamtych dantejskich nocy i dni. Ale o tym pani Erika ani be, ani me, gdyż polityczne skutki tych wyczynów, wzięła na siebie Polska Tuska.

Nic zatem dziwnego, że w owych okolicznościach może dochodzić do ekscesów wynikających z nieporozumień, jednak symultaniczne zbliżenie jest faktem.  Tak też się dzieje na wszystkich możliwych politycznych azymutach, gdzie tylko swą rączkę przyłoży Tusk. Bywają jednak utrudnienia spowodowane imperialistyczną polityką USA. Oto w pewnym miejscu nieadekwatnie zainstalowany monumentalny pomnik WC (wojsko czerwone) został ni stąd, ni zowąd oblany czerwoną farbą. Winnego znaleziono natychmiast, aresztując go nad ranem w jego mieszkaniu i wsadzając za kraty. O dziwo był to Polak nie Niemiec. W ten sposób mamy zatem niewątpliwy przykład nowatorskości polityki Tuska. Oto skonstruowany na zasadzie równej odległości sposób, doprowadził on sąsiedzkie państwa do uczciwego balansu stosunków, gdyż za wszystko odpowie Polak, w szerszym zaś kontekście Rzeczpospolita.

Wprawdzie Rosjanie niby się obrazili, bo mogli nie wyzwalać, zatrzymując się przed Berlinem, jak to zresztą zrobili po zajęciu warszawskiej Pragi w sierpniu 1944 r., a tu ci się ma do nich jakieś nieuzasadnione pomnikowe pretensje. Niemcy z kolei mają pretensję, że rosyjskie wyczyny dokumentuje się pomnikami bez gody prawowitych mieszkańców, i to na ich ziemiach, z których ich tak naprawdę wylano. Patriotyczni Polacy twierdzą natomiast, iż postawiło się im niechciane obeliskowe wytwory WC, podczas gdy zasługujący na prawdziwe upamiętnienie bohaterowie tamtych dni, zostali przez zbrodniarzy zabici i zakopani, i to bez żadnego oznaczenia miejsc pochówku.

Jak widać osiągnięta przez Tuska wyrównana równowaga międzypaństwowa jest rozwojowa. Wprawdzie pomysł Wielkiego Marszałka wyczerpał się w roku 1939, to jednak jego genialna kontynuacja autorstwa Donalda Donaldowicza systematycznie się umacnia, służąc pokojowi w sposób nieoceniony. Dlatego to właśnie nasz premier staje się nieoczekiwanie głównym kandydatem do otrzymania Pokojowej Nagrody Nobla za rok 2013. Niestety zarówno Władimir Władimirowicz jak i Pani Erika będą musieli zaczekać. A może by tak w ramach koncepcji równej odległości, wszyscy wymienieni dostali tę nagrodę wspólnie? Oto perspektywa, która dzięki Tuskowi może trwale zmienić świat na lepsze. I pomyśleć, że my Polacy, nie wiemy co u siebie mamy i miast udożywocić premiera na jego stanowisku, domagamy się, godząc w światowy pokój, wylania onego z posady na zbity pysk. Tak, Donald Franciszek Tusk wielkim politykiem jest.

Reklamy