Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Ostatnio, mniejsza z tym czy słusznie, dwie rzeczy wzbudziły zainteresowanie Polaków. Pierwsza z nich  to kopanie gały przez naszych reprezentantów w świetle osiągniętego w eliminacjach do mistrzostw świata fatalnego wyniku. Druga to próba wylania ze stanowiska obłędnej prezydent Warszawy. To co łączy oba te przypadki, to robota (P)ustki (O)błokańczej, która doprowadziła do tego, że osoby, którym powierzono honor naszego kraju, mogły ku sromocie wielu tak fatalnie decydować, o istotnych fragmentach życia społecznego.

Fornalik Waldemar czyli protegowany PO przez osobę Piechniczka Antoniego Krzysztofa, który mimo, że kiedyś był pod intelektualnym wpływem „Traktatu o dobrej robocie” Tadeusza Kotarbińskiego, to jednak uległ wrażej ale podłej i zarazem agenturalnej robocie PO. Stał się przez to, mimo własnych pięknych osiągnięć, piewcą absolutnej destrukcji, wszystkiego co w polskiej piłce nożnej było właściwe i jeszcze  żywe. Jest to typowe dla ludzi partii, którą powołano do życia w celu reprezentowania i wyrażania nade wszystko sprzecznych z naszą racją stanu interesów. Wystarczy się tylko otrzeć o tę beznadziejną ferajnę a skutki tego będą zawsze opłakane. Do tego układu przyłączył się też działacz nocno-seksualny i zomowiec, niegdyś piłkarz Gwardii W-wa niejaki Kosecki Roman Jacek. Usiłował on jeszcze za kadencji Samoobrony sam będąc z PO, spożytkować w hotelu sejmowym swoje absolutnie wyjątkowe twórcze napięcie, w oparciu  o posłankę Lewandowską Sandrę Magdalenę. W efekcie musiał za swój wygłup wyrażać skruchę. Jednak przepraszać Polaków za obłęd skierowania na stanowisko selekcjonera człowieka bez pojęcia, deputowani PO Antoni i Roman rzecz jasna zamiaru nigdy nie mieli, nie mają i nie będą mieli. Roman Jacek ma nadto dodatkowe zadanie w postaci liczenia kijem szprych, w mocno nadwątlonych kołach PZPN, które chce porządnie wyremontować Zbigniew Boniek, nie mylić z Bonim Michałem Janem, zajmującym się instalowaniem kół w postaci ruletek wmontowanych w Polski Kościół i to podobno dla jego dobra. A w ogóle w PO jest wielka liczba działaczy pragnących tylko wielkiego dobra właśnie, szczególnie takiego, które jest po myśli wrogów Polski i Polaków.

Bardzo podobny, lecz skomplikowańszy i zarazem niezmiernie udany przebieg, choć dla obywateli wręcz przeciwnie, miała kariera Gronkiewicz-Waltz Hanny Beaty. Na początek w grę wchodziły ochoczo wydatkowane i konsumowane przez mających forsę delikwentów jej kobiece walory, które powołał do życia publicznego Bolko-Wałęsa Lech. Na początek był Narodowy Bank Polski, później start w wyścigu do prezydentury III RP, dyrektorowanie w pionie kadr EBOiR i dorwanie się do kolosalnych zysków w oparciu o prezydenturę Warszawy nadaną z ramienia (P)ajaców (O)śmieszonych. Były to kamienie milowe na drodze do kariery, choć o niezwykle trudnym początku w postaci zajmowania się na koloniach letnich niejakim Kaliszem Ryszardem Romanem, że już więcej o takich sprawach nie wspomnimy. W rezultacie swej działającej na zasadzie „co mi do łba strzeli” warszawskiej hucpy, Gronkowiec-Walcowaty doczekał się referendum w sprawie wygnania z posady. Niewiele brakowało, lecz rzecz nie wyszła o paznokieć. Powodów tego można się domyślać, gdyż istnieją w tej sprawie stosowne przesłanki i dowody. Teraz przez kolejny rok Warszawa będzie przeżywać gehennę, a obywatele miasta doznają szoku, gdy na koniec prezydentury dowiedzą się o zadłużeniu miasta, do którego doszło mimo potężnej wyprzedaży jego majątku (np. SPEC).

Nie wszystko można mieć na raz. O ile usunięcie partacza, szkoleniowca piłkarskiego, który wskoczenie na stanowisko selekcjonera zawdzięczał politykom PO, zostało przesądzone ruiną Reprezentacji Polski, o tyle pozostawienie na stanowisku prezydent stolicy, osoby znanej z interesowności i myślącej kategoriami dziecka w piaskownicy, będzie miało potężne, fatalne skutki. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Ów gronkowiec uzyskał teraz dodatkowo tak sprzyjające warunki rozwoju, że choć zaraza pewna, to jednak ogrom przeciwciał też się pojawi. W ten sposób Warszawa i Polska uodpornią się na działanie tej bakterii, przez co istnienie PO straci rację bytu. Gronkowca i wspierającego go PO-lio ani w stolicy, ani też w całym kraju nie chcemy zdecydowanie.

Reklamy