Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Podobno charakterystyczną cechą Polaków jest bujanie w obłokach. Od 2010 roku jestem skłonny zgodzić się z tym punktem widzenia, szczególnie że zależy na tym naszym wspaniałym przywódcom. Oto prace zespołu parlamentarnego pod przewodnictwem Antoniego Macierewicza, mają wkrótce zaowocować kolejną naukową konferencją, a już bijący wszelkie rekordy profesjonalizmu, niezależni prokuratorzy wojskowi, w zdwojony sposób zabrali się do roboty. Tak więc 3,5 letni katorżniczy wysiłek w dociekaniu prawdy, doprowadził ich do decyzji o odtajnieniu jednych dokumentów ze śledztwa, innych zaś dla dobra sprawy pozostawieniu w dalszym ciągu w czeluściach ciemnych sejfów. Odtajnienia te rzuciły jednak niesamowity snop światła na całą sprawę, i to w postaci tak ciężkich merytorycznych dowodów, że każdy będący w powietrzu dron pod ich ciężarem, niechybnie straciłby skrzydło, i to bez pancernej brzozy, oraz wywinął nie jedną, a co najmniej dwie beczki rotacyjne, zanim rozbiłby się w drabiazgi o ziemię.

Wypadki lotnicze oczywiście się zdarzają. Ostatni w Polsce miał miejsce na Pomorzu, kiedy to nieoczekiwanie spadł z wysokości ok. 200 m śmigłowiec, i niewiele z niego po pożarze zostało. W pierwszej relacji z miejsca wypadku, opinia publiczna została poinformowana, że świadek zdarzenia widział, jak w powietrzu nastąpił wybuch (żółtko), po czym szczątki helikoptera spadły na ziemię. W kolejnych doniesieniach już o żółtku mowy nie było. W śmigłowcu znajdował się mąż posłanki Prawa i Sprawiedliwości Doroty Arciszewskiej-Mielewczyk,  która poprzez założone przez siebie Powiernictwo Polskie, znana jest z upominania się o interesy rodaków w relacji z państwem niemieckim. Jest ona również członkiem patriotycznego stowarzyszenia KoLiber*.

Odtajnione przez prokuratorów i dziennik (G)łówne (W)ariatkowo dokumenty, mają zdyskredytować uczonych pracujących w zespole posła Macierewicza,  jako nieprofesjonalistów w badaniu katastrof lotniczych. Tymczasem udowodnili oni, mimo że prace są jeszcze w toku, iż ostatnie fazy lotu Tu-154M 101 musiały przebiegać inaczej, niż stwierdziły to komisje MAK i Millera. A w ogóle to mamy w Polsce inklinacje do zatrudniania niespecjalistów. Oto np. obywatel Tusk został premierem III RP, nie piastując wcześniej żadnych stanowisk, które by pozostawały w związku, z samodzielnym kierowaniem jakąkolwiek instytucją. Albo taki medyk sądowy np., zajmuje się obdukcją zamordowanego, nie będąc policjantem od spraw kryminalnych. Tak to wszystko u nas stoi na głowie.

Ciekawe jednak co to będzie, jak na najbliższą konferencję o tragedii smoleńskiej, organizowaną w ramach prac zespołu Antoniego Macierewicza, referat swój przygotuje dr inż. Bogdan Gajewski specjalista rządowej kanadyjskiej instytucji, zajmującej się wyjaśnianiem wypadków samolotów i helikopterów. Co wtedy będzie? Czy Lasek i członkowie jego kolejnej komisji znów znajdą si ze swoją robotą w lesie? Nieważne, gdyż moralnie są tam już ci panowie od dawna?

———-

* Po katastrofie rządowego samolotu, w której zginął prezydent RP stowarzyszenie zapoczątkowało akcję „Smoleńsk chcemy prawdy”, poprzez m.in. pikiety sprzeciwu wobec sposobu wyjaśniania okoliczności tragedii, i działania informujące w tej sprawie.

W 2012 zainicjowano także akcję „Goń z pomnika bolszewika”. Chodzi  usuwanie komunistycznych obelisków, oraz zmiany nazw ulic i placów, które zawierają określenia związane z tym bandyckim ustrojem. W skład komitetu poparcia tej inicjatywy weszły zacne, powszechnie znane osoby.

Reklamy