Tagi

, , , , , , , , , , , , ,

Właściwie trudno pojąć dlaczego wyborcy, którzy są w stanie zrozumieć najbardziej nieraz skomplikowane równania i nierówności życia codziennego, nie pojmują tej prostej prawdy, że dzisiejsza Polska to z grubsza i politycznie rzecz biorąc kraj, w jakim znalazła się Ameryka po zabójstwie Johna F. Kennedy’ego w Dallas w 1963 r. W tym ujęciu staje się jasne dlaczego zabójstwo prezydenta przypisano jedynie Lee H. Oswald’owi, podczas gdy u nas w związku z tragedią smoleńską, skłamaną winą obarczono pilota mjr. Arkadiusza Protasiuka.

Skoro zatem w tak wolnym i demokratycznym kraju jakim są w świecie, nie od tamtego z resztą tylko czasu USA, dopuszczono do powstania absurdalnej wersji wyjaśnienia zabójstwa, to co dopiero u nas, państwie zniszczonym u podstaw przez agenturę Sowietów, komunistów i neokomunistów, w którym polityczne i finansowe grube ryby robią co chcą i to bez jakichkolwiek konsekwencji, jak mało gdzie w Europie.

W Ameryce rodzina zamordowanego próbowała nawet dojść istoty rzeczy, jednak po kolejnym zabójstwie kandydującego niesłychanie pewnie na urząd prezydenta  brata Johna Roberta, zmieniono w tej sprawie postępowanie na tyle skutecznie, że najmłodszy brat Edward dzięki temu przeżył, i będąc senatorem dociągnął do naturalnej śmierci, która miała miejsce stosunkowo niedawno. Wprawdzie wcześniej jeszcze prokurator Jim Garrison próbował kontynuować dochodzenie, jednak po jego gwałtownym odejściu, nie było już chętnych do zajmowania się na serio sprawą zamordowania prezydenta.

Identycznie jest w Polsce, z tym, że w naszym kraju wbrew oczywistym faktom czynniki oficjalne i i zaprzaństwo do nich podczepione, negują sam fakt zabójstwa prezydenta Lecha Kaczyńskiego i pasażerów ostatniego lotu Tu-154M 101, przypisując sprawstwo błędnym zachowaniom pilotów, tak jakby na tej samej zasadzie to kierujący samochodem prezydenta Kennedy’ego, był winny śmierci swojego szefa, gdyż jechał zbyt wolno. Wiele osób, które zdobyło istotną wiedzę o tragedii smoleńskiej, odeszło z tego padołu łez nagle, także na zasadzie zbiorowego samobójcy.

W przypadku śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego jego brat Jarosław żyje. Co więcej tak jak Robert Kennedy ma więcej niż teoretyczne szanse na dojście do władzy. Trudno jednak w to uwierzyć, gdy zważy się, że organizatorzy tego co się w Smoleńsku stało, funkcjonują sobie w Polsce wdzięcznie, sielsko i anielsko. Na pewno byłoby to dla nich ‚śmiertelne’ zagrożenie. Zatem z żalem trzeba stwierdzić, że Jarosław Kaczyński no pasarán.