Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Właściwie nie ma dnia, żeby obłęd rządów herr  Donalda Donaldowicza Tuska nie dawał znać o sobie. Ten absolutnie kliniczny przypadek człowieka polityki o obrazie, zsyntetyzowanym za pomocą kantu przeprowadzonego na niewyobrażalną skalę, pączkuje dzień w dzień, z godziny na godzinę, minuta w minutę, a nawet z sekundy na sekundę konsekwencjami, przy których epidemia wąglika to Pikuś mały. Z punktu widzenia interesów Polski era Sztukmistrza z Sopotu to Armagedon, ale rozgrywający się pod nieobecność dobra. Zło wcielone obejmuje w naszym kraju wszystkie dziedziny życia społecznego, i dzieje się to w zastraszającym tempie.

Oto nieliczni będący członkami agenturalnego (P)aktu (O)błędu, którzy posiadają jeszcze choć resztki pionu moralnego, próbują zrobić choć minimum tego, co uczyniłby każdy normalny człowiek. Informują mianowicie centralę swojego partyjnego konwentyklu o przekraczających ludzkie pojęcie nieprawościach, dziejących się w tzw. terenie. Mają nadzieje na pozytywny odzew. Nic bardziej mylnego. Dla Tuska nie ten jest wzorem dla towarzyszy, który jeszcze trzyma moralny pion. To jest przeszkoda. Jest nim dopuszczający się niegodziwości, choćby nawet niezawoalowanej. Na im większą skalę się to dzieje tym lepiej, pod warunkiem, że skorzystają na tym partyjni hierarchowie. Wkrótce zrozumie to też lokalna działaczka PO, której sumienie nakazało interwencję w sprawie rozdawnictwa ziemi pozostającej w zawiadywaniu Państwowej Agencji Nieruchomości Rolnych. Dodatkowo przekona się ona o tym wcześniej  niż później i to bardzo boleśnie.

Tego typu postępowanie przyjęło się w całej Rzeczpospolitej i stało się normą choćby w prokuraturach, czy urzędach skarbowych. Nie ten ma się bać, który będąc odpowiednio ustawionym i obstawionym działa przestępnie, a wolny strzelec, który zgłasza to stosownym organom. Okazuje się, że gilotyna jest bezwzględna i nie oszczędza nawet partyjnych prominentów, którzy mogą zostać wyeliminowani, jeżeli ich konwentyklowi rywale są wielkimi kanciarzami i działają nie przebierając w środkach. Przykład wyeliminowania z kierowania regionalną strukturą partyjną eurodeputowanego Nitrasa Sławomira Witolda jest tu bardzo wymowny.

Zatruwanie kraju przybiera najróżniejsze formy. Ostatnio Tusk zabierając się za Warszawę, gdyż ratował przed wylaniem z posady Gronkiewicz-Waltz Hannę Beatę, zaatakował toksynami słownymi zasady obowiązującego w naszym kraju systemu. Trucizna zadziałała ale uaktywniona dopiero przez od „wieków” równie agenturalnego sojusznika, a więc (S)łowo (L)ipnego (D)ostatku. Oznacza to, że wkrótce dojdzie do jeszcze bardziej przyśpieszonego na rzecz rozbioru Polski działania. W tej sytuacji jedynie wzięcie się za łby z (P)yskami (S)kutymi (L)uksusem, może dać szarym obywatelom chwilę wytchnienia.

Inną formą robienia z Rzeczpospolitej wychodka, jest ustawiczne zapraszanie do niej z niechcianymi przez rodaków pseudo odczytami różnych hochsztaplerów np. mjr. Baumana Zygmunta, który działał w stosownym czasie na rzecz tego, czego skutki próbuje ogarnąć dzisiaj prof. Krzysztof Szwagrzyk na tzw. łączce Wojskowego Cmentarza Powązkowskiego w Warszawie. Czerwony egzekutor szczególnie uwielbił Wrocław, który historycznie rzecz biorąc jest dla tej czerwonej zarazy Mekką. Zafundował ci w nim ostatnio wykład o bredni wymyślonej przez komunistów, bo jakoby brunatnej Polsce. Twierdząc takie rzeczy człowiek ów usiłuje dostarczyć sobie usprawiedliwień na okoliczność tego, co robił pod koniec i po wojnie w Polsce. Można zrozumieć potrzebę tego rodzaju, jeżeli zna się to, co napisał Freud na temat tzw. mechanizmów obronnych.

Trudno jednak pojąć dlaczego w naszym kraju, znajduje się aż tak wielu, którzy niezwykle ochoczo stwarzają takiemu zbrodniarzowi jak major do tego warunki. Bez Środy Magdaleny rzecz jasna, coś takiego nie mogło by się wydarzyć. Bez akceptacji Tuska tym bardziej. Ostatni rezultat gościnnego występu mjr. Baumana był tego rodzaju, że zatrzymano w areszcie osoby, które zgromadziły się w milczeniu pod miejscem, gdzie ów czerwony ‚kozak’ prawił rzeczone androny. Ot sprawiedliwość.

Teraz przynajmniej wiadomo, że to Jaruzelski, Mazowiecki, Kiszczak i Michnik mieli rację, zastępując dużo droższy w utrzymaniu system zniewolenia komunistycznego, bo oparty głównie na siłowym sekowaniu, na dużo tańszy, neokomunistyczny, zafundowany na ideologicznym indoktrynowaniu społeczeństwa przez lipne autorytety. Nie umieli tego pojąć Bierut, Gomułka czy Gierek a nawet Kania. Tymczasem tylko o to chodziło rzekomym demokratom spod intelektualnego czerwonego znaku, którzy w pewnym momencie stanowili trzon doradców Solidarności. W ten właśnie sposób i przy pomocy Bolków, postawiono po raz kolejny po 1945 roku polskiego szarego pracownika do konta.

Od sześciu lat to ustrojowe ustrojstwo jest kształtowane przez inne, o człekopodobnym kształcie, któremu wpisano w dokumenty zawołanie Ksut. Kiedy ów wreszcie odejdzie, w stronę, w której będzie można spotkać jedynie diabła, to czerwone męty z całego świata stoczą najbardziej wyrafinowaną w dziejach wojnę światów, o dostęp do tego co z władcy pozostanie. Chodzić tu będzie o pozyskanie relikwii geniusza, który w niespotykanie krótkim czasie rozmontował stosunkowo duże państwo europejskie o ponad tysiącletniej tradycji, nad którym panował, i które dzięki swej nośnej kulturze przetrzymało wcześniej okupację dwóch największych czarnych orłów, nie wymieniając trzeciego sygnującego jeszcze inne upadłe mocarstwo. Jednemu z nich przemalowano aktualnie pióra na złoto.

Reklamy