Tagi

, , , , , , ,

Sprawca kantu niewyobrażalnego jakim jest premier Tusk Donald Franciszek, który wykonuje zadanie zniszczenia państwa polskiego – nie ma już innego wyjścia jak pójść z narodem na daleko zawansowane ‚udry’, czyli na ostro. Wynika to z prostej prawdy, że brak szans na opanowanie w Polsce instytucji, które  spędzają owemu sen z oczu, i które nie dadzą się wziąć na ‚cycek’ jego propagandowych chwytów. Bez przynajmniej otamowania roli tych podmiotów w narodzie, Donald może co najwyżej pocałować w ‚d… wójta’. To co negliżuje jego zaplanowaną destrukcję, państwa polskiego – Kościół Katolicki, Prawo i Sprawiedliwość oraz zespół smoleński Antoniego Macierewicza – nie może on rozwalić, jak już to zrobił z innymi instytucjami. Mimo wielkiego propagandowego nakładu sił i środków ten poczęty, a następnie mimo fundamentalnych wilczych wad nie poddany aborcji, więc zrodzony człowiek, nie jest w stanie owych instytucji zagryźć. Stąd nadzieja w rozstrzygnięciach siłkowych. Okazja trafia się 11 listopada. Widać, że Donald Donaldowicz przygotowywał się do niej od dawna i to jak najstaranniej. W ramach bowiem walki z polską nienormalnością, postanowił po artyleryjskim stosownym przygotowaniu, które zresztą już trwa, przerazić społeczeństwo do tego stopnia, że pogodzi się ono z rządami sprawowanymi na zasadzie kaduka przez łotrów. Jeżeli to nie wystarczy, to szaniec wyborczy został przygotowany tak, że ‚gniotsa nie łamiotsa’. Niewykluczone nawet, że pewne jego elementy zostaną wypróbowane w nadchodzącym warszawskim referendum. O jednym Tusk zdaje się jednak nie pamiętać. Oto kiedy zgotuje już narodowi jakiś wyczyn, dziwnym zbiegiem okoliczności czy też trafem, jakaś chyba siła wyższa całą tę misterną robotę obraca w szajs, lub co najmniej czyni śmieszną. No herr Oscar wyłaź z narożnika, gong na przedostatnią rundę za chwilę.

Reklamy